Gdybym nie był policjantem pewnie zająłbym się własnym biznesem. Teoretycznie mógłbym go prowadzić po służbie, ale w naszym fachu potrzebna jest na to zgoda komendanta. Swoją robotę lubię, więc z biznesem poczekam do emerytury, która w służbach mundurowych nadejdzie wcześniej niż u innych. Wychodzę z założenia, że zostanę młodym emerytem ze starego portfela, więc będę musiał dorabiać. W gronie znajomych mam sporą liczbę przedsiębiorców, byłych policjantów. Zarobki w policji nigdy nie należały do najwyższych, więc co bardziej przedsiębiorczy porzucali służbę, aby „sprawdzić się w biznesie”. W większości przypadków jakoś sobie poradzili, a tylko nielicznym powinęła się noga.
Bezpieczny biznes
Na przykład kolega Jacek. Kilkanaście lat temu wyszedł z założenia, że na bezpieczeństwie zawsze będzie można zarobić, a był to czas, gdy w blokach spółdzielczych domofony nie były tak rozpowszechnione, jak dzisiaj. Wspólnie z innym policjantem montowali domofony po godzinach etatowej roboty. Zamówień przybywało, więc Jacek zwolnił się ze służby. Dzisiaj jest poważnym przedsiębiorcą, zajmuje się montażem sieci monitoringowych w firmach, które na dodatek ochrania. Ostatnio mówił mi, że zamierza ruszyć z produkcją niewielkich sejfów hotelowych. Podobno jest na to rynek, bo goście hotelowi coraz częściej przyjeżdżają z laptopami i chcą je gdzieś bezpiecznie przechować.
Podobało mi się jego podejście do nowego biznesu. Pomysł na produkcję sejfów hotelowych wziął się z obserwacji. Zatrzymując się w hotelach zauważył, że nie ma gdzie bezpiecznie przechować komputera. I nawet nie chodziło mu o samego laptopa, a o zgromadzone w nim dane. Źle mu się mieszkało w pokoju ze świadomością, że ktoś mógłby podczas nieobecności przeglądać jego prywatne i biznesowe informacje. Wymyślił więc sejf na prosty zamek szyfrowy, montowany w już istniejących meblach hotelowych. Pracownicy jego firmy – podając się za potencjalnych gości – obdzwonili dziesiątki hoteli w Polsce i okazało się, że prawie w żadnym nie da się bezpiecznie przechować laptopa w pokoju. Większe hotele oferowały sejfy w recepcji, ale w tym przypadku chodzi o coś innego. Szybkie zabezpieczenie danych np. na czas wyjścia gościa hotelowego. Później ci sami pracownicy dzwonili do hotelu z ofertą sprzedaży sejfów hotelowych. Żaden z szefów nie powiedział nie. Oferta spotkała się z zainteresowaniem nawet niewielkich moteli. Padały pytania o cenę, skuteczność zabezpieczeń itp. Większość potencjalnych klientów była zainteresowana produktem. Wprawdzie chcieli kupować na próbę, tylko do kilku pokoi, ale i tak wychodziło na to, że jest spora nisza rynkowa.
Bez determinacji nie ma sukcesu
Działanie Jacka pokazuje, jak w prosty sposób można przeprowadzić badania rynkowe, aby przekonać się, czy produkt znajdzie nabywców. Najlepiej oczywiście trafić w niszę rynkową, a więc na poletko nie zagospodarowane jeszcze przez nikogo. Wejście na rynek nasycony produktem też jest możliwe, ale znacznie bardziej kosztowne. Z konkurencją trzeba wtedy walczyć wyższą jakością produktu, niższą ceną itp. Samo wejście na dziewicze rynki nie gwarantuje sukcesu. Trzeba produkt dobrze zareklamować, wzbudzić zainteresowanie potencjalnych klientów. Trzeba go po prostu sprzedać.
Inny znajomy dostał dotację unijną na rozkręcenie biznesu. Napisał projekt przedsięwzięcia, który zyskał akceptację komisji, bo był innowacyjny, niespotykany na lokalnym rynku i rokował sukces. Do końca nie wiem, na czym miał polegać, ale chodziło w nim z grubsza o nowoczesne, cyfrowe centrale telefoniczne, wykorzystujące do połączeń sieć internetową. Oferta kierowana była do małych i średnich przedsiębiorstw, które instalując centrale miały znacznie obniżyć koszt połączeń telefonicznych. Młody przedsiębiorca, po napisaniu biznesplanu i odbyciu serii szkoleń, otrzymał 40 tys. zł dotacji, za którą kupił wypasiony sprzęt komputerowy z oprogramowaniem do projektowania instalacji, specjalistyczne mierniki, podstawowe narzędzia do układania światłowodów itp.
