Wokół biznesu internetowego krąży wiele mitów i nieporozumień. Często wydaje się, że wystarczy uruchomić jakikolwiek biznes w Internecie, a pieniądze same do nas popłyną szerokim strumieniem. Doradcy różnej maści podpowiadają, że w Internecie można zarobić na handlu, reklamie, sprzedaży produktów cyfrowych, jak np. e-booków, czyli książek w formacie cyfrowym. Wchodząc w biznes sieciowy zdobywamy nowe rynki – mówią. Liczba klientów internetowych jest praktycznie nieograniczona, a nasz mały biznes sieciowy działa na globalnym rynku. Jest super. Miodzio! Taaaki potencjał biznesowy.
Tyle teorii. Testowałem różne modele biznesowe w sieci i dochodzę do wnioski, że prawda jest bardziej złożona. Żeby zarobić w necie trzeba mieć dużo szczęścia, włożyć w interes dużo pracy i spore pieniądze. Czasem lepiej darować sobie trud i zająć się tradycyjnym biznesem w realu.
Próbowałem na przykład zarabiać na e-bookach. Trzy lata temu napisałem e-booka o finansach. Na kilkudziesięciu stronach w przystępny sposób podałem, jak inwestować swoje pieniądze. Dodałem kilkanaście fotografii własnego autorstwa. E-book sprzedawałem na aukcjach, w księgarniach komputerowych i na własnych stronach internetowych. Początkowo – nie powiem – cyfrowa książka sprzedawała się zupełnie nieźle – średnio jeden egzemplarz dziennie. Ale po kilku miesiącach sprzedaż wyraźnie spadła, rynek zaczął się nasycać. Później nadszedł kryzys i e-book przestał interesować czytelników. Obecnie książka sprzedaje się od święta, czyli raz na kilka tygodni. Nie prowadziłem dokładnych statystyk, ale myślę, że w ciągu trzech lat sprzedałem w sieci około 500-600 egzemplarzy. Jak to mówią: za mało, żeby żyć, a za dużo, żeby umrzeć… Przy jednym z moich serwisów internetowych założyłem księgarnię. I nawet się przy niej nie napracowałem, bo inna duża księgarnia internetowa sama zaproponowała, że udostępni swoją platformę handlową, a stronom nada spójny wizerunek. Sklepik prezentował się wspaniale, jednak nie przyniósł większego dochodu.
Naczytałem się sporo o biznesie domenowym. Nawiązałem kontakt z pewnym Polakiem, który – jak twierdził – za oceanem dobrze zarabia na handlu domenami. Rejestruje domeny z nazwami firm, produktów, tytułami filmów itp., po czym dzwoni do zainteresowanych usiłując odsprzedać domenę. Wychodzi z założenia, że nie jest ważna cena domeny, a stopa zwrotu z przedsięwzięcia. Jeśli za rejestrację domeny zapłaci kilkadziesiąt dolarów, a sprzeda za kilkaset, to stopa zwrotu staje się wysoka. Jeśli nawet jednostkowo nie zarabia dużo, to przy dużym obrocie wychodzą spore kwoty. Więc zakupiłem eksperymentalnie kilka polskich domen z zamiarem skopiowania mechanizmu pomysłowego Polaka. Wszystkie ciekawe nazwy domen są już zajęte, więc trzeba być kreatywnym, aby wymyślić coś interesującego. W portfelu mam kilkanaście domen kupionych w promocji za grosze. Jak dotychczas udało mi się sprzedać jedną domenę, na której zarobiłem kilkaset złotych. Mam jedną dobrą domenę 4-literową i nawet proponowano mi za nią 1 tys. euro, ale nadal ją trzymam w nadziei na większy zarobek.
Żeby na niej nie tracić zaparkowałem ją na jednym z zagranicznych serwerów. Parkowanie polega na tym, że pod domeną ukazuje się strona z reklamami. Za każde kliknięcie w reklamę mam parę centów. Domena zarabia na siebie, bo dochody z kliknięć przewyższają koszt corocznego odnowienia jej rejestracji (120 zł). Co miesiąc mam z tych kliknięć kilkanaście dolarów, które firma rozliczająca transakcję przesyła mi na konto PayPal. Na tym rynku też trzeba się napracować. Sztuką jest nie tyle posiadanie dobrej domeny, co znalezienie na nią kupca. Na giełdach domenowych mam wystawione wszystkie walory, ale brakuje chętnych do zakupu. Na rynku panuje ogromna konkurencja. Najwięksi mają po kilka tysięcy domen i tylko grube ryby mają szansę osiągać duże dochody.
