Na tapetę biorę dwuosobową rodzinę Pawłowskich, świeżo upieczonych emerytów. Pawłowskim powodzi się całkiem dobrze, bo otrzymują dość wysokie emerytury (łącznie prawie 4400 zł miesięcznie). Pracowali ciężko przez całe życie, mieszkają w czteropokojowym mieszkaniu w centrum i nawet dorobili się domku nad jeziorem. Choć nie mają samochodu, to sporo wyjeżdżają (także za granicę) dzięki oszczędnościom gromadzonym przez cały rok.
Wyjątkowo na minusie
W grudniu jednak państwo Pawłowscy zaszaleli z prezentami świątecznymi: kupili sobie nową pralkę za 1400 zł i 37-calowy telewizor plazmowy za 1854 zł, czyli za ponad 3200 zł. Taka kwota stanowi prawie ¾ ich emerytury, ale na szczęście nie musieli z tego powodu zmieniać sposobu życia, codziennych zwyczajów i ograniczać konsumpcji. Zresztą w okresie świąteczno-noworocznym byłoby to wyjątkowo trudne do przeprowadzenia. Zakup sprzętu sfinansowali z oszczędności, bo inaczej musieliby zaciągać kredyt albo korzystać ze sprzedaży ratalnej, a tego zwykle nie czynią.
Łącznie w grudniu Pawłowscy wydali 5914,5 zł, a ich przychody z emerytur wyniosły 4394 zł. Największą pozycję – poza zakupem telewizora i pralki – stanowiła żywność (835,4 zł, czyli ponad 14 proc. wszystkich wydatków). Pawłowscy sporo wydali na świąteczne potrawy, słodycze i alkohol: tylko 22 grudnia było to ponad 400 zł. Pozwalają sobie też na przyjemności w rodzaju niedzielnego wyjścia do kawiarni. Grudniowe koszty związane z mieszkaniem (czynsz, elektryczność, gaz) wynoszą 645 zł miesięcznie. Głównie prezenty świąteczne sprawiły, że pozycja „kultura i rekreacja” w grudniowych wydatkach Pawłowskich wyniosła 482 zł. Pawłowscy trochę rozpieszczają wnuki, bo w grudniu – oprócz drogich prezentów świątecznych – podarowali im 275 zł kieszonkowego. Podobnie czynią w innych miesiącach. Kosztowne są też lekarstwa – tylko wykupienie dwóch recept kosztowało 233 zł, czyli niemal 4 proc. grudniowych wydatków. Pawłowscy zresztą dbają o zdrowie: dużo spacerują, zamiast jeździć komunikacją miejską, bo z centrum, gdzie mieszkają, jest wszędzie blisko. A przy okazji oszczędzają. Za telefon stacjonarny i komórkowy nie płacą zbyt wiele: to jedynie 84 zł miesięcznie. Pawłowscy, jak wiele rodzin emerytów, mało wydają na odzież i obuwie, bo zgromadzili zapasy przez lata, a na bieżąco zaopatrują się jedynie w szybko zużywające się produkty, w rodzaju bielizny, rajstop, czy skarpet.
Emeryt też zwykle odkłada
Wyjątkowo w grudniu Pawłowscy odnotowali ponad 1500-złotową stratę w swoim budżecie, spowodowaną dużymi zakupami do mieszkania (pralka i telewizor). Była to operacja już wcześniej zaplanowana, a przez kolejne miesiące Pawłowscy z pewnością uzupełnią uszczuplone oszczędności – i wyjadą na następną wycieczkę. W innych miesiącach zostaje im po 1000-1500 zł wolnych środków, z czego przez rok uskłada się pokaźna kwota. W przeciwieństwie do dużej części (a pewnie większości) emerytów, którzy oszczędzają przede wszystkim z myślą o dzieciach i wnukach, Pawłowscy nie zapominają o powiększaniu puli oszczędności, a także o własnych potrzebach i zainteresowaniach. Od lat podróżują po Polsce, Europie i po świecie. Ostatnio pojechali z diecezjalnym biurem pielgrzymkowym do Ziemi Świętej, którą zwiedzali przez prawie dwa tygodnie. Dzieciom i wnukom bardzo się to podoba, zwłaszcza że dziadkowie nigdy nie zapominają o kieszonkowym i o prezentach z wyjazdów.