Jak na razie sprzęt nie pracuje, bo nie ma zleceń na instalację nowatorskich central, mimo że na lokalnym rynku brak konkurencji. Małe przedsiębiorstwa, które miały być kluczowymi klientami podobno twierdzą, że w biznesie dominują komórki i nie chcą wydawać pieniędzy na stacjonarne telefony, nawet jeśli rozmowy są znacznie tańsze. Moim zdaniem, projekt ma spory potencjał biznesowy, a problem chyba polega na słabym dotarciu do klientów, złym marketingu i nieudolnej walce o rynek. Dobry pomysł na biznes to jeszcze nie wszystko. Sukces rynkowy jest wypadkową bardzo wielu czynników, w tym tak istotnych, jak zaangażowanie właściciela i jego determinacja do osiągnięcia sukcesu. Wszyscy przedsiębiorcy, którzy odnieśli sukces rynkowy, zawsze mi mówią, że podstawą jest pasja, serce wkładane w rozwój biznesu, realizacja marzeń i systematyczna praca. Prawie nigdy z ich ust nie słyszałem, że najważniejszy był kapitał.
Gdybym miał kapitał…
Często odnoszę wrażenia, że ci którzy jedyną barierę widzą w braku kapitału, tak naprawdę nie nadają się na przedsiębiorcę. Mówienie czego to ja bym nie zrobił, gdybym miał kapitał, dyskwalifikuje kandydata na biznesmena. Zresztą z tym kapitałem jest dzisiaj znacznie lepiej niż jeszcze kilka lat temu. Są wspomniane programy unijne wspierające finansowo podejmowanie działalności gospodarczej. Bezrobotni też mogą otrzymać niemałą dotację w urzędach pracy. Powie ktoś, że 18 czy nawet 40 tys. zł dotacji to niewiele. A właśnie, że nie – na starcie to bardzo dużo. Trudno sobie wyobrazić, aby startujący w biznesie miał otrzymać miliony. Najpierw powinien udowodnić, że potrafi wykorzystać mniejsze sumy, a dopiero potem niech stara się o poważniejsze kwoty. Mamy złote lata dla przedsiębiorczości. W różnych programach unijnych kapitał czeka na przedsiębiorczych ludzi, a nie odwrotnie. Dawniej pomóc mogła tylko rodzina, ewentualnie bank po zapoznaniu się z dobrym biznesplanem.
Ale i duże kwoty są w zasięgu początkującego przedsiębiorcy. Znam młodego człowieka, który postanowił w maksymalny sposób wykorzystać dotacje z funduszy unijnych. Wyznaczył sobie ścieżkę dojścia, którą konsekwentnie realizuje. W 2008 r. rozpoczął starania o dotację 40 tys. zł z unijnego programu 6.2 uznawanego powszechnie za jeden z najciekawszych w propagowaniu przedsiębiorczości. Program ten pomaga finansowo w rozpoczęciu działalności gospodarczej na własną rękę. Przedstawił ciekawy pomysł portalu internetowego i otrzymał nań dotację. Rozpoczął działalność i w kilka tygodni od debiutu rynkowego napisał kolejny projekt rozbudowy portalu w konkursie 8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Program ten z kolei wspiera kwotą do 1 mln zł wyłącznie młode firmy, obecne na rynku nie dłużej niż 12 miesięcy i mające pomysł na tzw. e-usługę. Chłopak po kilku miesiącach oczekiwania podpisał z rządową agencją umowę na dotację ponad 400 tysięcy zł i widzę, że świetnie sobie radzi w rozkręcaniu pomysłu. Już przymierza się do napisania kolejnego wniosku z lokalnego programu operacyjnego. Zakupione serwery i oprogramowanie miałyby służyć do stworzenia w Internecie usługi umożliwiającej rezerwację pokoi w gospodarstwach agroturystycznych i w małych hotelach. Jak się ma dobry pomysł i działa z pasją, to w sprzyjających okolicznościach można uzyskać do miliona złotych dotacji. Powiedzenie, że w biznesie pierwszy milion trzeba ukraść, przechodzi do historii…
Nakręcony etatowiec
No, ale nie zawsze jest tak różowo. Nie każdy też nadaje się do biznesu, który przecież nie jest łatwym kawałkiem chleba. Prywatnie, ludzi dzielę na etatowców i nakręconych. Ci pierwsi nie nadają się do prowadzenia interesów. Lubią pracę w wyznaczonych godzinach, nie potrafią rozpychać się łokciami, agresywnie zabiegać o klientów. Lepiej jeśli powiedzą sobie: będę dobrym pracownikiem, a z biznesem dam sobie spokój. Nakręceni z kolei nie potrafią w firmie wysiedzieć ośmiu godzin, ciągle myślą o dodatkowych zajęciach i dochodach, nie lubią być podwładnymi, dają sobie radę w kontaktach z urzędami. Takim ludziom mówię, żeby nie marnowali czasu na etacie i namawiam na własny biznes. Im szybciej się go rozkręci, tym większa jest szansa zdobycia na starość tzw. dochodu pasywnego. Spytacie zapewne, skoro tak, to dlaczego sam tego nie zrobię? Odpowiadam: bo ja jestem inny. Bo ja jestem nakręcony etatowiec.
