Do niedawna sądziłem, że w komisariacie poznałem pełen repertuar ludzkiej głupoty. Myliłem się – i to za sprawą mojej znajomej. Obecnie emerytki, a wcześniej polonistki w szkole podstawowej. Osoba wykształcona, wydawałoby się, że powinna być w pełni odpowiedzialna za domowe finanse. Pani Bożena z sąsiadką z naprzeciwka – kierowniczką działu w jednym z banków – przyjaźniła się od lat. Wspólnie świętowały imieniny, odwiedzały się niemal codziennie: po prostu – sąsiedzka sielanka. Przed kilkoma laty pani Bożena powierzyła sąsiadce swoje finanse. Założyła konto w jej banku, a sąsiadka stała się doradcą finansowym mojej znajomej. Kilka tygodni temu pani Bożena otrzymała z banku wezwanie do zapłaty 250 zł tytułem niespłaconej zaległości na karcie kredytowej. Zdziwiło ją to niezmiernie, bo karty kredytowej nie ma już od dwóch lat. Poszła do banku wyjaśnić pomyłkę. Sąsiadka akurat była na zwolnieniu, więc rozmowę podjął kto inny. Szydło wyszło z worka. Okazało się, że 30 tys. zł oszczędności wyparowało z banku, a konto jest jeszcze obciążone 20 tys. zł kredytu.

Nikomu nie można wierzyć

Sprawa jest jeszcze ciepła, nie wszystkie szczegóły są znane policji, ale najprawdopodobniej pracownica banku swobodnie dysponowała oszczędnościami sąsiadki. Niewykluczone, że założyła w jej imieniu konto internetowe i z domu przeprowadzała dowolne operacje bankowe. – Kiedyś coś mnie tknęło – opowiada mi pani Bożena. – Poszłam do sąsiadki, bo odsetki z lokat wydawały mi się za niskie. Tak mnie omotała, tak nakręciła, że zaczęłam ją nawet przepraszać. Innym razem coś już podejrzewałam, bo dostałam z banku korespondencję na temat kredytu. Poszłam do sąsiadki, a ona wmówiła mi, że to jakaś pomyłka i że sprawę osobiście wyjaśni w banku. Niedawno dowiedziałam się z prasy, że sąsiadka w ten sposób zdefraudowała 9 osobom około 500 tys. zł. Najbardziej w tym wszystkim boli mnie to, że zostałam oszukana przez przyjaciółkę, której w pełni ufałam. Nie można wierzyć ludziom – dodaje pani Bożena.

Życie pokazuje, że nawet najbardziej zaufanemu doradcy finansowemu nie można wierzyć do końca. Inny mój znajomy, właściciel firmy meblarskiej, handlujący z Chińczykami, opowiadał mi jak kilkanaście miesięcy temu został wyrolowany przez doradców działających w imieniu obsługującego go banku. Zarekomendowali mu kupno opcji walutowych. – Panie Mirku – mówili mu doradcy – lepszej okazji na kupno opcji nie będzie. Teraz jest najlepszy moment. Trzeba brać.

Właściciel zrobił, jak polecili doradcy. Szybko przekonał się, że popełnił życiową pomyłkę. Dokonał operacji w najgorszym momencie, gdy dolar zbliżał się do 2 złotych. W kilka tygodni później kurs podskoczył o połowę, a pan Mirek był stratny na 600 tys. zł. – Poczułem się oszukany podwójnie – mówił mi ze smutkiem przedsiębiorca. – Analityk finansowy powinien znać zawodowe abecadło. Ci sami doradcy wzruszyli tylko ramionami, coś mówili o ryzyku inwestycyjnym i na pokrycie strat zaproponowali… kredyt w tym samym banku. Musiałem się zgodzić!

Finansowy świat przed nami

Kryzys gospodarczy zapoczątkowany w 2008 r. dał nauczkę chyba całemu światu. Inwestorzy przypomnieli sobie, że nie ma cudownych rozwiązań, a każda operacja finansowa jest obarczona ryzykiem. Kontrakty terminowe, opcje, lokaty, inwestycje w nieruchomości lub w akcje – wszystko to może prysnąć jak bańka mydlana. Raz jeszcze okazuje się, że warto pamiętać stare mądrości ludowe na tematy finansowe w rodzaju: nie trzyma się wszystkich jajek w jednym koszyku lub jeśli pożyczać, to w walucie, w której się zarabia.