Test kontekstu
Założyłem też strony internetowe z lokalnym serwisem policyjno-plotkarskim. Miałem dobre informacje z pierwszej ręki, nawet przed gazetami, a w związku z tym dużą oglądalność, jak na lokalny portal. Lokalny rynek, niestety, nie rozumie reklamy internetowej, więc nie udało mi się sprzedać żadnego banera. Testowałem też reklamę kontekstową. Liczyłem, że uda się zarobić na płatnych linkach ukazujących się automatycznie w serwisie. Owszem, ludzie klikali, ale dochody były niewielkie. W ciągu roku zebrałem kliknięć na około 100 dolarów, a przy serwisie napracowałem się jak wół roboczy. Przekonałem się też, że z reklamy kontekstowej i z systemów partnerskich można mieć sensowne dochody pod warunkiem, że ma się ogromną oglądalność, idącą w miliony użytkowników. Co musiałbym napisać, ile wydać na promocję, aby mieć tylu gości? Na reklamie najwięcej zarabiają Google, które z tzw. długiego ogona, czyli z milionów takich serwisów jak mój, mają wprawdzie niewielkie dochody, ale w sumie dają one kilka miliardów dolarów rocznie. Znów okazuje się, że w sieci duże pieniądze mogą zarobić tylko wielkie korporacje.
Próbowałem też zarabiać na fotografii. W ostatnich latach handel fotografią w Internecie mocno się rozwinął. Biznes polega na tym, że fotograf wystawia swoje zdjęcia w serwisie i czeka na kupca. Jeśli zdjęcia są dobre, to mogą spotkać się z zainteresowaniem agencji, wydawnictw, serwisów internetowych. Fotograf dostaje za zdjęcie niewielką stawkę, ale to samo zdjęcie może sprzedać w dowolnej liczbie egzemplarzy. Mam znajomego, pasjonata fotografii, który zaczyna na tym zarabiać, a jego miesięczne dochody sięgają już tysiąca złotych. Mnie jak na razie nie udało się poszaleć. Może dlatego, że zdjęcia nie są najwyższych, artystycznych lotów i są robione przeciętnym sprzętem. Dotychczas sprzedałem zdjęcia za kilkadziesiąt dolarów. Najwięcej na tych fotografiach oczywiście zarabia firma prowadząca serwis, która potrąca sobie kilkadziesiąt procent od każdej transakcji.
Sprzedawaj więcej niż kupujesz
Chyba najlepiej idzie mi na aukcjach internetowych. Tu liczy się sposób prezentacji produktu, zdjęcia muszą być dobre jakościowo, powinny pokazywać szczegóły towaru. Przedmiot powinien mieć adekwatny opis, wzbogacony elementami marketingowo-promocyjnymi. Ważne są opinie o sprzedawcy, więc trzeba stale zabiegać o pozytywne komentarze. Z doświadczenia wiem, że sprzedać można wszystko. Kiedyś wystawiłem na sprzedaż stare czasopisma budowlane. Dla mnie miały wartość makulatury, ale szybko okazało się, że dla innych są cennym źródłem wiedzy. Pisma sprzedały się w ciągu kilku dni za połowę ceny nominalnej.
Teraz nie mam już czasu na handel aukcyjny, więc pałeczkę przekazałem młodzieży, wychodząc z założenia, że będzie to dobrą lekcją przedsiębiorczości. I rzeczywiście. Dzieci same fotografują produkty, opisują je, ustalają cenę. Skuteczność mają zupełnie niezłą, bo średnio co drugi – trzeci przedmiot znajduje nabywcę. A są to stare książki, czasopisma, rozmaite domowe ozdoby. Staram się przekazać młodzieży prostą zasadę handlową: zawsze sprzedawaj więcej, niż kupujesz.
