Do tej pory sam pisałem bloga, teraz poprosiłem o wsparcie. Pomyślałem sobie, że warto byłoby poznać dochody i wydatki przeciętnych polskich rodzin żyjących w różnych stronach kraju. Poprosiłem dziesięć rodzin (ich nazwiska zostały zmienione) o codzienne notowanie swoich wydatków. Od poważniejszych wydatków np. na spłatę kredytu mieszkaniowego po niedzielne wydatki na tzw. tacę w kościele. Wybrałem grudzień, bo to miesiąc szczególny, pełen wydatków związanych np. ze świętami, ale i z faktem, że nadchodzi koniec roku.
Ten finansowy blog dziesięciu osób pomoże mi wyciągnąć pewne wnioski i podpowie w jakim kierunku powinno pójść moje doradztwo finansowe. Liczę także na Waszą pomoc poprzez komentowanie wydatków poszczególnych rodzin. Proszę w komentarzach wpisywać swoje spostrzeżenia i rady, które z wydatków były zbędne, jak inaczej można było wydawać pieniądze, w co powinno się lokować ewentualne nadwyżki budżetowe. Swoją drogą wnikliwe zapoznanie się z budżetami rodzinnymi stanowi ciekawą i pouczającą lekturę. Możemy zobaczyć na co inni wydają pieniądze, jakie mają koszty utrzymania, możemy wreszcie wydatki innych porównać do swoich.
Wydatki poszczególnych rodzin ujęte są w 10 różnych zestawieniach. Aby poznać wydatki rodzinne kliknij w wybrany obrazek z nazwiskiem. Komentarze proszę umieszczać pod tym wpisem. Jeśli komentujecie wydatki którejś z rodzin, używajcie ich nazwiska – będzie nam wszystkim łatwiej zorientować się o kogo chodzi.
Jeden z Czytelników (dziękuję panie Piotrze) przesłał mi wnikliwą analizę wydatków poszczególnych rodzin. Zamieszczam ją pod tym linkiem w pliku worda. Zachęcam do lektury!










12 lut
26 sty
5 sty
13 kwi
6 kwi
29 mar
22 mar
14 mar
7 mar
28 lut
21 lut
13 lut
34 komentarze
To mój komentarz testowy. Zapomniałem napisać, że jak zwykle za ciekawe komentarze przewiduję nagrody. Piszcie tez o swoich wydatkach, komentujcie i doradzajcie!
Witam bardzo serdecznie!Zainteresowałam się rodziną Kwiatkowskich i jestem bardzo zaskoczona ilością pieniędzy jaka wydają na artykuły spożywcze ,owoce i warzywa.Przecież są tylko 3 osoby.Wydaje mi się, że u nich dużo jedzenia się marnuje a to przy dość niskich dochodach miesięcznych jest niepotrzebne. A zwłaszcza ta „świnia”, kto teraz kupuje takie mięso, przecież wszyscy rolnicy już mają taśmy paszowe w swoich gospodarstwach i czy ja kupię kawałek schabu w sklepie czy u rolnika to na to samo wychodzi – świnia była karmiona paszą.A jeszcze do tego dochodzą koszty energii elektrycznej bo przecież tę” świnię” trzeba schować w zamrażalce.Ja w swoim domu już dawno skończyłam z takim magazynowaniem, bo potem trzeba było jeść produkty zamrożone, a finansowo wcale tego nie odczuliśmy. Już za chwilę Nowy Rok 2011, niech on będzie dla nas wszystkich bardzo pomyślny i w zdrowiu i w finansach.
Dzisiaj prześledziłam przychody i wydatki rodziny Adamskich i jedna myśl nasunęła mi się od razu – grudzień jest dość specyficznym miesiącem do robienia przeglądu rodzinnych, miesięcznych wydatków, ze względu na różnego rodzaju extra pieniądze, czyli – premie i bony świąteczne (fundusz socjalny), oraz „extra kasę”, którą dostaje się od rodziców i dziadków.
Więc drogi Aspirancie myślę, że do tych badań powinieneś wybrać inny (bardziej neutralny) miesiąc. Ale pomijając fakt, iż w grudniu zwykle wydajemy więcej (między innymi kupujemy prezenty) i również więcej dostajemy dodatkowych pieniędzy to zauważyłam że:
- rodzina Adamskich, raczej oszczędza na kupowaniu ubrań (lumpeks)
- sądząc po wydatkach w supermarkecie nie kupuje też extra produktów jak: banany, winogrona, ananasy (z owoców to chyba zadowala się jabłkami – 20kg), czy innych drogich produktów
- jeździ oszczędnie – gaz w samochodzie
- nie kupuje drogich sprzętów – tania słuchawka do prysznica
- kupuje na raty – sprzęt AGD
Z drugiej strony widać, że rodzice starają się, aby dzieci nie odczuły nadmiernie tego iż nie są „bogaczami”. Widać to chociażby w przypadku zajęć tanecznych, wyjazdu na wigilię ze szkoły czy hodowli myszoskoczka.
Zaskoczyła mnie duża kwota oszczędności z listopada. Prawie tysiąc złotych przy takich przychodach i sporej racie kredytu hipotecznego! Szczerze podziwiam.
I jeszcze jedno – z moich obliczeń wynika, iż miesięczna opłata za rachunek bankowy rodziny Adamskich wynosi 24,00 zł – to 288,00 zł rocznie!!! Może należałoby poszukać tańszego banku?
Witam Aspirancie – u rodziny Kwiatkowskich zauważyłam to samo co „elka” czyli dużą ilość zakupów spożywczych, jednak mnie bardziej zaskoczył fakt, iż artykuły spożywcze przez tę rodzinę kupowane są CODZINNIE. Jak sądzę pewnie w jakimś sklepie osiedlowym, gdzie wiele artykułów jest dużo droższych niż w marketach.
Czyż nie łatwiej i oczywiście taniej jest robić zakupy np. raz w tygodniu w sieciowym sklepie?
Druga sprawa to możliwość dostania różnych bonów, czy karty stałego klienta w tych większych sklepach, a tym samym oszczędność. Ja od kilku lat robię zakupy w jednym z marketów, gdzie oprócz karty rabatowej zbieram punkty. Dzięki tym punktom moje gospodarstwo domowe wzbogaciło się już o odkurzacz, blender, serwis obiadowy, stojący wiatrak i czajnik bezprzewodowy.
Czyli jak widać rodzina nie oszczędza specjalnie na żywności, ale raczej tanio się ubiera, bo sądząc po cenie butów zimowych, kupiła je po bardzo „okazyjnej” cenie.
Jestem pełna podziwu dla rodziny Barańskich. Przy tak niewielkich dochodach, ta pięcioosobowa rodzina nie wydaje miesięcznie nawet całej pensji i to w miesiącu, w którym zwykle wydatki są większe niż zazwyczaj. Z moich obliczeń wynika, że zaoszczędziła z pensji około 500,00 zł (nie licząc bonów). Taki oszczędny styl życia pewnie jest spowodowany przeznaczaniem każdego „grosika” na budowę domu i to się bardzo chwali.
Wydane 346,00 zł na paliwo to dość sporo, jednak sądzę, że jest to spowodowane dojazdem do pracy (niestety przy „szalejących” cenach na stacjach benzynowych, koszt ten pewnie szybko wzrośnie).
Zauważyłam również, że rodzina ta nie wykazała takich wydatków jak książki czy prasa, opłata za przedszkole, Internet, czy koszty obsługi konta bankowego. Czyżby z oszczędności nie wydawała na te rzeczy ani grosza?
A mnie się wydaje, że dzisiaj emeryci – w porównaniu do młodych małżeństw – mają bardzo dobrą sytuację materialną. Oczywiście zasłużyli sobie na to. Wszędzie straszą, że przyszłe emerytury będą głodowe. jeśli miałyby być takie jak w opisywanym przykładzie, to spoko.