Fortuna radzi: licz na siebie
Można tylko Pawłowskim pozazdrościć i liczyć, że nasze emerytury gorsze nie będą. Ale stare powiedzenie mówi: umiesz liczyć, licz na siebie. ZUS i OFE godziwych emerytur nam nie zapewnią – to oczywiste. Społeczeństwa się starzeją, żyjemy coraz dłużej, a przyrost naturalny spada. Coraz mniej osób pracuje, a coraz więcej jest i będzie na emeryturze. Jeśli 6-latków posyłamy do szkoły to nie dlatego, że są pokoleniem zdolniejszym od poprzednich, a z powodów ekonomicznych. Chodzi o to, aby za kilkanaście lat, więcej osób pracowało na nasze emerytury. Specjaliści ostrzegają, że tzw. stopa zastąpienia – czyli stosunek ostatniej pensji do emerytury pochodzącej z systemu – będzie bardzo niska. Trzeba więc na emeryturę odkładać samemu. Dzisiejsi 6-latkowie problemu za nas nie załatwią.
Z ankiet, jakie przeprowadziliśmy wśród dziesięciu rodzin wynika, że bez w względu na wysokość dochodu coś zaoszczędzić można. Nawet jeśli jest to kilkadziesiąt złotych miesięcznie, to trzeba je odkładać na subkonto emerytalne i korzystać z dobrodziejstwa procentu składanego. Mój znajomy, doradca finansowy, wpaja każdemu ze swoich klientów jedną zasadę: każde dodatkowe pieniądze pochodzące z chałtury podziel na dwie części. Jedną przeznacz na bieżące wydatki, drugą odłóż na starość.
Nasz system emerytalny jest tak skonstruowany, że nawet najlepiej zarabiającym zapewnia świadczenia tylko do pewnego poziomu. Jeśli na emeryturze chcesz mieć więcej od innych musisz sam zadbać o wysokość konta. Rozwiązaniem może być tzw. odwrócona hipoteka, czyli powolne sprzedawanie naszego mieszkania lub domu zainteresowanej instytucji finansowej. Przepisów regulujących odwróconą hipotekę jeszcze nie ma, ale już pojawiły się firmy, które gotowe są płacić rentę w zamian za przejęcie mieszkania w przyszłości. Osobiście wątpię, aby w naszym otoczeniu kulturowym odwrócona hipoteka spotkała się z większym zainteresowaniem.
Na emeryturę trzeba indywidualnie odkładać w trakcie aktywności zawodowej. Innego wyjścia nie ma. Trzeba zawczasu zbudować własny trzeci filar, który stanowić może indywidualne konto emerytalne czyli nieruchomość, lokata, papiery wartościowe. Według ostatnich danych KNF, na tzw. IKE (Indywidualnych Kontach Emerytalnych) 797 tys. Polaków odłożyło 2,35 miliarda złotych. To niewiele, bo tylko 5 proc. osób aktywnych zawodowo. Przy czym tendencja jest spadkowa, bo liczba rachunków spadła o 36,4 tys. w porównaniu z poprzednim rokiem, choć rośnie wartość środków na istniejących rachunkach. Odkładanie na emeryturę ma moim zdaniem podłoże psychologiczne. Trzeba mieć przekonanie, że prawdopodobieństwo dożycia podeszłego wieku jest wysokie. Na ogół wydaje nam się, że zbyt długo na tym świecie nie pociągniemy i ewentualne nadwyżki finansowe przeznaczamy na bieżącą konsumpcję. Wychodzimy z założenie, że raz się żyje i nie ma sensu martwić się na zapas, w dodatku mamy ugruntowane przez lata przekonanie, że to państwowy system emerytalny powinien nam zapewnić godziwą jesień życia.