Już kilka ładnych lat testuję biznes internetowy i dochodzę do wniosku, że jest równie trudny jak ten prowadzony w realu. Serwis musi być stale aktualizowany, zaawansowany technologicznie, ktoś musi go na bieżąco optymalizować i pozycjonować w wyszukiwarkach na wybrane słowa kluczowe. A to kosztuje i to niemało. Bardzo trudno jest samemu wszystko ogarnąć. Bez pomocy programisty, pozycjonera i specjalisty od marketingu sieciowego nie sposób wybić się na czoło. Serwis – nawet gdyby był najlepiej wykonany – bez promocji nie ma szans. Potwierdza to mój sąsiad, właściciel sklepu sportowego. Od kilku miesięcy prowadzi działalność równolegle, w sklepie istniejącym fizycznie i w Internecie. Na utrzymanie cybersklepu wydaje znacznie więcej, niż się spodziewał. Jeden z pracowników stale zabiega o profesjonalne fotografie sprzętu, aktualizuje strony, utrzymuje kontakt z klientami. Sporo też kosztuje reklama. Sprzedaż internetowa powoli rośnie, ale ciągle nie jest dochodowa.
Nie ma darmowych obiadów
Biznes internetowy nie jest łatwy. Założenie profesjonalnego sklepu sporo kosztuje, trzeba zakupić oprogramowanie, zapełnić sklep produktami, intensywnie i stale promować go w sieci. Nie chcę zniechęcać do biznesu internetowego, a tylko na podstawie własnych doświadczeń pokazać, że nie ma – jak mówią Amerykanie – darmowych obiadów. W sieci jest ciągle wiele nisz rynkowych i mając dobry pomysł, wkładając w biznes dużo serca i czasu zapewne da się na Internecie zarobić, czego przykładem mogą być portale typu fotka.pl lub nasza-klasa.pl, które powstawały z niczego. Ostatnio rozkręcanie biznesu internetowego jest znacznie łatwiejsze niż kiedyś, a to za sprawą funduszy unijnych i działania 8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Jeśli masz pomysł na biznes i działalność gospodarczą zarejestrowaną w ostatnim roku, to możesz ubiegać się o dotację w wysokości 85 proc. wydatków. Trzeba napisać biznesplan, a po otrzymaniu dotacji przetrwać na rynku minimum trzy lata. I to może być najtrudniejsze…
Wasz aspirant Fortuna
![]()
Sprzedając różne przedmioty na aukcjach internetowych powinieneś pamiętać o zapłaceniu podatku od zysku. Jeśli sprzedałeś rzecz używaną ponad 6 miesięcy – nie płacisz podatku. Jeżeli jednak sprzedałeś rzeczy nowe (posiadane krócej niż 6 pełnych miesięcy), powinieneś zapłacić podatek dochodowy według skali: 18% i 32%. Transakcję należy wykazać w zeznaniu rocznym PIT-36.
Zajmując się handlem internetowym na większą skalę możesz spotkać się z zarzutem nielegalnego prowadzenia działalności gospodarczej. Jeśli działalność zarobkowa ma charakter zorganizowany i ciągły, to zgodnie z zapisem jednej z ustaw, jest to działalność gospodarcza. W praktyce urzędy skarbowe, aby ustalić, czy działalność jest prowadzona sporadycznie, czy w sposób ciągły biorą pod uwagę m.in. takie fakty, jak:
- czy handel stanowi zasadnicze źródło dochodów sprzedającego,
- czy celem sprzedającego jest generowanie zysku, czy pozbycie się towaru,
- czy handel dotyczy przedmiotów zakupionych w celu dalszej odsprzedaży.
Uzyskując dochody z reklamy kontekstowej powinno się zapłacić podatek. Jeśli współpracujemy z polskim operatorem, nie ma problemu – on go za nas zapłaci.
Gorzej jest z Google, które nie miesza się do polskich podatków. W takiej sytuacji najlepiej jest zapłacić podatek samemu do 20 następnego miesiąca, licząc od dnia uzyskania przychodu. Podatek obliczamy w ten sposób, że od przychodu odejmujemy 20 proc. kosztów uzyskania i od pozostałej kwoty liczymy podatek według skali. Należną wartość wpłacamy na konto właściwego urzędu. W przypadku stwierdzenia przez urząd skarbowy uzyskania nieopodatkowanego dochodu może on nałożyć zryczałtowany podatek wysokości 75 proc. przychodów. Zaległości podatkowe przedawniają się po 5 latach licząc od końca roku, w którym powstały.
Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przewiduje w 2010 r. dwie rundy kwalifikacyjne w działaniu 8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. O dotację na usługę cyfrową mogą ubiegać się przedsiębiorcy działający na rynku nie dłużej niż 12 miesięcy. Jeśli więc uważasz, że masz dobry pomysł na biznes internetowy, rozważ rejestrację działalności gospodarczej i złóż wniosek. Agencja dotuje przedsięwzięcia do wysokości 85 proc. kosztów kwalifikowanych. Kosztami mogą być wynagrodzenia pracowników, zakup sprzętu, oprogramowanie, promocja, wynajem pomieszczeń itp. Minimalny wkład własny przedsiębiorcy wynosi 15 proc. wartości projektu. Agencja dofinansowuje projekty o wartości do miliona złotych.