W przypadku rodziny Kowalskich znów mamy do czynienia z rodziną, która potrafi żyć oszczędnie. Zakupy robione są prawie codzienne, ale za niewielkie kwoty. Rodzina pozwala sobie na małe przyjemności kilka razy w miesiącu (karnet), oraz na tradycyjne prezenty gwiazdkowe.
Wprawdzie nie zauważyłam takich wydatków jak: benzyna lub bilety autobusowe, opłata za konto bankowe czy za wywóz śmieci, ale widocznie rodzina takich kosztów nie ponosi.
Prognozuję, że przy systematycznych dochodach żony, rodzina ta będzie starała się kilka złotych co miesiąc odłożyć na tzw. „czarną godzinę”
Gratuluję oszczędnego trybu życia i nie kupowania byle czego, co potem tylko poniewiera się po domu lub zalega w szafach.
Rodzina Cybulskich – wydatki w grudniu wyniosły ponad 5000,00 zł, a dochody … dużo, dużo mniej, więc skąd Pani wzięła pieniądze na takie wydatki? – z oszczędności? Czy też zrobiła Pani debet na koncie bankowym?
W wydatkach zastanowiło mnie kilka pozycji:
a) 590,00 zł na paliwo – to strasznie dużo chyba, że jest to wydatek również na dojazd do pracy.
b) 939,39 na prezenty – rozumiem, że jeśli kupuje się na prezenty ubrania, czy obrazy to kwoty są wysokie, ale żeby wydać prawie tysiąc złotych na prezenty? No chyba, że się nimi obdzieliło ponad tuzin osób.
c) 110,00 korepetycje – czy 10 – 12 letnie dziecko potrzebuje korepetycji? Przecież na poziomie szkoły podstawowej chyba każdy rodzić potrafi dziecku pomóc w matematyce i fizyce (to nie jest szkoła średnia!)
d) 40,00 myjnia – mieszkając w domku jednorodzinnym można samemu podłączyć węża do wody i umyć samochód. Ja to robię od kilku lat.
e) 227,56 opłata za wodę – mam nadzieję, że jest to opłata roczna
f) 198,09 – energia – jeśli opłata miesięczna to dość wysoka (chyba, że się gotuje na kuchence elektrycznej i ma termę na ciepłą wodę)
Po przeanalizowaniu wydatków rodziny Cybulskich zauważyłam, że rodzina ta raczej nie przejmuje się czy starczy jej pieniędzy. Żyje dniem dzisiejszym obdarowując swoich najbliższych drogimi prezentami, kupując dużo ubrań i nie starając się oszczędzać.
Myślę, że rodzina ta powinna przemyśleć swoje wydatki i przy takich dochodach powinna zastanowić się nad comiesięcznym odkładaniem określonej sumy np. na rachunek oszczędnościowy w banku.
Nowakowie to na pewno rodzina, która żyje skromnie co widać po wydatkach. 500,00 zł alimentów, to nie są wielkie pieniądze przy dzisiejszych cenach, zwłaszcza gdy dziecko jest chore i wymaga częstych wizyt lekarskich i drogich leków. Analizując wydatki na żywność i kwoty za jakie kupiło się prezenty widać, iż rodzina żyje oszczędnie.
Jedynie do czego ktoś by się mógł przyczepić to wydatki na obiad, ale kiedy spędza się cały dzień na uczelni, ciepły obiad jest bardzo wskazany, więc nie uważam tego za rozrzutność.
W przypadku tej rodziny na pewno jest duże wsparcie finansowe rodziców i narzeczonego dziewczyny, ale w takiej sytuacji to normalne.
U rodziny Dąbrowskich sytuacja wygląda dużo lepiej niż u poprzednich rodzin. Miesięczny dochód na poziomie 5500,00 daje prawie 1400,00 na głowę, a to już jest bardzo dobry wynik. Ponadto nawet żyjąc niezbyt oszczędnie można spokojnie wytrwać do następnej pensji. Jednak rodzina według mnie żyje oszczędnie – niewielka kwota wydana na prezenty, zakup taniego wina, czy wydana stosunkowo niska kwota na prezent dla teścia, świadczą o tym, iż w rodzinie tej raczej liczy się pieniądze.
Zauważyłam, iż ta rodzina zaoszczędziła około 15% pensji (ponad 800,00 zł) co w skali roku, gdyby co miesiąc odkładali taką kwotę, daje niebagatelną sumę 8000,00 zł.
Nie zauważyłam wydatków związanych z używaniem samochodu – przeoczenie, czy brak samochodu? A może dopiero zostanie kupiony po otrzymaniu przez któregoś z członków rodziny prawa jazdy?
Myślę, że przy takim gospodarowaniu pieniędzmi, rodzina spokojnie może odkładać miesięcznie określoną sumę pieniądzy na koncie oszczędnościowym lub lokacie, gdyż po prostu stać ją na to.
Prześledziłem wydatki wszystkich rodzin i na ogół zgadzam sie z wypowiedziami osob powyżej. Jedynie mam inne zdanie dotyczace opinii o rodzinie Kwiatkowskich na temat zakupu ćwiartki świni.Sam mam rodzinę 5-cio osobową i 4 razy w ciągu roku kupuję połówkę świni.Jest to bardzo duża oszczędność. Nie wiem jak rodzina Kwiatkowskich, ale ja na ogół płacę około 6 złoty za kilogram, więc widać jak duża jest różnica w cenie , a co za tym idzie duża oszczędność.
Rodzina Pawłowskich – to jak widać rodzina emerytów o dość wysokich dochodach (też chciałabym mieć tyle miesięcznie na emeryturze!). Zauważyłam, iż rodzina ta sporo pieniędzy wydaje na rzeczy dodatkowe jak choćby kieszonkowe dla wnuków. Ma też dość wysokie miesięczne opłaty typu czynsz, gaz itp.
Niewątpliwie dużym plusem i dużą oszczędnością jest to, iż Państwo Pawłowscy mogą sobie pozwolić na zakupy za gotówkę takich rzeczy jak pralka, czy telewizor. Nie ponoszą wówczas opłat dodatkowych typu odsetki i prowizje.
Jak prawie każdy emeryt w dzisiejszych czasach, również Pawłowscy leczą się i przyjmują leki, za które dużo płacą – czy we wszystkich krajach UE lekarstwa są aż tak drogie?
Ale w Polsce tak już jest – jesteś chory to weź kasę i idź do lekarza, który przepisze ci najdroższe lekarstwa (choć są tańsze zamienniki) a potem skieruj swe kroki do apteki, w której nawet Cię nie poinformują (chyba, że sam spytasz), iż możesz kupić tańszy lek o takim samym składzie, tylko sprzedają ten, które są na recepcie.
Jeśli chodzi o wydatki na jedzenie, to nie są one zawrotne, ale wiem, że starsi ludzie raczej dbają o siebie i nie przejadają się.
Podsumowując, podoba mi się jak żyją Państwo Pawłowscy. Może nie jest to bardzo oszczędne/ekonomiczne życie, ale życie, którym można się cieszyć nie licząc każdej złotówki i podróżować kiedy ma się tylko ochotę odetchnąć od polskiej rzeczywistości.
Oj, w grudniu to Państwo Gadomscy zaszaleli. Obiady na mieście (310,00 zł), prezenty świąteczne (1050,00) – to nie są niskie kwoty. Ale najbardziej zastanowił mnie rachunek za telefon i za prąd. Za telefon i Internet zapłacili w sumie 328,00 zł + komórki 405,74. To są bardzo wysokie opłaty. Myślę, że należałoby zmienić operatorów lub zastanowić się nad bardziej korzystnym abonamentem. Drugą rzeczą, która wzbudziła moje zainteresowanie jest rachunek za prąd. 239,85 zł miesięcznie + butla gazu 50,00 zł. U mnie, gdzie wszystko mamy na prąd (ciepła woda, kuchenka elektryczna) opłaty są na poziomie 260,00 zł miesięcznie. Wprawdzie mamy tzw. taryfę nocną i pranie, branie prysznica odbywa się w tej taryfie (również gotowanie obiadu), ale pozostałe urządzenia idą poza taryfą. Jeśli Państwo Gadomscy nie mają tej taryfy, to powinni się zwrócić do zakładu energetycznego, aby im założył.