Trzeba takie myślenie porzucić i bez względu na wszystko odkładać na starość. Kolega prowadzi mały biznes: biuro ubezpieczeniowe. Zatrudnia jedną osobę, za siebie płaci ZUS według najniższej stawki. I tak jest od lat, a do emerytury zostało mu lat kilkanaście. Jest oczywiste, że jeśli teraz nie odłoży, to na emeryturze będzie nędzarzem. Jego model emerytalny to lokale użytkowe w centrum miasta. Ma ich dwa. Ostatnio udało mu się kupić mieszkanie na parterze, które przerabia na biuro. – Jak zakończę prowadzenie biznesu, to sprzedam te lokale, bo moja ustawowa emerytura będzie na poziomie dzisiejszych kilkuset złotych. Za tyle nie da się żyć. Wiele osób w ostatnich latach przeszło na samozatrudnienie i działalność gospodarczą. Płacą najniższy ZUS nie zdając sobie sprawy z konsekwencji emerytalnych. Jeśli płacimy minimalną składkę emerytalną, to nasz biznes powinien przynosić tyle dochodu, aby starczyło na bieżące wydatki, inwestycje i ekstra składkę na starość.
Ne ma darmowych obiadów
Emeryci mają może i skromne dochody, ale otrzymują je regularnie i dla wszelkich instytucji finansowych są wiarygodnymi klientami. Nawet przy niewielkiej emeryturze stosunkowo łatwo otrzymują kredyt konsumpcyjny na zakup telewizora, garnków, cudownych kocy. Już nie raz przestrzegałem przed impulsywnym działaniem. Emeryci mają dość dużo czasu i może dlatego łatwo dają się skusić na rozmaite pokazy rewelacyjnych garnków, lekarstw, energooszczędnych czajników. Podczas pokazów kupuje się łatwo, ale później ciężko spłaca. Mam znajomego w wojewódzkiej centrali ZUS, który mówił mi niedawno, że dość gwałtownie narasta zjawisko zajęć komorniczych. Jeszcze do niedawna było ich kilkaset miesięcznie, ale ostatnio jest ich już ponad tysiąc. Oznacza to, że tylu emerytów co miesiąc popada w tarapaty finansowe, nie jest w stanie spłacać rat, kredytów konsumpcyjnych i komornik wchodzi im na świadczenia. Co prawda przepisy pozwalają zabrać z comiesięcznej emerytury maksymalnie 20 proc. ale i tak to jest dużo, gdy z trudem starcza do pierwszego.
Tyle się mówi, żeby nie kupować kolejnej niepotrzebnej rzeczy zwłaszcza na raty, sam już kilka razy pisałem o tych problemach, a zjawisko ciągle narasta. Na ucho powiem Wam, że Pawłowscy też dali się swego czasu skusić na ratalny zakup niepotrzebnych rzeczy. Dzisiaj w swojej skrzynce pocztowej znalazłem zaproszenie na wycieczkę do znanego miejsca kultu religijnego. Wszystko za darmo: przejazd, posiłek, przewodnik. Drobnym drukiem dopisano, że po obiedzie będzie pokaz rewelacyjnych garnków do gotowania na parze. Ja wiem o co chodzi, a Wy…
Wasz aspirant Fortuna
![]()
Akademia Leona Koźmińskiego
O odkładaniu na emeryturę
Wydaje mi się, że są dwa główne powody skromnego odkładania przez Polaków pieniędzy na IKE (Indywidualnych Kontach Emerytalnych). Pierwszym jest poczucie, że emeryturę zapewnia nam państwowy system emerytalny. Dopiero nagłośniona ostatnio dyskusja na temat emerytur w ZUS i w OFE uświadomiła wielu z nas, że jest to zabezpieczenie niezbyt pewne, a w każdym razie nader skromne.