![]()

12 lut
4 maj
2 maj
24 kwi
17 kwi
29 mar
14 mar
28 lut
5 sty
13 kwi
12 komentarzy
no trzeba duzo odwagi osobistej aby sie tak publicznie przyznac do niepowodzen nazwisko opisuje goscia co ma kasy jak eskimos lodu….a naprawde zadnej fortuny niema no chyba ze na mysli ale tak naprawde drogą do sukcesu nie jest”małpowanie”innych i dublowanie tego co im sie udało to nie tędy droga aby odniesc sukces trzeba znajsc w sobie to cos co potrafimy robic lepiej niz inni na czym sie znamy lepiej od innych co jest naszym hobby wypoczynkiem sposobem na relaks wezmy np takie wedkarstwo lubi ktos łowic ryby łowi wszystkie gatunki na wszystkie metody zna techniki, teorie, wedkarstwo od podszewki i otwiera sobie niewielki sklep wedkarsko-zoologiczny i on zawsze dla klijenta ma czas wytłumaczy podpowie poradzi opowie jak on łowi zabierze nowicjusza na ryby pokieruje do najblizszego koła PZW prowadząc taki sklep testuje sprzęt przynety ma najlepszy towar realizuje marzenie połączyc hobby z pracą w pracy spotyka kolegow znad wody i dyskutuje i wymienia poglądy dostaje informacje i udziela informacji i ta praca go raduje czuje sie potrzebny wedkarzom i to jest cos co jest cos warte to jest sposob na zycie biznes zmierzac w swojej branzy na same szczyty zostac krolem w branzy byc perfekcjonistą a nawet po wielu latach jak taki człowiek odejdzie pamietają o nim wszyscy wspominaja jego powiedzonka zarty przy niejednym ognisku nad wodą na rybach o nim wspomną taki człowiek jest kims tworzy historie wedkarstwa i sam nia jest w dzisiejszm zalewie byle czego jest trudno sie przebic młodziez to to cos takiego co potrafi kredens z kuchni debowy zniesc do piwnicy a na to miejsce wstawic z płyty wiórowej[czyt z odpadow]młodzi ludzie w biznesie potrafią zobaczyc cos ze ktos prowadzi taki sklep i co i nic otworzą taki sam i bankrutują bo nic nierozumieją nieczują tej otoczki magi kolezenstwa ze to jest miejsce spotkan wymiany….ale to jest w kazdej branzy np kto potrafi dzisiaj zrobic meble z drewna ktore wytrzymaja 200lat umiejetnie dobierze drewno…sukces odniosą tylko artysci wybitni indywidualnosci najlepsi i najpracowitsi w branzy teraz konczy sie czas przecietniakow ktorzy potrafią wszystko i nic
Witam Panie Aspirancie, kiedyś w Internecie spotkałem się z pewną ofertą jednego naciągacza, który chciał sprzedać ponad 20 domen internetowych (za ponad 8 tys. zł) i wraz z „zawieszonymi” na nich szkieletowymi konstrukcjami portali tematycznych, które jego zdaniem zarabiają całkiem spore kwoty, rocznie miał być to zysk prawie 25 tys. zł. Popierał swoje wyniki m.in. zdjęciami wyciągów bankowych, czy z PayPal. Po pewnym czasie strona jednak zniknęła, prawdopodobnie został złapany na gorącym uczynku.
Zarabianie dużych pieniędzy czy to w necie czy realu nie jest takie proste. W Internecie mamy więcej e-przeciwników. Dominuje podaż oferowanych usług niż popyt na nie (zresztą jak i na tradycyjnym rynku), chyba, że wyróżniamy się naszymi produktami czy usługami na tle konkurentów, wtedy mamy większe siłę przebicia (ale tu już potrzebne są spore inwestycje lub pomysłowość).