Zastanowił mnie wydatek „pomoc rodzinie” w wysokości 400,00 zł. Chwali się, że osoby, które zarabiają sporo potrafią jeszcze zobaczyć wokół siebie tych, którzy pomocy potrzebują. Popieram w 100%.
Również fajnie, że już w zimie Państwo Gadomscy myślą o wakacjach i zaczynają systematycznie oszczędzać. Lepiej odkładać miesięcznie jakąś kwotę, niż później wypoczywać na kredyt.
Patrząc na rozpiętość dochodów różnych rodzin widać, jak bardzo niektórzy muszą kombinować, aby na wszystko im starczyło, a niektórzy mogą sobie pozwolić na rozrzutność (oczywiście w granicach rozsądku). Przykładem rodziny, która nie musi liczyć każdego grosza jest rodzina Żakowskich, która w grudniu osiągnęła wyjątkowo duży dochód. Rodzina ta jak zauważyłam w tym miesiącu zrobiła też wyjątkowo duże zakupy jeśli chodzi o odzież i obuwie (nie omijają sklepów z używaną odzieżą i hurtowni, co się chwali). Również na duży plus zasługuje wspomożenie Caritasu kwotą 200,00 zł, oraz robienie zakupów w sklepach wielko-powierzchniowych i dyskontach (wiadomo, że w takich sklepach jest o wiele taniej, niż w sklepach osiedlowych)
Sporo pieniędzy zostało wydane na prezenty świąteczne, ale też część prezentów było z tzw. górnej półki (rower, perfumy). Oczywiście były też o wiele tańsze prezenty.
Ogólnie zauważyłam, że rodzina nie żyje zbyt oszczędnie, ale też nie wydaje pieniędzy na różnego rodzaju pierdoły i niepotrzebne rzeczy.
Po przeanalizowaniu wydatków 10 rodzin doszłam do wniosku, iż
- nie wydają pieniędzy na hazard
- nie wydają pieniędzy na używki, zwłaszcza na papierosy,
- nie omijają szerokim łukiem sklepów z używaną odzieżą
- niektórzy robią zakupy w dyskontach i supermarketach
- mają dość wysokie rachunki za telefon i energię
- lubią zaszaleć z prezentami
- mają kredyty (hipoteczne, zakupy na raty)
- czasem starają się oszczędzać, ale nie dbają chyba specjalnie o swoją przyszłość, gdyż nie zauważyłam takich wydatków jak: polisy ubezpieczeniowe na życie, zakup akcji czy obligacji, odkładanie na lokatę czy OKO, wpłata na III filar,
- nie zauważyłam również takich wydatków jak ubezpieczenie domu/mieszkania, samochodu (pewnie są uiszczane w innych miesiącach, tak jak zakup opału na zimę
Ja zwracam uwagę nie na to, kto i jak bardzo „zaszalał” kupując świąteczne prezenty, lecz na ile praktyczne są to rzeczy. Święta mają swoje prawa, jednak jako rodzinny „dusigrosz” obruszam się na wydatek ponad 250 złotych na perfumy, nie mam natomiast nic przeciw takim zakupom jak rower dla dziecka za 650 zł (zapewne wymarzony i długo wyczekiwany). Cena niewygórowana, a rower posłuży parę lat.
Być może większość ankietowanych rodzin pominęła takie pozycje, jak lokaty oszczędnościowe, bo …czy to jest wydatek? Sprawa dyskusyjna. Jestem przekonany, że oszczędności są. Dowód? Rodzina Cybulskich, która wydała więcej, niż zarobiła.
Przy okazji zauważam, że ankietowani chyba wstydzą się takich wydatków, jak papierosy czy alkohol. Ten pozycje zapewne często są ukryte pod pozycją „codzienne zakupy”. Jeśli się rzeczywiście wstydzą, to zdaje się, że rozumieją, gdzie najłatwiej szukać oszczędności.
Przyjrzałem się uważnie budżetowi rodzinie Gadomskich, ponieważ pod względem „składu” osobowego i wieku, odpowiada dość wiernie mojej rodzinie. Różnicą są dochody, które w naszym przypadku bez dodatkowych premii są niższe o ok. 1.000zł, czyli mamy jakieś 5.000zł miesięcznie.
Od lat rejestruję wydatki miesięczne, z dość szczegółowym rozbiciem na poszczególne grupy wydatków, i tego właśnie brakuje mi w wykazie wydatków rodziny Gadomskich (innym nie przyglądałem się).
Co bowiem składa się na „zakupy spożywcze”, które w sumie dały prawie 1.800zł (to bardzo dużo, nawet jak na świąteczny grudzień)? Ile z tego poszło na napoje (niekoniecznie te zdrowe), ile na słodycze, a ile na alkohol (nigdzie nie pojawiła się pozycja dotycząca alkoholu, a przecież nie ma chyba niczego złego w tym, że kupuję się go na święta – nie mam tu na myśli Wigilii).
Poza tym, nigdzie nie pojawiła się pozycja związana z chemią, ani też jakimiś czasopismami/książkami itp. (tylko komiksy dla dzieci za 20zł). Powiem szczerze, że miesięcznie poświęcam około 30zł na książki/prasę. Podobnie żona, choć u niej wychodzi to nieco drożej (50zł). Dzieci zaś otrzymują po 50zł na swoje potrzeby (ich sprawa, czy odłożą na coś konkretnego, czy nie) – dzięki temu skończyło się „Mamo, kup mi to. Tato kup mi to” – teraz oglądają swoje pieniądze dwa razy, zanim je wydadzą (skończyło się kupowanie „pierduł”, które w sumie dawały pokaźną kwotę).
Zsumowałem wydatki rodziny Gadomskich i wyszło mi, że łącznie wydali oni ponad 9.100zł, a to ponad 3.000zł więcej od dochodów. Nie można więc mówić w tym przypadku o oszczędnym miesiącu, choć wiem z doświadczenia (i prowadzonych rejestrów), że grudzień kładzie spożywka świąteczna i prezenty gwiazdkowe/urodzinowe, choć te staramy się kupować już w listopadzie (jest taniej i nie „na wariata” – podobnie jak u Gadomskich, dochodzi nam w grudniu prezent na urodziny dziecka). U nas grudzień zamknął się kwotą niemal 7.000zł – to również więcej niż dochody (w tym 700zł na prezenty, 770zł na ubrania, ponad 300zł na lekarzy i leki, ponad 700zł na raty kredytów, 100zł na pomoc innym).
Zgadzam się z jednym z komentarzy dotyczącym tej rodziny, że opłaty za telefon są naprawdę wysokie i tu możnaby na pewno zaoszczędzić.
Powiem szczerze, że drogi ten męski fryzjer (50zł)
Grudzień rodziny Gadomskich wypadł i tak według mnie lightowo, ponieważ jak widać z przedstawionych wydatków, nikt nie chorował i nie wymagał leków (u nas tak), nikt nie potrzebował poważnych zakupów garderoby, poza butami na bal za 80zł (u nas tak), nie wypadały wtedy dodatkowe opłaty związane z autem (OC, przegląd techniczny, zmiana opon) i domem (np. ubezpieczenie), i nie był to sierpień/wrzesień, kiedy potrzeba zakupić dzieciom książki i przybory do szkoły/przedszkola.
Plusem na pewno są niewielkie raty (łącznie 426zł, choć zeznano, że jest to około 650zł), które wskazują, że sytuacja finansowa jest dość stabilna i nie jest zagrożona.
Dość dużo wyszło paliwo (740zł), z czego wynika, że przy cenie 5zł za litr (beznzyna), daje to 148 litrów, a przy spalaniu 7l/100km (beznyna), daje to miesięcznie ponad 2.100km. Może warto pomyśleć o bardziej oszczędnym aucie (diesel / instalacja gazowa)?