Ważniejszym jednak powodem niewielkiego zainteresowania przyszłą emeryturą jest zjawisko określane w psychologii jako preferowanie czasu teraźniejszego. Zastanówmy się przez chwilę, czy wolelibyśmy otrzymać 100 złotych natychmiast, czy 120 złotych za miesiąc? Wyniki licznych badań pokazują, że większość ludzi wybiera natychmiastową wypłatę 100 złotych. Okazuje się, że im bardziej jakaś nagroda, ale też kara, jest oddalona w czasie (wszystko jedno, czy jest to przyszły samochód, czy przyszły brak pieniędzy), tym mniej się o nią troszczymy. Mówi się, że oddalone w czasie nagrody i kary są dyskontowane, tak że mniejsza nagroda otrzymywana natychmiast wydaje nam się lepsza od większej nagrody, ale oddalonej w czasie, a większa kara, ale odroczona w czasie, wydaje się mniej dotkliwa niż mniejsza kara natychmiastowa. Jest to skłonność zakorzeniona w nas bardzo silnie. Bardzo wyraźnie obserwuje się ją u dzieci, a także u zwierząt. Wraz z wiekiem u ludzi skłonność ta nieco słabnie, ale nie zanika. To preferowanie czasu teraźniejszego sprawia, że kiedy młody człowiek myśli o przyszłej emeryturze, to niezbyt go ona obchodzi. Dopiero w miarę zbliżania się do emerytury zaczynamy doceniać jej znaczenie. (Przypominam sobie mądry dialog z jakiegoś filmu. Starsza osoba mówi do młodszej: „… no bo w wieku 90 lat to jest ważne”. Na co młodsza osoba powiada: „a kto by się troszczył o życie po dziewięćdziesiątce?” Na co starsza osoba: „każdy, kto ma 89 lat”.)
Obawiam się, że apel aspiranta Fortuny „a może będziesz żył sto lat”, choć słuszny, może nie mieć w sobie wielkiej mocy przekonywania. Pewne znaczenie może natomiast mieć ukształtowanie się u osoby nawyku oszczędzania. Wiadomo, że osoby przyzwyczajone od wczesnej młodości do oszczędzania, czynią to nawet wtedy, gdy już tego nie potrzebują. Na przykład na emeryturze zamiast wydawać wcześniej nagromadzone zasoby, oszczędzają nadal. Tak działa nawyk. Więc może należy od najwcześniejszych lat uczyć dzieci oszczędzania, a z kolei zasobnych emerytów uczyć wydawania.


12 lut
4 maj
2 maj
24 kwi
17 kwi
29 mar
14 mar
28 lut
5 sty
13 kwi
3 komentarze
Państwo Pawłowscy są dla mnie przykładem modelowej rodziny emerytów. Dlaczego? Otóż ciężko pracowali przez wiele lat na emeryturę, odkładali, zresztą i teraz oszczędzają kwoty, które naprawdę są dobrze inwestowane, tzn. w rodzinę (ich dzieci i wnuki), wycieczki, które rozwijają i poszerzają horyzonty myślowe (poza tym dziadkowie mają o czym opowiadać wnukom, a nie tylko np. że strzyka im w kościach, jak to wiele osób w ich wieku robi
, wydatki na dobra, które poprawiają komfort ich życia (wspomniana plazma), czy okazyjne wyjścia do kawiarni. Ja jako młody człowiek nadal studiujący i jednocześnie aktywny zawodowo, zastanawiam się co będzie z moją emeryturą. Jednak nie siedzę z założonymi rękami. Śledzę bieżące zdarzenia dotyczące OFE i ZUS-u, nie będę ich oceniał, bo nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, jednak jako ekonomista z wykształcenia, mam takie wrażenie, że pomniejszając składkę, która będzie wpływała do OFE, na rzecz zwiększenia w niedalekiej