Należę do pokolenia Y, czyli do grona osób urodzonych po 1980 roku, ale wbrew stereotypowi nie robię zbyt często zakupów przez Internet. Preferuję raczej tradycyjną formę zakupów, w szczególności jeżeli chodzi o towary o wysokiej cenie. Moim zdaniem lepiej jest taki produkt zamówić w tradycyjnym sklepie. Wyższa cena jest tutaj kosztem bezpieczeństwa i pewności transakcji. Jest to oczywiście moja subiektywna ocena. Jeżeli zaś zdecydujemy się na zakup jakiegoś produktu przez Internet to dobrze najpierw zobaczyć jak prezentuje się w rzeczywistości, sprawdzić czy odpowiada naszym wymaganiom, dotknąć go w tradycyjnej placówce detalicznej czy hurtowej. Obecnie kupuję przez Internet audiobooki (książki czytane przez lektorów, najczęściej w formacie mp3) oraz pliki muzyczne (też mp3) i w tym właśnie upatruję przyszłość dla e-handlu. Wiele osób podobnie jak ja decyduje się na tego typu zakupy, bo te produkty nie kosztują za wiele. (A właśnie na nich można zarobić sporo, jeśli sprzedamy ich dużą ilość) Można za nie zapłacić albo przelewem, poprzez PayPal lub też SMS-em. SMS-em można też płacić za m.in. dostęp do poszczególnych działów portali internetowych, czy artykułów, lub też wspomniane przez Pana Aspiranta e-booki. Po wysłaniu SMS-a na dany numer otrzymujemy SMS zwrotny z hasłem dostępu, które wpisujemy na stronie, a następnie możemy pobrać plik. To bardzo wygodny sposób regulowania małych płatności. Najwięcej jednak zarabiają najwięksi, bo tego typu płatności stosowane są np. przez duże portale by ograniczyć nieco ruch na ich stronie, a przy okazji na tym zarobić. (ekonomia jest wszędzie)
Ciekawym sposobem, ale na nieduży zarobek jest też wypełnianie ankiet przesyłanych nam drogą mailową. Ostrzegam jednak, że jest to zajęcie pracochłonne, dla osób cierpliwych i często nie jest adekwatne finansowo do poświęconego mu czasu. Na różnych portalach, czy to komputerowych czy czytelniczych lub innych kwitnie zjawisko opiniowania różnych towarów, czy artykułów, przez potencjalnych nabywców lub osoby, które miały styczność z tymi produktami lub stałych klientów (odbiorców informacji). Można na tym trochę dorobić nawet do kilkuset złotych miesięcznie (lub wywalczyć rabaty, albo nawet interesujące upominki), ale trzeba też zainwestować w czas.
Co do samego biznesu w sieci. Nie ma idealnego przepisu na taki który generowałby największy zysk. Ważne by była to działalność, z którą chcielibyśmy związać się na dłużej (zasada ciągłości działania). A poza tym jak to mówią Amerykanie (ale też i wiele innych narodowości): „No risk no fun” (Nie ma ryzyka nie ma zabawy) dlatego najpierw trzeba zaryzykować, żeby coś z tego mieć. W przypadku E-biznesu tak samo jak i innej działalności najpierw trzeba poznać swoją konkurencję i ocenić nasze słabe i mocne strony oraz określić zagrożenia i szanse (analiza SWOT) ale także posłużyć się np. macierzą BCG (Boston Consulting Group) do analizy przychodów z oferowanych przez nas produktów. Ogólnie rzecz biorąc jeżeli ktoś prowadzi działalność tradycyjną (stacjonarną) to warto też zainwestować w e-handel. Zetknąłem się ostatnio z taką opinią, że „kto nie ma strony internatowej tego firma nie istnieje”. Nie jest to oczywiście pełna prawda, ale coś w tym jest.
Do Pana który podpisuje się pseudonimem „osioł”.
Otóż na tym polega kapitalizm, że wygrywają najlepsi lub ci, którzy dysponują zasobami (lub tacy i tacy). Dziś trzeba być „obcykanym” w wielu dziedzinach, bo też nie wiadomo kiedy przyjdzie nam zmienić pracę lub, gdy sama nas zmieni. Trzeba być mobilnym i nie bać się tej mobilności (to wymaga dużo pracy nad sobą i swoimi umiejętnościami, ale opłaca się). Dlatego warto inwestować w wiedzę i nie wolno stać w miejscu, bo często nasza wiedza może ulec „przeterminowaniu”. A to co można przeczytać w artykułach Pana Fortuny nakreśla jakieś wyjścia by np. uniknąć braku pomysłu na swoje życie zawodowe.