Ten komentarz pochodzi ode mnie, ale tak na prawdę powinien zostać napisany przez pana Piotra, który wykonał fantastyczną robotę. Przeprowadził wnikliwą analizę wydatków wszystkich rodzin. Pan Piotr podesłał mi w pliku worda swoje wyliczenia, które umieszczam pod tym linkiem:
http://fortunaradzi.pl/wp-content/uploads/2011/02/analiza.doc
Ściągnijcie plik i zobaczcie jak pan Piotr widzi wydatki naszych rodzin.
Chylę czoła dla pracy i czasu poświęconego przez Pana Piotra, na przygotowanie analizy, do której link podano powyżej. Teraz wszystko jest w jednym miejscu, pogrupowane, uporządkowane i podliczone. Dziękuję.
A ja dziękuję za umieszczenie materiałów na stronie Panie Aspirancie. Pozdrawiam, Piotr.
Zgodzę się, że wybrano nietypowy miesiąc na sporządzenie owych bilansów. W żadnym wypadku nie są to dane reprezentatywne, świadczące o naszym codziennym/comiesięcznym stylu życia… Grudzień jest miesiącem osnutym chęcią sprawiania przyjemności bliskim osobom, podkopanym rozmaitymi pokusami. Nietypowym, po prostu. I dobrze, że zdarza się tylko raz do roku
Najważniejsze, byśmy nie hołdowali zasadzie: zastaw się, a postaw się… Zanim jakiś grudniowy chochlik podszepnie nam taką niemądrą taktykę przedświąteczną, przemyślmy to: jakim kosztem? czy warto? Ja sądzę, że nie warto. Ale nie mnie ferować wyroki na innych, sądzić ich, oceniać… Wyjmę najpierw belkę z własnego ślipia, zanim przyjdzie mi do głowy wytykać innym zadrę nieoszczędności, drzazgę rozrzutności. Zresztą myślę, że nie o to chodzi…
Niemniej: postaram się zostawić swoje trzy grosze pod materiałem o każdej z rodzin. Nie ubędzie mi, a z pewnością (po przeczytaniu artykułów) zyskać można cenną wiedzę, rady i wskazówki. Do usłyszenia…
Z moich spostrzeżeń co do rodziny Adamskich: wygląda na to, że rodzina nie należy do przeciętnych. Sytuacja materialna nie jest najgorsza, jak na owe czasy. Zwracając uwagę na wpływy finansowe, a wydatki związane z artykułami spożywczymi, pozwolę sobie na krytykę posiadanych przez rodzinę rat. Uważam, że przy takiej sytuacji materialnej stać rodzinę na zakupy finansowane gotówkowo (w ten sposób można zaoszczędzić na odsetkach związanych z ratami). Patrząc na dochody w miesiącu grudniu (gdzie w przeciętnej rodzinie w owym miesiącu nie jest raczej lekko), rodzinie pieniądze „spadają z nieba” (przelewy od rodziców itd.). Zaobserwowałem robione co dzień zakupy artykułów spożywczych, a przecież można byłoby zaoszczędzić robiąc większe zakupy w hipermarkecie. Jak wiadomo takie markety kuszą nas różnymi promocjami; artykuły może nie należą do firmowych, ale w niczym nie odbiegają od tych kupowanych w osiedlowych sklepach (wiem to choćby z własnego doświadczenia). Na koniec pozwolę sobie dodać, że z zaoszczędzonych środków można byłoby większą uwagę poświęcić niepełnosprawnemu dziecku, które posiada rodzina, a jak zauważyłem wydatków związanych z rehabilitacją nie pojawiło się zbyt wiele…
Jeśli chodzi o rodzinę Gadomskich: pierwsze, co nasuwa mi się na myśl, to to, że taniej byłoby zatrudnić gospodynię domową; zaoszczędzili by na wydatkach związanych ze stołowaniem się w barach, a zyskaliby zdrowe odżywianie się. Posiłki w barach do najtańszych nie należą. Wydatki na gosposię wyniosły by rodzinę 500 zł, wydaje mi się, że to tydzień stołowania się w barze. Przy takim trybie życia dbanie o zdrowie to podstawa! „Miła starsza pani” przy okazji uczyniłaby dom piękniejszym, pomagając w sprzątaniu. Myślę, że prowadząc własną działalność gospodarczą mogliby obniżyć swoje koszty związane z płaceniem rachunków za telefon. Mamy teraz tylu operatorów sieci komórkowych, u których możemy znaleźć dużo atrakcyjniejsze opłaty abonamentowe. Posiadając własną działalność mamy sporo więcej ofert tańszych planów taryfowych, niż będąc osobami indywidualnymi. Powinni też pomyśleć nad tym, by spędzać więcej czasu z rodziną, nie tylko pracą człowiek żyje. Wiem jak ważne jest w życiu mieć pod ręką swoich bliskich i móc na nich liczyć. Zapracowani rodzice zapominają jak istotne jest dla dziecka mieć rodziców nie tylko od święta. Miłości nie da się kupić! Tak naprawdę to rodzice uczą nas życia, tradycji, wiary, miłości…
Jak miło czytać, że są na tym świecie jeszcze emeryci, którzy mogą realizować własne marzenia. Ciężko pracowali całe życie i doczekali się. Moje babcie nie mają tego szczęścia, uczciwie pracowały całe życie, ale ich emerytury nie pozwalają, by odłożyć choćby złotówkę. I nie dlatego, że pieniądze wydają na prawo i lewo. Ich emerytura nie przekracza tysiąca złotych. O wycieczce mogą tylko pomarzyć. Wiem, jak ważna dla dziadków jest możliwość rozpieszczania własnych wnuków (czego i wnukowie od nich oczekują). Niestety w dzisiejszych czasach chyba niewielu emerytów może pozwolić sobie na luksusy w stylu wycieczek zagranicznych, zresztą o tych krajowych też mogą zapomnieć. Miło czyta się, że dziadkowie „nie zapomnieli o całym świecie” i nie myślą tylko o sobie „roztrwaniając” swoje oszczędności. Tak naprawdę ktoś mógłby powiedzieć, że mogliby te pieniądze zainwestować w lepszy sposób. A mi się wydaje, że każdy powinien zadbać o siebie i nie liczyć cudzych pieniędzy (jak często się zdarza). Dobrze, że pieniądze lokują w siebie, a nie np. na słynnego Ks. i Jego radio… Nie chcę tu oczywiście nikogo obrazić (sam jestem katolikiem). Chwali się to, że rodzina emerytów nie żyje na kredyt, tzn. nie posiadają żadnych rat. W kredyty łatwo można się w zaplątać i gorzko płacić za to całe życie. Owa rodzina może spać spokojnie i cieszyć się swoją bliskością i wiekiem emerytalnym! Oby takich emerytur doczekał każdy z nas, a rodzina Pawłowskich będzie przykładem, że to naprawdę się zdarza.
Może marzenia trzeba realizować właśnie na emeryturze?