perspektywie czasowej, wpływów składki do ZUS-u, te pieniądze nie będą pracowały, krótko mówiąc, będą leżały na rachunkach zusowskich (bez możliwości dopisywania do nich odsetek, gdyby np. były inwestowane z OFE). Żadne z rozwiązań nie jest idealne, dlatego tak jak pisze Pan Fortuna należy samemu zająć się trzecim filarem – IKE i to w głównej mierze powinno zasilić nasze prawdopodobnie skromne emerytury w przyszłości. Niedawno słyszałem (choć nie pamiętam źródła tej informacji), że moi rodzice (pokolenie X) będą otrzymywać emeryturę w wysokości około 50% swoich dochodów obecnych, natomiast ja (pokolenie Y), będę miał emeryturę o połowę niższą (25% moich dochodów), nie wiem jednak czy jest to informacja w pełni prawdziwa, bo nie miałem okazji zapoznać się symulacjami dotyczącymi tego zjawiska. Jednak moja emerytura będzie relatywnie niższa niż emerytura obecnego emeryta, nie licząc oczywiście samodzielnych form oszczędzania, czy IKE. Jednak znalazłem też inną zdecydowanie bardziej pozytywną informację, że moje pokolenie jest bogatsze od pokolenia rodziców o cztery razy i to zachęca to rozsądnego oszczędzania i inwestowania środków, a nie tylko przeznaczania ich na konsumpcję bieżącą.
Odnosząc się natomiast do wypowiedzi Pana Profesora, przyznaję rację a propos młodych ludzi dotyczącą tego, że nie myśli się zbyt mocno o tym co będzie za X lat, tutaj może te podejście, nie wiem czy to już można nazwać nawykiem, tradycją czy jeszcze inaczej mogłaby zmienić nieco szkoła, już we wczesnych latach edukacji, warto by było nauczyć dzieci jak oszczędzać. Natomiast te poważne inwestowanie powinno zacząć się już w szkole średniej – licealista czy uczeń technikum oprócz wiedzy teoretycznej powinien umieć zastosować ją w praktyce i tutaj pojawia się postać nauczyciela, który byłby tutaj pomocny (zarządzanie portfelem zbudowanym na kieszonkowym od rodziców – pomysł może nieco abstrakcyjny, ale myślę, że warto by było spróbować), w sprawie jak zacząć skutecznie odkładać na emeryturę już od lat szkolnych. Później po prostu może być za późno, i nie chodzi mi o sferę materialną oszczędzania, a jedynie podejście psychologiczne (misja edukacyjna szkoły byłaby realizowana pełniej) do problemu wg przysłowia: „czego nie nauczy się mały Jaś to duży Jan nie będzie umiał”. Tak więc Jaś musi sporo się nauczyć, by w życiu dorosłym skutecznie odkładać, lokować i inwestować swój kapitał, który przyniesie mu wysoką emeryturę
Rodzinie Pawłowskich, świeżo upieczonym emerytom, powodzi się całkiem nieźle. Znaczy to, że już wcześniej myśleli o zabezpieczeniu egzystencji po ustaniu ich życia zawodowego.
Znam ja emerytów sporo, niewielu z nich powodzi się tak dobrze jak rodzinie P., tzn. ich emeryturki znacznie niżej się kształtują (jakby przyciąganie ziemskie ciągnęło je, nieuchronnie, do dołu). Nie mogą zatem pozwolić sobie na takie luksusy jak zagraniczne wojaże, restauracyjki, drogie przedmioty. Chwali się Państwu Pawłowskim, że doczekali (wypracowując to sobie, niezaprzeczalnie) spokojnego wieku, kiedy dbać mogą w końcu o siebie i rozpieszczać swoich najbliższych (wnukowie).