Witam od jakiegoś czasu czyli od ponad roku zajmuje się e biznesem jeśli to tak można nazwać , na początku było wydawnictwo złotemysli.pl czyli ich program partnerski który oferuje tak znakomite prowizje i zapisałem się do tego programu minęły 3 miesiące i nic zero efektów promowałem produkty złotych myśli ale jakoś nikt nie kupował potem założyłem 2 blogi tematyczne i ruch jakby wzrósł potem doszła lista emailowa i filmiki na youtube FB itp. teraz znacznie zwiększyła się sprzedaż z każdej wypłaty wydanej 30% na reklamę , potem był program partnerski chomikuj świetny sposób na zarobienie kasy , już po pierwszych 2 dniach wpadła mi pierwsza złotówka założyłem blogi strony promuje się w wyszukiwarce google na forach płace w google za reklamę i tak jakoś zarabiam , potem doszła księgarnia nexto , zixo , mapazdrowia i jeszcze wiele , a teraz sprzedaje na allegro mailing bo zajmuje się skupowaniem upadających for internetowych i zarabiam na mailingu sprzedaje na allegro też katalogowanie stron .
Umiem pozycjonować strony więc nie muszę płacić dużo za tą czynność . Sądzę że można zarobić bardzo przyzwoite pieniądze nie mając jakiejś super strony czy portalu wystarczy parę blogów i mikro strony.
Pozdrawiam.
Nieważne, czy prowadzi się działalność handlową w Internecie czy w realu – ważny jest pomysł i nabywcy – reszta to „pikuś”. Ja, podobnie jak Ty Aspirancie Fortuna, próbowałam coś posprzedawać w Internecie. W związku z faktem, iż w Polsce coraz częściej mówi się o rosnącym przyroście naturalnym, postanowiłam sprzedawać na Allegro ubranka i pościel dla niemowląt. I tu zderzyłam się ze smutną rzeczywistością – ja jako detalista nie miałam żadnych szans z producentami i hurtownikami, którzy także działają na Allegro, ale ceny mają o kilka procent niższe. Pomimo, że wybrałam najtańszą opcję, czyli Allegro (a nie sklep internetowy), sama robiłam zdjęcia, opisy i wysyłkę towaru to po zapłaceniu podatku (działalność była w pełni legalna) i innych kosztów wychodziłam na zero, lub byłam lekko pod kreską.
Po tym prawie dwuletnim doświadczeniu z e-handlem wiem na pewno, że dotarcie do klienta i przekonanie go do zakupienia towaru przez Internet jest bardzo trudne. Ludzie nadal boją się zakupów przez Internet, a wybuchające co pewien czas afery dotyczące internetowych naciągaczy powodują, iż mimo wszystko wolimy robić zakupy w tradycyjnych sklepach.
Ja, osobiście dość często kupuję przez Internet, ale są to przede wszystkim książki i płyty (mam swoje ulubione i pewne sklepy), ale na pewno nigdy nie kupiłabym przez Internet biżuterii, sprzętu fotograficznego, czy sprzętu RTV.
Piszesz o środkach unijnych (8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka), jest to duże wsparcie dla rozpoczynających działalność tylko, że ani dobrze napisany biznes plan, ani duże wsparcie finansowe nie gwarantują nam sukcesu. W starciu z rzeczywistością może polec nawet najbardziej obiecujący e-przedsiębiorca, niestety
Biznes domenowy jest jednym z biznesow ktory ominela recesja. Sa to wirtualne nieruchomosci ktore z dnia na dzien powiekaszaja swoja wartosc. Nieznam spadu cen danej top domeny chyba ze byla ona rejestrowana jako nazwa jakiejś już istniejacej firmy! oczywiscie jest to nielegalne. Lecz biznes ten na dzisiejszy dzien znikomym kapitełem niema sensu wiekszosc jak nie wszystkie cos warte domeny – generyki- sa dawno pozajmowane i wisza na parkingach. Teraz nastala era tworzenia serwisow. Jest to jeden z najoplacalniejszych form gospodarowania domen ktore nieprzynosza zysku z parkingu.
Wszystkich zaintersowanych domenami zapraszam na di.pl
Witamy,
Jak miło, że w końcu w naszej lokalnej prasie, którą zresztą dość systematycznie czytujemy pojawił się tekst związany z przygodą w internecie. Po przeczytaniu artykułu musimy niestety potwierdzić sporą cześć faktów wynikających z Pana doświadczeń. To prawda, żeby zacząć zarabiać w necie trzeba indywidualnego już nie dobrego, ale wyjątkowego pomysłu: dalej to praca-nauka, praca-pieniądze. Szkoda, że nie możemy temu zaprzeczyć, że nie możemy powiedzieć- wcale nie jest tak jak Pan pisze (ale na realia nie ma rady).