Rodzina Nowaków, wedle mnie, jest przykładem na to, jak często ludzie (całe rodziny) pozostawieni są samym sobie. Ośrodki Pomocy Społecznej, jednostki powołane do tego, by udzielać wsparcia w kryzysowych sytuacjach, często nie funkcjonują właściwie i otrzymanie od nich jakiejś subwencji (gdy naprawdę zajdzie taka konieczność) obwarowane jest wieloma zastrzeżeniami (wykluczającymi często ludzi naprawdę potrzebujących wsparcia). Osobiście znam przypadki, gdzie pomoc tę otrzymywały osoby, którym wcale się nie należała, a prawdziwie poszkodowani odchodzili z kwitkiem. Znam byłych więźniów, którym pomoc społeczna załatwiła mieszkanie, dofinansowanie doń – i nikogo nie obchodziło, że są alkoholikami czy tyranami dla swoich rodzin; nikt nie nakazał im nawet przymusowego leczenia. A matka z dzieckiem, która ma 500 zł na utrzymanie – czy jej nie należy się jakieś oparcie? Czy liczyć musi tylko na siebie i najbliższych? Przecież takie osoby nie zawsze mają rodzinę, która może być dla nich opoką…
Osobiście spotkałem się z tym, że kiedy taka matka poszła do opieki, usłyszała (pytana o źródło dochodów): „to niemożliwe, by Pańska rodzina wyżyła za 500 zł, to nierealne…”
„(…) To niemożliwe, ale prawdziwe; środek Europy, w rękach głupoty…”
Podsumowując swoje przemyślenia i refleksje po lekturze „rodzinnych budżetów”, myślę, że było to niezłe doświadczenie, pozwalające bezkarnie zerknąć do czyichś portfeli i poczynić porównania. Jak żyją inni, jak moja pozycja społeczna ma się do ich statusu, gdzie ja „lepiej gospodarzę”, a w którym miejscu można podeprzeć się doświadczeniem i pomysłowym przykładem innych? Można wyodrębnić kategorie wydatków powtarzające się w każdym (albo przynajmniej w sporej większości) gospodarstwie domowym:
,
- opłaty i kredyty (pochłaniające lwią część dochodu); nie da się tej pozycji uniknąć, ale można choć starać się racjonalizować przypadające tu koszty (używanie mediów „z głową”, rozsądnie, oszczędnie, ekonomicznie),
- telekomunikacja, transport – tutaj warto także przeanalizować, czy aby nie mamy na swoim sumieniu grzechu wygodnictwa, nie wyrzucamy w eter (razem ze słowami czy eskami) zbyt dużych kwot, czy nie można by jakoś zminimalizować wydatków przypadających na tę dziedzinę,
- wydatki związane z dziećmi czy edukacją (ale to, zdecydowanie, potraktować należy jako inwestycję w człowieka, czyli najwartościowszą i najbardziej opłacalną, albowiem mającą wymiar długotrwały i absolutnie niematerialny),
- odzież – w kilku analizowanych przypadkach można było „przyczepić się” do sum wydawanych na ubrania czy obuwie; w moim domu te pozycje nie są tak odczuwalne, gdyż – zwyczajnie – mnie nie stać. A jak się nie ma, co się lubi – cóż, lubi się, co się ma ;/ Zadowalamy się „rzeczami z odzysku” – niekiedy trafiając na fajne perełki, za naprawdę nieduże kwoty (albo odziedziczone po innych). Choć… marzeniami odpływam w stronę ręcznie szytych glano-sandałów Cockney, za 400 zł – czyli tyle, ile wynosi zasiłek wychowawczy na bliźnięta (zresztą nie ma tu znaczenia jedno czy więcej dzieci). Albo glanów zielonych, bordowych, w kwiatki, wysokich, krótkich, najróżniejszych. Mmmm…arzenia
- artykuły spożywcze – niezbędne, aczkolwiek… oby z umiarem. By nie marnować. Uważam, że grzechem jest marnotrawienie jedzenia, podczas gdy inni cierpią głód. I nie są to, bynajmniej, puste frazesy. Czasem także wystarczy spróbować sztuki kulinarnej w domu, by załatać jakąś dziurę, przez którą przecieka gotówka – wszakże „gotowe jedzenie, na mieście” nie należy do najtańszych (choć zdarzają się jeszcze bary mleczne, gdzie jest smacznie i nie kosztuje to majątku),
- medykamenty (choroby to coś, co mielibyśmy ochotę omijać szerokim łukiem, niestety nie zawsze tak się da; warto pamiętać, że można w aptece spytać o tańsze zamienniki, w przeziębieniu próbować „babcinych sposobów” – czyli: miód, cebula, czosnek, owoce i jarzyny ze sporą zawartością witaminy C etc.; „inwestować w zdrowie” – racjonalne i zdrowe bilansowanie składników odżywczych, ruch, świeże powietrze (odpowiedni klimat) i tak dalej),
- nieprzewidziane wydatki, które zwykle spadają na nas jak grom z jasnego nieba (choroby właśnie, pogrzeb, zepsuty sprzęt rtv/agd/samochód itp.), a na które warto mieć odłożone pieniądze pod szyldem „na czarną godzinę”. Zaoszczędzi nam to zaciągania kredytów (miast na inwestycje, to na cele konsumpcyjne), zwykle wtenczas pod presją czasu (zatem i z ograniczoną możliwością przewertowania najatrakcyjniejszej (czyt.: najkorzystniejszej) oferty). Oraz wyniszczających „rozkmin”: co dalej? (jak ja teraz, gwoli sanatoryjnego wyjazdu),
- prezenty – do zestawienia wybrano wcale nie reprezentatywny miesiąc grudzień, okraszony obficie okazjami „do wydawania pieniędzy”. Analiza pokazała, że lubimy sprawiać bliskim radość, obdarowując ich hojnie podarkami. Ja zastanawiam się, czy aby wszystko potrzebne jest, aż na taką skalę?
Jako dziecko byłam raczej „dusigroszem”, tzn. potrafiłam oszczędzać, systematycznie, przez cały rok, odmawiając sobie rozmaitych przyjemności – ale gdy przychodził grudzień, całoroczne oszczędności „przepuszczałam” na bliskich. Całe życie uwielbiałam „dawać”, samemu raczej niewiele wymagając. Właściwie wiele z tych cech pozostało mi do dzisiaj, z tą różnicą, iż „szara codzienność” i proza życia utkana bylejakością i burą, gorzką „bidą”, zmodyfikowała mój pogląd na prezenty. Już wiem, że nie muszą one być wystawne, nie musi być ich ogrom, najważniejsze, by były „trafione” (czyli nie rozmijały się z potrzebami czy pragnieniami obdarowywanego). Szczerość i pamięć dużo cenniejsze są, niż pozostałe atrybuty. No i warto jako prezent zafundować komuś… skarbonkę/ubezpieczenie/lokatę etc.
Miłym akcentem w tej całej analizie była świadomość, że nie brak pośród nas ludzi, dzielących się dobrami z innymi (wspomniane akcje Caritasu). Pamiętajmy, że pomagać możemy na rozmaite sposoby, niekoniecznie będąc majętnymi. Oddając niepotrzebne rzeczy tym, którym mogą się one jeszcze przydać. Odliczając jeden procent na wybraną organizację pożytku publicznego. Wybierając w sklepach produkty oznaczone specjalnym logo, z zakupu których część dochodu przeznaczona zostaje na akcje charytatywne. W internecie – gdzie sponsorzy płacą za nasze kliknięcia (Pajacyk, Polskie Sztuczne Serce, Habitat, Okruszek czy cała masa innych przedsięwzięć). Oddając krew w punktach krwiodawstwa. Kiedy na przykład widzę, że kończy mi się ważność środków na koncie telefonicznym (i nie obejmie mnie gwarancja ich zwrotu, bo w perspektywie najbliższych dni nie mam doładowania), wolę wysłać smsa na cel charytatywny, niźli pozwolić bezsensownie zablokować i zabrać mi te środki. Wokół nas nie brak sposobności, by „dawać siebie innym”, niewiele przy tym tracąc (a „nabijając sobie premię w niebie”, he he). Wystarczy odrobina chęci, szczypta altruizmu oraz oczy i uszy szeroko otwarte…
Zastanawiającym było to, że w żadnym bilansie nie uświadczyło się pozycji „antykoncepcja” (a to ważki temat, bowiem nieprzemyślane działanie na tej płaszczyźnie może mieć niefortunne i kosztowne konsekwencje), ani „nałogi” (a wiem, że nie każde gospodarstwo domowe ma tak dobrze jak moje, że pozycje te są absolutnie wyzerowane). Nie zauważyłam także jakiś zatrważających wydatków związanych z szaleństwem sylwestrowej nocy (gdzieniegdzie niskoprocentowy alkohol, kilka kolorowych fajerwerków, i chyba jedynie u państwa Gadomskich – stylizacja fryzjerska i kreacja). Dziwne, bo gdy zbliża się przełom starego i nowego roku, gnębią mnie natarczywe myśli, że chybam jedną z nielicznych, nie uczestniczącą w tym całym wariactwie (obfite przyjęcia, piękne stroje, fryzjer, solarium, kosmetyczka, manikiurzystka i cała rzesza innych, zarabiających na tym fakcie osób). Ale, może to tylko takie „wydawajki”? („się mi wydaje”, znaczy)
Oszczędzajmy: częściej, więcej, gęściej. Gdzie się da, na czym się da, ile się da. Inwestujmy. Nie konsumujmy wszystkiego. Nie wiążmy sobie na oddechu pętli zadłużenia. Analizujmy koszty, sprawdzajmy swoją rentowność. Głowy używajmy nie tylko do zarabiania, ale także „wydawajmy z głową”. Wdrukowujmy w dzieci, od małego, nawyk systematycznego odkładania. Ci, którzy potrafią odłożyć przyjemność w czasie – zwykle więcej zyskują.