Wybór jest większy niż kiedykolwiek wcześniej, ale wymaga też dużej wiedzy od inwestora – i czasem skorzystania z pomocy wiarygodnych fachowców. W ostatnich latach wyraźnie zwiększył się dostęp do nowych rynków i instrumentów finansowych. Za pośrednictwem brokerów możemy inwestować w akcje notowane na giełdach całego świata, w kontrakty terminowe na towary lub w indeksy giełdowe. Inwestorem może być indywidualny uczestnik rynku dysponujący stosunkowo niewielką kwotą np. 1 tys. złotych. Na lokalnym rynku pojawiają się poliso-lokaty, lokaty strukturyzowane, produkty hybrydowe, kontrakty terminowe i inne instrumenty o mało zrozumiałych nazwach. Istnieją fundusze, które inwestują jednocześnie w grunty, złoto, brylanty, zboże, ropę naftową, a nawet w wybrane roczniki win. Coraz trudniej się w tym wszystkim połapać. Potrzebny jest doradca, który podpowie, ile i gdzie lokować, w co inwestować. Ale też samemu trzeba interesować się losem swoich pieniędzy.

Bezradni inwestorzy

Mój doradca finansowy, dawny bankowiec, obecnie właściciel niewielkiej firmy konsultingowej, twierdzi, że Polacy w większości nie mają pojęcia o inwestowaniu i nie potrafią racjonalnie gospodarować swoimi pieniędzmi. Wprawdzie obszar jego działania to nasze miasto i okolice, ale spostrzeżenia co do postaw rodaków są pewnie wszędzie podobne. Więc mój doradca utrzymuje, że wielu ludzi zgromadziło spore pieniądze na kontach, a jednocześnie doświadcza ogromnych problemów z  aktywnym oszczędzaniem. Bogacące się społeczeństwo nie miało kiedy i gdzie odrobić lekcji z ekonomii. Ludzi, którzy mają po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy złotych, wcale nie jest tak mało. Większość ciułaczy nie wie, co zrobić z oszczędnościami. Przeraża ich myśl o zainwestowaniu w cokolwiek. W rezultacie pieniądze leżą na lokatach o oprocentowaniu nieznacznie przewyższającym poziom inflacji. Ciężar zgromadzonych funduszy często jest tak duży, że pojawia się psychologiczna presja wydatkowania oszczędności na dobra materialne w postaci np. samochodu lub wyposażenia mieszkania. Pieniądze, które powinny pracować na czarną godzinę lub emeryturę, często albo leżą bezproduktywnie, albo znikają w salonach meblowych lub samochodowych.

W takiej sytuacji można byłoby liczyć na wyspecjalizowaną pomoc. I rzeczywiście, na rynku jest coraz więcej firm doradztwa finansowego. Większość z nich pomaga w zaciągnięciu kredytów, ale są i takie, które za stosowną opłatą podpowiadają, jak ulokować zgromadzone oszczędności. Mój doradca finansowy, a ja wraz z nim, przestrzegamy przed szybkim podejmowaniem decyzji o współpracy z danym doradcą lub brokerem. Na rynku jest wielu amatorów, którzy mogą działać nierozważnie, pod wpływem aktualnej mody i emocji. Przed rozpoczęciem współpracy najlepiej odwiedzić kilka firm i na chłodno, we własnym zakresie ocenić ich profesjonalizm. Sprawdzić z jakimi bankami są kapitałowo związane firmy doradcze, czy też są rzeczywiście niezależne. Dobrze jest zapytać znajomych o opinie. Lokowanie oszczędności trzeba sensownie zdywersyfikować. Ze względów bezpieczeństwa lepiej pieniądze ulokować w kilku różnych funduszach o różnej skali agresywności inwestycyjnej. Przy większych kwotach warto mieć na przykład dwóch doradców w dwóch różnych firmach i zlecić im zarządzanie oszczędnościami kierując się wspomnianą zasadą o jajkach w oddzielnych koszykach.