Zauważyłam taką tendencję, że emeryci (znani mi) nie wydają nazbyt wiele na artykuły spożywcze, choć może mogli by sobie nań pozwolić. Może wynika to z gospodarności? Pewnie w takich domach nie marnuje się jedzenia (a to jest coś, na punkcie czego jestem przewrażliwiona)… Myślę, że i państwo Pawłowscy gospodarzą tutaj racjonalnie. Choć zdecydowanie są mięsożercami (duuuuże – jak dla mnie – sumy). Ja na ich miejscu pomyślałabym jednak o kupowaniu rzeczy „raz, a porządnie” (czyli np. duże zakupy w hipermarkecie – a kiedy płaci się kartą i ma się „odpowiedni” rachunek – jakaś część wydanej kwoty wraca z powrotem na nasze konto). Po „porozrzucanyvh” zakupach mniemam, iż są to może jakieś sklepiki osiedlowe (nie zawsze tanie).
Podziwiam te zagraniczne wojaże – zgodzę się, że to poszerza nasze horyzonty, wiedzę o otaczającym nas świecie, podnosi samoocenę, relaksuje – zwyczajna inwestycja w siebie (czyli: najlepsza z możliwych).
Na pewno mogą także sporo zaoszczędzić z niemałych emerytur…
Ale jasne jest, że aby później wieść takie „kolorowe życie emeryta” – należy o tym pomyśleć znacznie wcześniej. Właściwie to należy mieć to na uwadze cały czas, gdy jesteśmy aktywni zawodowo. Bo czy same składki emerytalne zapewnią nam to? Z pewnością: nie! Dlatego: wielki szacunek, Drogi Fortuno, że starasz się nam uświadomić to dużo wcześniej. Taka edukacja (nawet w formie zabawy, symulacji, konkursów) winna być obowiązkowa na każdym etapie naszej codziennej egzystencji… Wszak: czym skorupka za młodu… takie będą później nasze loty…
Postscriptum. Ach, jakże teraz przydaliby mi się tacy – „przyszywani choć” – Dziadkowie…
Jak miło czytać, że są na tym świecie jeszcze emeryci, którzy mogą realizować własne marzenia. Ciężko pracowali całe życie i doczekali się. Moje babcie nie mają tego szczęścia, uczciwie pracowały całe życie, ale ich emerytury nie pozwalają, by odłożyć choćby złotówkę. I nie dlatego, że pieniądze wydają na prawo i lewo. Ich emerytura nie przekracza tysiąca złotych. O wycieczce mogą tylko pomarzyć. Wiem, jak ważna dla dziadków jest możliwość rozpieszczania własnych wnuków (czego i wnukowie od nich oczekują). Niestety w dzisiejszych czasach chyba niewielu emerytów może pozwolić sobie na luksusy w stylu wycieczek zagranicznych, zresztą o tych krajowych też mogą zapomnieć. Miło czyta się, że dziadkowie „nie zapomnieli o całym świecie” i nie myślą tylko o sobie „roztrwaniając” swoje oszczędności. Tak naprawdę ktoś mógłby powiedzieć, że mogliby te pieniądze zainwestować w lepszy sposób. A mi się wydaje, że każdy powinien zadbać o siebie i nie liczyć cudzych pieniędzy (jak często się zdarza). Dobrze, że pieniądze lokują w siebie, a nie np. na słynnego Ks. i Jego radio… Nie chcę tu oczywiście nikogo obrazić (sam jestem katolikiem). Chwali się to, że rodzina emerytów nie żyje na kredyt, tzn. nie posiadają żadnych rat. W kredyty łatwo można się w zaplątać i gorzko płacić za to całe życie. Owa rodzina może spać spokojnie i cieszyć się swoją bliskością i wiekiem emerytalnym! Oby takich emerytur doczekał każdy z nas, a rodzina Pawłowskich będzie przykładem, że to naprawdę się zdarza.
Może marzenia trzeba realizować właśnie na emeryturze?
Dodaj komentarz