Ale czasami pozwólmy sobie też na odrobinę przyjemności, wszak i nam należy się coś od życia!
I choć dziś jestem na krawędzi, stąpam po niepewnym (jutra) gruncie, balansuję na ostrzu niedostatku, jak pani Nowakowa (z tą różnicą, że moja rodzina nie pokryje dziury budżetowej), to mam nadzieję, że przy odrobinie fartu, wciąż uzupełnianej wiedzy o mechanizmach finansowych (dzięki, Aspirancie!) i przy sporych nakładach ciężkiej pracy, samozaparcia i determinacji, dojdę kiedyś do takiego punktu, jak emeryci Pawłowscy; że nie będę musiała wszystkiego sobie odmawiać, ograniczać, a moje pragnienia, marzenia i plany doczekają realizacji… I także zobaczę kawał świata. Świat bowiem to nie jedynie ten mały, szary, brudny zmartwieniami, okurzony zgryzotami i nadwątlony głodem skrawek, który dziś dane jest mi widzieć. Świat jest urokliwy, ciekawy i piękny. I ja zamierzam zdobyć „te okulary”, przez które widzi się go właśnie w takiej perspektywie! I każdemu tego życzę…
Rodzinę Cybulskich ocenię dość negatywnie w rozporządzaniu ich finansami. Może warto byłoby intensywniej pomyśleć o przyszłości nieletnich córek, chociażby dlatego, iż jest się samotnie wychowującą dzieci matką? Dzięki pomocy babci rodzina mogłaby „przyzwoiciej” ulokować swoje wpływy. Myślę, że w pierwszej kolejności pani Cybulska powinna wziąć pod uwagę przyszłość swoich niepełnoletnich córek; mam tu na myśli np. ubezpieczenie na życie z funduszem kapitałowym. Tego typu polisy gwarantują wypłatę określonej sumy na wypadek śmierci rodzica, już od pierwszego dnia trwania ubezpieczenia. Dodatkowo część składki, która nie pokrywa ryzyka śmierci, jest inwestowana i pełni funkcję oszczędnościową. Korzyścią z tego typu zabezpieczenia jest pewność, że w przypadku gdyby nas zabrakło na tym świecie, nasze dziecko otrzyma gwarantowaną w polisie kwotę ubezpieczenia. Wydaje mi się, że póki babcia jest chętna do pomocy, warto by wziąć to pod uwagę. Dziewczynki – po osiągnięciu wieku pełnoletności – mogłyby mieć lepszy start (choćby na studia). Druga sprawa, która budzi we mnie niezrozumienie, to fakt, że z pomocą babci pani Cybulska o wiele szybciej mogłaby spłacić swoje obciążenie za dom. Kwota, jaką dokłada do budżetu domowego babcia, pokrywa prawie w pełni cztery miesiące zobowiązań kredytowych. Może to rodzina powinna wziąć pod uwagę, a nie żyć z dnia na dzień, wydając pieniądze w dość niefrasobliwy sposób? Często rodzice sami uczą niezbyt rozsądnego podejścia do życia; mam tu na myśli to, że za mało uczy się dzieci niezależności finansowej (panie Cybulskie są chyba tego przykładem). Wiedząc, że ma się wsparcie finansowe ze strony najbliższych (w tej sytuacji babci), powinno się racjonalnie gospodarzyć i jeszcze odkładać, miast wydawać na ciuchy pokaźną sumę pieniędzy. Wszak w wielu domach taka kwota to miesięczny dochód na przeżycie wieloosobowej rodziny.
Jestem pełen podziwu dla rodziny Barańskich, że przy tak skromnym budżecie mają odwagę stawiać dom. Oczywiście jestem jak najbardziej pozytywnie nastawiony do ich przedsięwzięcia i trzymam kciuki, by niebawem odnieśli wymarzony sukces. To kolejny przykład, że nieważna jest „grubość portfela”, a wiara i chęci, czego – jak widać – rodzinie nie brakuje. Dzięki pomocy najbliższych, na pewno, niebawem cieszyć się będą własnym domem. „Trzeba żyć pełną piersią, z dnia na dzień, i nie martwić, co jutro zdarzy się. Czerpać życie garściami, dzień po dniu, iść do przodu – do utraty tchu”. Rodzina jeden dom już ma, bo „nasze domy są tam, gdzie kochają nas, nasz dom jest w sercach ludzi.” Wracając do budowy domu państwa Barańskich myślę, że głowa rodziny zaoszczędzi, dzięki zaangażowaniu własnych rąk i wsparciu bliskich. W życiu nabieramy wszelkiego rodzaju doświadczeń, dzięki czemu nie zawsze musimy zatrudniać fachowców. Satysfakcja – jaką przy tym można osiągnąć – jest niewyobrażalna. Sam wiem po sobie, jaką przyjemnością jest dla mnie, gdy mogę osobiście wykonać wiele czynności (chociażby przy remoncie mieszkania, bez potrzeby zatrudniania wykwalifikowanych pracowników). Chyba jako mężczyźni mamy wrodzony talent majsterkowicza, jedynie nie każdy z nas (mężczyzn) ma odwagę stawić czoła wyzwaniom. A może zwyczajnie „boimy się” własnych kobiet, które – często – nie doceniają naszych umiejętności? Postanowiłem odszukać w sobie odwagę: zasadzę drzewo (synów już spłodziłem), a w niedalekiej przyszłości wybuduję dom, tak… Państwo Barańscy przekonali mnie, że jest to możliwe: małymi kroczkami dążyć do celu. Być może – w kolejnych edycjach – staniemy się jedną z rodzin, którą Pan Aspirant opisze, a dzięki komentarzom internautów przekonam się, czy i gdzie „popełniamy błędy”. Pozdrawiam.