Mimo wszystko warto jednak pilnie przyglądać się temu co dzieje się w Internecie, jakie niesie on szanse szczególnie dla mieszkańców małych skupisk, wsi. Bez względu na to gdzie mieszkamy mamy takie same możliwości do wykorzystania jego potencjału- przyznacie z pewnością że jest on ogromny. Obojętnie jakiego przedsiębiorcę zapytać o jego początki, to za pewne większość odpowie, że początki zawsze są trudne i wymagają dużo pracy, sporo wiedzy a ponad wszystko determinacji. Tak to prawda „nie ma darmowych obiadów”, prawda jest jeszcze bardziej „okrutna”- wychodzimy z założenia, że za wszystko w życiu trzeba zapłacić (forma i czas zapłaty to inna para kaloszy). Jesteśmy przekonani, że w tym mechanizmie jest jednak olbrzymia logika- jednakowa dla nas wszystkich.
Wróćmy jednak do e-biznesu. Sami od jakiegoś czasu zmagamy się z tymi zagadnieniami. Na początek zabraliśmy się za serwis informacyjno-ogłoszeniowy – powoli zaczyna raczkować (ogrom pracy!). Pracując nad nim sporo się nauczyliśmy i wiemy, że nie każdy programista czy informatyk to fachowiec (istnieje olbrzymie ryzyko dla nowicjuszy wyrzucenia sporych pieniędzy prosto w błoto). Tuż po zakończeniu prac przystąpiliśmy do realizacji naszego sztandarowego pomysłu. Nowy serwis związany jest ze świadczeniem pamięci i miłości na co dzień. Dzisiaj po kilku miesiącach ciężkiego harowania możemy z dumą powiedzieć- działa! Po cichu obstawiamy, że serwis o którym mowa (choć jest on tylko jedną z części portalu nad którym pracujemy to jest to o czym chcielibyśmy w przyszłości powiedzieć- „strzał w 10”). Na pewno jest to projekt w 100% Polski – nasz własny i choć na pierwszy rzut oka może wydawać się kontrowersyjny, to jednak jego charakter wpisany jest w każdego, w codzienność każdego z nas czy tego chcemy czy nie. Aby serwis ten miał prawo zaistnieć musieliśmy stworzyć w tym samym czasie pracownię florystyczną i zająć się przygotowaniem kompozycji na jego potrzeby (tutaj dodam że jeszcze większą pracę wykonały nasze żony). Jakby tego było mało od kilku tygodni prowadzimy również sklep internetowy z ok 12 tyś produktów na pokładzie. Na dzień dzisiejszy jedno jest pewne nie mamy problemów ze snem i nie wiele czasu jest na odpoczynek.
Czy jesteśmy mocno zaskoczeni? Nie … ani trochę, aby coś osiągnąć trzeba wyrzeczeń. Największa frajda polega na tym, że 95% czynności jakie trzeba wykonać na co dzień, wykonujemy rodzinnie. W takiej formie działalności szczególnie na terenie wiejskim (my również jesteśmy mieszkańcami wsi) upatrujemy siły przetrwania i dobrego dostatniego życia. Przed nami jeszcze bardzo dużo zmagań, ale jeśli nie spróbujemy to nie będziemy wiedzieli…
Wracając do artykułu nie porusza Pan w nim bardzo ważnej kwestii, która w Polsce jest niestety coraz bardziej zanikająca, tj. nie mówi Pan nic na temat zwykłej ludzkiej życzliwości. Cecha ta jest bardzo potrzebna na każdym kroku budowania jakiejkolwiek działalności, szczególnie kiedy tej próbie poddają się ludzie młodzi. Wsparcie duchowe, przyjazny gest znaczy więcej aniżeli „gotowa ryba”. Olbrzymią szansą dla e-biznesu rodzącego się na terenach małych miasteczek i wsi jest prasa lokalna (do której Pan już dotarł…).