Wasz aspirant Fortuna
![]()
Dochód pasywny – stały dochód osiągany bez angażowania własnej pracy. Źródłem dochodu pasywnego mogą być emerytura, tantiemy autorskie, wynajęcie mieszkania, odsetki bankowe, własny biznes kierowany przez wynajętych menedżerów.
Od kwietnia 2009 r. rejestrację działalności gospodarczej można przeprowadzić „w jednym okienku”. W urzędzie gminy składamy wniosek o wpis do ewidencji działalności gospodarczej (bezpłatnie), który jest jednocześnie wnioskiem o nadanie numeru REGON i zgłoszeniem działalności w ZUS.
Zgodnie z ustawą o swobodzie działalności gospodarczej dokonywanie lub przyjmowanie płatności związanych z
wykonywaną działalnością gospodarczą następuje za pośrednictwem rachunku bankowego przedsiębiorcy w każdym przypadku, gdy stroną transakcji jest inny przedsiębiorca oraz, gdy jednorazowa wartość transakcji przekracza równowartość 15.000 euro. Aby założyć firmowe konto bankowe potrzebny jest dowód osobisty, zaświadczenie o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej, zaświadczenie o nadaniu numerów NIP i REGON, w niektórych bankach również pieczęć firmowa. Nie ma ustawowego obowiązku posiadania pieczątki firmowej, jednak w praktyce większość urzędów jej wymaga.
W przypadku zatrudnienia pracowników w ciągu 30 dni od rozpoczęcia działalności gospodarczej należy zawiadomić na piśmie Państwową Inspekcję Pracy i Sanepid o miejscu, rodzaju i zakresie prowadzonej działalności.
Urzędy pracy dysponują środkami na rozpoczęcie działalności gospodarczej, o które mogą ubiegać się bezrobotni. Maksymalna kwota dotacji jest równowartością 6-krotnego przeciętnego wynagrodzenia (obecnie około 18,7 tys. zł). Jednym z warunków uzyskania wsparcia finansowego jest złożenie biznesplanu. Po otrzymaniu dotacji należy prowadzić działalność co najmniej przez rok.
Z działania 6.2 Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki można otrzymać 40 tys. zł (wkład własny 10 proc.) na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Po uzyskaniu nie opodatkowanej dotacji można ubiegać się o tzw. wsparcie pomostowe, z którego przedsiębiorca opłaca np. składki ubezpieczeniowe. Dotacja może być przeznaczona na wydatki inwestycyjne, jak również na zakup towarów oraz pokrycie innych kosztów związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą (np. kosztów promocji, remontu i adaptacji pomieszczeń). O dotację mogą ubiegać się przyszłe spółki cywilne, w takim przypadku kwota środków przyznawana jest odrębnie dla każdego uczestnika projektu, w wysokości do 40 tys. zł.
Biznesplan – średnioterminowy i kompleksowy spis celów oraz zadań, jakie stawia się przed przedsiębiorstwem. Jego elementami są m.in. analiza finansowa, rynkowa mocnych i słabych stron przedsiębiorstwa. Biznesplan sporządzany jest na potrzeby wewnętrzne firmy, a także dla banków, inwestorów w celu pozyskania kredytu. Biznesplan sporządzany w celu otrzymania kredytu powinien być napisany wg procedur bankowych danej instytucji. Kredytobiorca powinien wykazać, że nowe przedsięwzięcie będzie na tyle rentowne, że pozwoli na obsługę kredytu.