Rodzina Żakowskich, jak widać, nie należy do przeciętnych. Ich wpływ finansowy w miesiącu grudniu, to całkiem niezły wynik. Sam pochodzę z rodziny wieloosobowej, niestety mogliśmy tylko pomarzyć o takich dogodnościach materialnych. A może i „stety”? Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że owo pochodzenie z niezamożnej rodziny nauczyło mnie marzyć. Może rodzina państwa Ż. powinna przemyśleć swój sposób wydawania pieniędzy i czynić to nieco bardziej rozsądnie? Patrząc, ile wyniosły ich koszty związane z upominkami mikołajkowymi i świątecznymi, można chyba wysnuć tezę o rozrzutności tejże rodziny; ja nie dysponuję takimi środkami w swoim całomiesięcznym dochodzie. Coś w tym jest, że im więcej mamy, tym więcej wydajemy! Jasne, w miarę jedzenia – apetyt rośnie. Zastanawia mnie też fakt kupowania, co roku, choćby stroików świątecznych. Moim zdaniem to zwykłe wyrzucanie pieniędzy w – przysłowiowe – błoto. Korzystamy z nich zaledwie kilka dni w roku, więc nie są, raczej, w stanie przez ten czas nawet zniszczyć się. Myślę, że śmiało mogłyby służyć dobrych kilka lat, wyglądając równie pięknie jak zeszłego roku. A można też poświęcić swój czas i talent – i własnoręcznie wykonać takie ozdoby, mając przy tym niemało frajdy i scalając rodzinę przy wspólnym działaniu. Produktów spożywczych pewnie w rodzinie marnuje się też niemało. Wydając na ten cel ponad 2000 zł, zapewne zdołałbym wykarmić dziesięcioosobową rodzinę. Przy takich dochodach warto pomyśleć o odkładaniu – przynajmniej – 2000 zł miesięcznie. Może czas nauczyć własne dzieci, by w przyszłości wiedziały jak oszczędzać? Któż, jak nie my, rodzice, powinien uczyć szacunku do ciężko zarobionych pieniędzy? Własnym przykładem powinniśmy świadczyć o tym, jak racjonalnie nimi gospodarować. Warto pomyśleć co może zdarzyć się jutro: czy nie stracę pracy, jak wtedy zdołam pogodzić się ze skromniejszym budżetem? Dziś mamy wszystko, jutro możemy zostać z niczym… Przyszłość, wszak, jest wielką niewiadomą.
Znam kilka osób, które mają swoje firmy i wykonują wolne zawody – ich przychody także określić można jako niestabilne, bowiem gotówka nie wpływa na ich konta z jakąś precyzyjną regularnością. Ale jak już się pojawi – to są całkiem niezłe sumy, potrafiące przekroczyć kilkakrotność średniej krajowej. Kiedy więc przychodzi „martwy sezon” i brak systematycznych zarobków – są w stanie, spokojnie, przeżyć z zaoszczędzonych kwot. Jeden ze znajomych (nawiasem mówiąc: mój były pracodawca) po każdym otrzymanym przelewie przeznaczał na lokatę około pięciu tysięcy. Wciąż ją przedłużał, wyciągając z niej jedynie odsetki. Kiedy brakowało zleceń (zwłaszcza w okresie zimowym) zawsze miał jakieś zabezpieczenie i zaplecze finansowe do dyspozycji. Mam nadzieję, że i państwo Dąbrowscy rozporządzają swoim majątkiem równie zapobiegliwie i frasobliwie.
Analizując budżet rodzinny, zaskoczyła mnie pozycja „płaszcz dla syna 330 zł”. Wydaje mi się, że rodzice i tak sporo pomagają dwudziestolatkowi, opłacając mu mieszkanie (600 zł) i dając pieniądze na życie (500 zł). Chłopak mógłby wykazać się większą zaradnością i na inne potrzeby (odzież) zapracować samemu (przecież o potrzebie zimowego płaszcza można było pomyśleć już na jesieni i odkładać gotówkę na ten cel). Nie brak zakładów pracy, które dostosowują się do możliwości studentów, umożliwiając im „luźniejsze” godziny pracy czy zarobkowanie w dni wolne od nauki. Osobiście spotkałem się z pracodawcami, którzy hołubią studentów, obok należytego wynagrodzenia, obsypując ich nagrodami za wyniki w nauce, zdane egzaminy. Inwestują w ludzi, wiedząc, że będzie to z pożytkiem dla firmy; trzymają posady dla teraźniejszych studentów, wiedząc, że przyszły magister wniesie do przedsiębiorstwa wiele pozytywów.
Wydaje mi się, że „egzamin dojrzałości” obliguje młodego człowieka do wzięcia odpowiedzialności za własne życie. Może czas wykazać się większą inicjatywą, niezależnością, a nie liczyć tylko na wsparcie rodziców? Moim zamierzeniem nie jest obraza niczyich poczynań, ale zachęta do większej samodzielności i samowystarczalności. „Czas ucieka coraz prędzej – nasze życie w nasze ręce”.
Rodzina Kowalskich w mieszkaniu ma przedpłatowe liczniki na prąd. Osobiście miałem okazję przekonać się co do ich praktyczności, podczas pobytu w Wielkiej Brytanii. Ku mojemu zdziwieniu, to rozwiązanie bardzo mi się spodobało. Przez prawie cztery miesiące korzystałem z owych liczników i śmiało mogę stwierdzić, że zaoszczędziłem. Wydałem na ten cel jakieś 25 funtów, w przeliczeniu na złotówki wyniosło mnie to jakieś 130zł. W pierwszym okresie nie byłem przekonany do takiego rozwiązania, obawiając się, że prąd skończy się w najmniej oczekiwanym momencie; szybko jednak moje wątpliwości zniknęły. Używając prądu (zupełnie zwyczajnie, nie narzucając sobie szczególnie rygorystycznych oszczędności) licznik ostrzegał mnie sygnałem dźwiękowym o zbliżającym się limicie na karcie. Można było też skorzystać z minimalnego kredytu (gdy sygnalizator dawał znać, że kończy się limit, a nie było akurat możliwości kupienia nowej karty), który był odbierany przy kolejnym doładowywaniu energii. Myślę, że gdybym miał taką możliwość podłączenia się do prądu, tu i teraz, nie zawahałbym się nawet na chwilę. Nauczyło mnie to pokorniejszego podejścia do oszczędzania – zapewne w pierwszej fazie był to strach, że braknie mi prądu w nieoczekiwanym momencie, potem zaś była dbałość o własne, ciężko zarobione, pieniądze. Zatem gdy przebywałem poza miejscem zamieszkania, wyłączałem wszystkie zbędne rzeczy, zasilane energią. W pewnym sensie moja oszczędność przeplotła się także z troską o środowisko. Używałem prądu do celów naprawdę mi potrzebnych i wcale nie musiałem wyrzekać się czegokolwiek. Plus dla rodziny Kowalskich za takie rozwiązanie.
Jeśli chodzi o pułapki jakie zastawiają na nas sprzedawcy, to powinniśmy cały czas pracować nad własną asertywnością. Podam tu przykład infantylności, naiwności i – co tu dużo mówić – głupoty: w drzwiach mieszkania staje przedstawiciel, oferujący nam (niby) nowy produkt, wchodzący na rynek (np. perfumy), wręcza nam jeden zestaw „gratis” (gdzie przecież nikt nie daje nam niczego za darmo), a my nabieramy się. Dodaje nam drugi produkt (inny zapach) i proponuje kupno „w promocji”, dwóch produktów za połowę ceny. Pada kwota, my uszczęśliwieni, że mamy „świetny” produkt w „atrakcyjnej cenie”, biegniemy pochwalić się żonie – i… ku naszemu zdziwieniu, żona takie perfumy już posiada, z tym, że kupiła je w sklepie „wszystko po 5zł”. A my, nie dość, że wyszliśmy na naiwniaków, to jeszcze jesteśmy w plecy jakieś pięć dyszek… :/
W rodzinie Kwiatkowskich mamy dość skromny budżet miesięczny. Sugerowałbym głowie rodziny poszukania dodatkowego dochodu. Mężczyzna w tym wieku ma wiele doświadczeń i – na pewno – mógłby je wykorzystać, a przy okazji dorobić. Analizujemy teraz okres zimowy, ale pani K. w sezonie letnim, z pewnością, też jest w stanie uzyskać dodatkowy przychód. W pracach polowych, przy zbiorze owoców czy warzyw, zawsze wpaść nam może dodatkowych kilka złotych. W dzisiejszych czasach dość powszechna jest telewizja cyfrowa, a jak wiadomo założenie talerza satelitarnego do najtańszych nie należy. Z własnego doświadczenia wiem, że nauka owej instalacji jest łatwa do opanowania. Zatrudniając kogoś, kto podłączyłby nam cały zestaw, musimy wydać czasem nawet ponad 100zł. „Fachowiec” montujący całość, często tak naprawdę „symuluje” ile to trzeba się napracować, by ustawić antenę – a potem solidnie nas za to kasuje. Zachęcam pana K. do sięgnięcia, na przykład, po lekturę montażu anten satelitarnych, a przekona się, że bardzo prosto tę technikę opanować. Inwestując w miernik sygnału (który tak naprawdę nie jest niezbędny) może dorobić do swoich dochodów. Jeśli wziąłby za swoją pracę połowę ceny, którą oferują firmy na rynku, to i tak by na tym nie stracił. Tak naprawdę uczymy się całe życie, zatem do swojego budżetu możemy dorobić we wszelaki sposób. Mi, osobiście, pomysłów nie brakuje. Jeśli się czegoś naprawdę chce, można tego dokonać. Do swojego przychodu jestem w stanie dorobić parę złotych poprzez „talent kulinarny” (zdarza się, że upiekę jakieś ciasto) za co do skarbonki wpadnie coś dodatkowego. Ogłaszając się na tablicach: oferując swoją pomoc w nieskomplikowanych remontach, w drobnych pracach stolarskich (zrobienie ramek do zdjęć czy też domku z zapałek), narysowaniu portretu – zawsze istnieje szansa na znalezienie chętnego na usługę. Każdy ma w sobie coś, co potrafi zrobić doskonale – i może na tym zarobić. Sami znamy siebie najlepiej. Myślę, że państwo K. powinni odszukać w sobie owe mocne strony i działać, a na pewno pomysłów (i zleceń) nie braknie…
„Fortuna ma tron na skale, ale ludzie wahają się po niego sięgnąć.” (Walter Scott)
Koniec już z zaglądaniem do cudzych portfeli,
cieszmy się tym, cośmy dotąd uszczknęli,
ileśmy z tego wynieśli – tyle będzie nasze,
doświadczenie zaciągnijmy w domowe pielesze.