Wasz aspirant Fortuna

W ostatnich dwóch latach banki wykreowały nowy instrument finansowy zwany polisą lokacyjną, będącą jednocześnie lokatą i ubezpieczeniem na życie i dożycie. Dzięki mariażowi lokaty z ubezpieczeniem, zyski z inwestycji są zwolnione z 19 proc. tzw. podatku Belki, co oznacza, że odsetki oferowane klientowi banku są rzeczywistym zyskiem, jaki polisa wypracuje w okresie objętym ubezpieczeniem. Kapitał wraz z odsetkami jest wypłacany posiadaczowi rachunku w przypadku dożycia do ustalonego w umowie terminu (np. 12, 36 miesięcy itp.) lub spadkobiercy w razie śmierci właściciela rachunku. Polisy lokacyjne mogą być atrakcyjnym produktem dla ostrożnych inwestorów chcących stopniowo i bez podatku pomnażać swoje oszczędności.

Coraz większym zainteresowaniem cieszą się tzw. lokaty strukturyzowane. Lokata strukturyzowana jest zazwyczaj połączeniem obligacji i opcji. Dzięki inwestowaniu w obligacje klient ma gwarancję odzyskania większości zainwestowanego kapitału (proporcje udziału obligacji do opcji określa umowa). Część kapitału inwestowana jest w opcje. Lokaty strukturyzowane mogą mieć bardzo złożoną konstrukcję. A finalne stopy zwrotu na początku procesu inwestycyjnego są w praktyce nie do wyliczenia ze względu chociażby na to, że część kapitału finansuje nieprzewidywalne opcje.

Opcja jest formą zakładu o to, jak cena wybranego instrumentu finansowego (np. indeks giełdowy) zachowa się w przyszłości. Lokata strukturyzowana może być skonstruowana w ten sposób, że 85 proc. kapitału finansuje obligacje dające rocznie np. 5 proc dochodu, a pozostałe 15 proc. kapitału przeznacza się na zakup opcji, które mogą przynieść wysoki dochód, ale także i stratę. Jeśli opcje nie przyniosą dochodu, to po trzech latach inwestor otrzyma zwrot kapitału, bo zyski z obligacji pokryją ewentualne straty związane z inwestycją w opcje.

W ostatnich dwóch latach lokaty strukturyzowane nie przyniosły zysków albo dostarczyły niewielkich dochodów. Niektóre lokaty przyniosły nawet realne straty. Jedną z przyczyn było załamanie się światowych rynków finansowych i surowcowych. Ta sama kwota wpłacona na lokatę bankową po dwóch latach przyniosła realny, kilkuprocentowy dochód ponad poziom inflacji.

Skarb państwa, aby pozyskać pieniądze na wydatki budżetowe, emituje tzw. dłużne papiery skarbowe. Kupując papiery skarbowe stajemy się wierzycielami państwa, które jest zwykle solidnym dłużnikiem. Państwo zobowiązuje się wobec nabywców papierów skarbowych, że w określonym czasie odda pożyczone pieniądze wraz z odsetkami. Papiery o wykupie do 1 roku nazywają się bonami skarbowymi, a o dłuższym terminie wykupu – obligacjami skarbowymi. Im papier ma dłuższy okres wykupu, tym wyższe ma oprocentowanie. Rynek, na którym rząd sprzedaje papiery dłużne, dzieli się na hurtowy i detaliczny. Oferta rynku detalicznego obejmuje tylko niektóre rodzaje obligacji skarbowych i oprocentowanie jest tu nieco niższe niż w przypadku rynku hurtowego. Obligacjami można obracać na rynku giełdowym i pozagiełdowym. Tworzy się w ten sposób tzw. rynek wtórny obrotu papierami dłużnymi – rzecz nie znana na rynku lokat bankowych. Rynek wtórny daje możliwość wycofania się z inwestycji w dowolnym momencie . Inwestycje w skarbowe papiery dłużne są płynne, bezpieczne i czasem bardziej zyskowne od tradycyjnych lokat bankowych.