Tyle miejsca poświęca się na jej łamach polityce, nieszczęściom i obietnicom przedwyborczym, że coraz mniej jest miejsca dla nowych inicjatyw gospodarczych, a szczególnie związanych z biznesem w internecie. Wielka szkoda bo wzajemnie moglibyśmy sobie pomagać, dając przykład innym, ze można. U Pana nie da się nie zauważyć zacięcia marketingowego- sam pseudonim to przepustka reklamowa: fortuna-wiąże się z bogactwem… aspirant- stopień zawsze stawiał innych do pionu… Brawo!
Przepraszam, że do tej pory tak tajemniczo pisałem o naszych „dokonaniach” w Internecie ale zależało mi bardzo aby blogerzy dotrwali do końca mojego wywodu. Wobec tego teraz jest ten czas- zapraszamy na nasze strony, które powstały i działają na pałuckiej wsi:
- http://www.zrodloofert.pl
- http://www.pocztapamieci.pl
- http://www.pracownia.pocztapamieci.eu
- http://www.cena24.com.pl
- http://www.doniebios.pl (w budowie)
Nie chodzi tu wcale o autoreklamę- zależy nam by pokazać przykładem, że coś o czym piszemy jest możliwe w realu. Liczymy też na sugestie, uwagi na forach naszych stron- to najlepsza lekcja pokory i wielka skarbnica wiedzy (z góry dziękujemy). Życzymy przyjemnej „Internetowej lektury” i dużo kondycji w zmaganiach w e-biznesie z dobrym skutkiem.
P.S. Wolimy bardziej obcować z tymi, którzy więcej działają jak mówią bo wtedy jest nadzieja, że się coś dokona…
Składamy na Pana ręce wniosek o rozbudowę bloga o dział: np.: „Pierwsze kroki w e-biznesie” na łamach którego moglibyśmy sobie wzajemnie pomagać w naszych zmaganiach i dzielić się doświadczeniami.
Gratulujemy pomysłów i weny!
Pozdrawiamy serdecznie
Janusz i Marek
W internecie im prostszy pomysł, tym lepiej. Tylko na prostych pomysłach można się wybić. OPrzekombinowane portale nie mają szans
Mam wrażenie, że te komentarze pisze jedna i ta sama osoba. Można się bawić w prywatny interes i biznes, mając jakieś dodatkowe źródło dochodów ( n.p. pensję i nagrody Aspiranta lub dobra emerytura w wieku 35-40 lat) do tego dużo zdrowia ( praca bez urlopów, dni wolnych,długich weekendów, świąt i zwolnień lekarskich) i nerwów, aby wytrzymać i zarobić na utrzymanie rozrastającej się administracji, doradców podatkowych i finansowych , wszelkiej maści kontrolerów, którzy też lubią lekko zarabiać dobre pensyjki.
Nie da się robić konkretnego biznesu bez konkretnej kasy. I nie ma znaczenia czy to na lądzie czy w powietrzu. Dajcie mi kasę, a zrobię interes wszędzie, nawet w internecie
http://www.facebook.com/biznestrening
Twoje rady, Aspirancie, to często skarbnica pomysłów i inspiracji… Choć nikt nie mówi, że jest pomysł – jest łatwo…
To dopiero początek drogi – a jaka ona będzie (prosta czy pod górkę) – tego właściwie nie sposób przewidzieć…
Także postanowiłam spróbować z e-bookami (http://annajellaczyc.poczytaj.to/). Nie wróży to może sukcesu, ale najtrudniejszy zawsze pierwszy krok. Kiedy odważymy już się go wykonać – zostawiamy za sobą stertę pytań i wątpliwości: czy warto? czy nie porywam się z motyką na słońce? czy nie ośmieszę się? co mogę zyskać? co stracić? i tak dalej, i tak dalej… Kiedy zadziałamy – wkraczamy już w inny wymiar. Co czynić dalej, by to miało szansę powodzenia? – oto główne pytanie teraz…
Czytam, iż Tobie, Aspirancie, udało się w przeciągu 3 lat sprzedać około 500-600 egzemplarzy. Dużo to, czy mało? Miałeś poczytność w tygodnikach lokalnych, o akcji było – w miarę – głośno… Gdzie mi do Twego rozgłosu… Ale zakładając, że udałoby mi się z tyloma egzemplarzami, co i Tobie – hmm… w ciągu 3 lat zarobiłabym 250 zł
(a wypłacić środki mogę dopiero po uzbieranych 100 zł). Cóż, Fortuny nie zbiję
) Ale czegoś, przynajmniej, się nauczę… 
Pozdrawiam.
A.
Dodaj komentarz