Starałam się wyłapać wiele, wnioski powyciągać,
do pracy nad sobą wszystkie siły zaprzęgać.
Dziękuję Ci, Fortuno, dziękuję Wam, Rodziny,
szkoda, że już ostatni tydzień „się widzimy”…
Pokrótce jeszcze opowiem jak akcję odbierałam,
o każdej z rodzin krótko „zarymowałam”:
Dodatkowy przychód z wynajmu mieszkania,
to rodziny Adamskich zaradne starania.
I ja bym wolała tak dorabiać, miast samemu najmować
(i nie we własny skrawek podłogi, a w czyjąś kiesę ładować).
Póki co, jednak, zdolności kredytowej brak,
ale dla poczynań Adamskich „jestem na tak”.
Familia Barańskich, choć nie jest majętna,
do brania inicjatywy we własne ręce chętna.
By przyszłość była barwniejsza – dom stawiać poczęli,
z werwą, pomysłem, nadzieją, budowę rozpoczęli.
Mi też marzy się taki spokojny, cichy dom,
i z chęcią pozwolę spełnić się marzeniom.
Panie Cybulskie chętkom pofolgowały,
w miesiącu grudniu z odzieżowymi zakupami zaszalały.
Widać: lubią się stroić, chcą pięknie wyglądać,
miast swoich oszczędności troskliwiej doglądać.
Dobrze, że mi daleko do takiej rozrzutności,
ale… jam mama w bojówkach i glanach,
od rynkowej mody – daaaleki powiew wolności.
Budżet Dąbrowskich charakteryzują niestabilne przychody,
choć i tak na niezłym poziomie są to dochody;
opłaty za dwa mieszkania niemało jednak pochłaniają,
albowiem rodzice synowi – studentowi sporo pomagają.
Ehh, gdybym i ja, przed laty, takowe wsparcie miała,
dziś ambicja braku wykształcenia wciąż by mi nie wyrzucała.
Gadomscy – przedsiębiorcy na brak gotówki nie narzekają,
za to nazbyt mało czasu dla rodziny mają.
Patrząc na ten przykład nachodzi mnie refleksja,
że troska, ciepło, obecność – to dla dziatwy przyswajalniejsza lekcja.
I choć moje dziateczki mogą jedynie pomarzyć o markowej zabawce,
to jednak mamy niebo nad sobą, fantazję i polot, dmuchawce i latawce…
Klan Kwiatkowskich pokonuje przeszkody, do celu uparcie dążą,
niepełnosprawności – jako balastu u szyi – z pewnością nie wiążą.
Konsekwentnie wytyczają cele, pragną ich spełnienia,
wierzę, że doczekają najskrytszych marzeń ziszczenia.
Ujęli mnie swą siłą i wewnętrznym uporem,
myślę, że dla wielu powinni być wzorem.
Kowalscy żyją przeciętnie, są pospolitą rodziną,
ani to zaletą, ani to ich winą.
My nie gódźmy się jednak na pełzanie, gdy latania czujemy potrzebę,
wzlećmy ponad ograniczenia, zbuntujmy się na biedę.
Ponad pospolitość i szarość wznośmy swe zamiary,
niechaj „nasze chcenie” przyjmie olbrzymie rozmiary.
Wybijajmy się ponad niziny, na których Nowakowie osiedli,
oni – w tej lekturze – mizerny żywot wiedli.
I u mnie dziś podobne dylematy, horyzonty jakby okrojone,
wierzę jednak, że i my, kiedyś, założymy Życia Koronę;
że nie damy się stłamsić i upchnąć w (od)mętach codzienności,
że i u nas, sprawiedliwie, powodzenie się rozgości.
Nieźle sobie radzą Żakowscy, choć są wielodzietną rodziną,
u nich oszczędność i gospodarność jest budżetowych dziur spoiną.
Ja także na oszczędne przeżycie pomysłów mam bez liku,
choć u mnie dużo niższa stawka na dochodowym liczniku.
Wierzę jednak, że pracy owocem są kołacze,
mądrości wszako tak prawią – gdzieś tam się kołacze…
Za punkt honoru sobie powzięłam Pawłowskich „wysokie loty”,
i (ulotną) mam nadzieję, na – w ciekawe miejsca – odloty.
Dusza ma, niespokojna, nieprzejednana, uwielbia włóczęgę, wędrówki,
tylko sakwa – na razie – pusta, a na nogach zdarte zelówki.
Życie jednak człowiecze nieustannym jest wędrowaniem,
opowiadaniem, bajaniem, rachowaniem, poznawaniem…
I choć wędrówka „po budżetach” już się zakończyła,
we mnie jakaś furtka szeroko się otworzyła…
Postanowiłam z każdej rodziny uszczknąć dobrą cechę:
upór, zawziętość, zaradność, kreatywność – jedynie te „w dechę”!
Fortuna patentami i pomysłami przez życie się toczy,
niechaj więc ta lektura każdego z nas czegoś nauczy…
Witam.
Aspirancie Fortuno, ponawiam zapytanie…
23 grudnia rzuciłeś wyzwanie: „To mój komentarz testowy. Zapomniałem napisać, że jak zwykle za ciekawe komentarze przewiduję nagrody. Piszcie tez o swoich wydatkach, komentujcie i doradzajcie!”
Nie żebym uważał, iż moje komentarze należą „do tych ciekawych”, którym należałaby się nagroda, ale… Jak w coś się już angażuję (a zdarza się to niezwykle rzadko), oczekuję, iż wszystko będzie jasne i klarowne. Zakończył się już cykl artykułów publikowanych w lokalnych tygodnikach i na Twojej stronie, zaglądam co jakiś czas tam i tu – i… Cisza. Żadnego podsumowania, wyników. Czyżbym był zbyt niecierpliwy? A może wybrańcy zostali powiadomieni indywidualnie, a nie na publicznym forum? Byłby Aspirant łaskaw ujawnić rąbka tajemnicy? A może – gdy Aspirant Fortuna jest zbyt zajęty („Teraz biorę się za ładowanie własnych akumulatorów”) – ktoś ze zorientowanych szczęśliwców rozwieje moje wątpliwości?
Pozdrawiam.
Keradd
Zastanawiałam się nad tym, podobnie jak Keradd…
Dodaj komentarz