26 sty
5 sty
13 kwi
6 kwi
29 mar
22 mar
14 mar
7 mar
28 lut
21 lut
13 lut
7 lut
13 komentarzy
Panie Aspirancie,
co do kapitału na rozkręcenie interesu (jeżeli przedsięwzięcie nie jest zbyt kapitałochłonne) to z działania 6.2 Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki na dobry początek wystarczy. Dobrym tego przykładem jest mój kolega z roku, świetny web designer zresztą. Najpierw „bawił się” w domu w tworzenie portali internetowych, a następnie na Cyprze w pewnej firmie i tam zdobywał doświadczenie w tworzeniu stron internetowych i prostych, logicznych gier komputerowych. Ta zabawa tak mu się spodobała, że mając kilkuletnie doświadczenie wybrał samozatrudnienie, założył firmę, dzięki czemu jest na własnym garnuszku. Profil działalności: usługi web designerskie. Radzi sobie nieźle i jest swoim kierownikiem (niewątpliwy plus założenia firmy). Zatrudnia też jednego pracownika. Ale na razie jest na etapie „wydaję więcej – niż zarabiam”. No cóż początki takie są, ale na pewno z czasem mu się zwróci, ważne, że się nie zraża i jest zdeterminowany.
Dla studentów ciekawą opcją są też Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości. Dzięki nim student może wcielić w życie swój pomysł na biznes. W ramach inkubatorów Uczelnia może np. udostępnić lokum dla przyszłego przedsiębiorcy (na dogodnych warunkach)czy wesprzeć merytorycznie. Jest wiele różnych wyjść na założenie firmy, trzeba mieć dobry pomysł na start (ale też i na bliższą i dalszą przyszłość), świetnie opracowane dokumenty (typu biznesplan), uregulować formalności w „okienku” oraz zapewnić sobie profesjonalną obsługę księgowego chyba, że będziemy prowadzić ją sami. W/g słów piosenki: „Najtrudniejszy pierwszy krok…” podobnie jest i z założeniem własnej firmy.
Drogi Aspirancie Fortuna
W swoim artykule napisałeś, że dzielisz ludzi na nakręconych i etatowców, ale sam mówisz o sobie nakręcony etatowiec. Ja myślę, że obecnie jest coraz więcej właśnie takich nakręconych etatowców, którzy oprócz pracy na etacie robią wiele różnych rzeczy, które są ich hobby a oprócz tego dają korzyści materialne.
Przykładem jest mój kolega, który ma „bzika” na punkcie jaskiń i różnego rodzaju skałek. Będąc na studiach zaczął być grotołazem i tak już od kilku lat wyjeżdża w różne rejony świata i zwiedza jaskinie. Do takiego hobby jest oczywiście potrzebny odpowiedni sprzęt, a że w Polsce dość trudno jest kupić kombinezon, worki itp. rzeczy to on postanowił sam szyć, oczywiście na zamówienie, kombinezony dla innych grotołazów. Z tego co wiem to interes mu się fajnie kręci i ma nawet zamówienia z zagranicy.
Innym przykładem jest moja znajoma, która będąc jeszcze na etacie postanowiła robić naklejki ścienne do pokoju dziecinnego. Z tego co wiem, to sprzedaż prowadzi na Allegro i nieźle sobie radzi. Tak więc młodzi ludzie jak widać są przedsiębiorczy i pracę na etacie traktują bardziej jako zabezpieczenie, pewny pieniądz co miesiąc, natomiast po pracy robią to co ich naprawdę interesuje.
Jak się rozmawia z wieloma 40-50 latkami pracującymi na etacie (zwłaszcza w budżetówce) to prawie każdy twierdzi, że taka praca im odpowiada bo mają pewność otrzymywania w terminie wynagrodzeń, dostają trzynastki, oraz inne świadczenia przewidziane w kodeksie pracy, o których może sobie tylko pomarzyć osoba pracująca u prywatnego przedsiębiorcy lub posiadająca własną firmę. Jest to na pewno pewien komfort psychiczny, ale ile lat można przekładać te same papierki?
Ja zawsze podziwiałam ludzi, którzy na rozkręcenie swojej działalności gospodarczej zaciągają wielkie kredyty, ale z drugiej strony „kto nie ryzykuje, ten nie ma” Tak więc kibicuję wszystkim odważnym, którzy porzucają ciepłe posadki i stają się przedsiębiorcami.
Panie aspirancie!
Panie aspirancie Fortuna , żeby wszystko było takie proste jak pan opisuje .
Mam pomysł ,mam fajne miejsce do prowadzenia działalności jaką chciała bym prowadzić i co ? na dzień dobry „podcięli mi skrzydła” w Urzędzie. Otóż chciałam prowadzić zajęcia hipoterapii dla dzieci niepełnosprawnych. Posiadam doświadczenie, dużo terenu ,odpowiedniego konia i nawet nawiązałam wstępny dialog z fundacją , która chętnie skorzystała by z moich usług. Myślałam , że skorzystam z pomocy urzędu i dostanę „parę groszy” na utwardzenie dojazdu, na wykonanie jakiegoś zaplecza sanitarnego (ubikacja, prysznic),jakiś zadaszony stolik z ławami, może jeszcze plac zabaw dla dzieci itp.
Chciałam złożyć wniosek i co ? Pani spytała : a co to jest hipoterapia? . Wytłumaczyłam , że chodzi o niepełnosprawne dzieci .
- a to nie tu – usłyszałam.- No ,może niech poprze panią kierownik ośrodka pomocy społecznej.
Poszłam i poprosiłam o poparcie i co?
- a co to jest hipoterapia?
Znowu tłumaczyłam,chociaż wydaje się mi , że kto jak kto ale pracownicy gminnych ośrodków pomocy społecznej chyba najlepiej powinny się orientować jak pomóc niepełnosprawnym dzieciom. Kierownik niby słuchał ale tak na prawdę bardziej go interesowało przekładanie papierków na biurku…
Po około 15 minutach mojej opowieści -ile to może dobra przynieść-usłyszałam:
- wie pani my tu mamy pieniądze na poważne sprawy a nie na fanaberie…!!!(?)
No cóż ,na do widzenia powiedziałam panu kierownikowi , że jeżeli kiedykolwiek będę jednak prowadzić zajęcia hipoterapii to życzę mu aby nigdy nikt z jego rodziny nie musiał korzystać z moich usług.
Czy zrozumiał ? -szczerze wątpię
przecietny artykuł a temat morze trzeba wiecej sie przykładac aspirancie nie po”łepkach”i na łatwizne…..
Do Asi
Globalizujący się świat i internet spowodowały, że każdy z nas może być prosumentem. Możemy być jednocześnie producentem i konsumentem. Praca na etacie na przeszkadza, aby być także producentem np. wspomnianych ozdób ściennych, sprzedawać na allego, prowadzić bloga itp. Praca na etacie i realizowanie swoich pomysłów biznesowych po godzinach jest świetnym sposobem na dorobienie, a w przyszłości na samodzielne rozkręcanie biznesu. Osobiście popieram…
Do polki
To smutne, że taka jest niewiedza w urzędach. Jedyne co mogę poradzić, to abyś się nie zrażała i uparcie dążyła do celu. Planowana działalność jest potrzebna i rokuje nadzieję na dochody, zwłaszcza, że masz kontakt z fundacją.
Mam kilku znajomych, którzy prowadzą swój własny biznes.
I znowu muszę dokonać podziału na 2 grupy
Pierwsza to jest ta, która trafiła w samą 10′tkę z decyzją o otwarciu swojej firmy – i sama byłam świadkiem, że wcale nie miała zbytniego kapitału na jej otwarcie. W tamtych czasac nie było dotacji dla nowych przedsiębiorców (przynajmniej dla ich rodzaju działalności), albo było naprawdę ciężko je otrzymać. Tylko swoimi mądrymi decyzjami i ciężką pracą zdołali tak rozkręcić swój biznes, że dzisiaj ich firma jest naprawdę dobrze prosperującą placówką. Doskonale poznali rynek pod względem zapotrzebowania na ich produkty i na na dzień dzisiejszy nie mają najmniejszych problemów z konkurencją w obszarze swojego działania.
Druga grupa – to Ci – moi znajomi – którzy zaczynali miej/więcej w tych samych czasach rozkręcać swój biznes – i niestety do dnia dzisiejszego dosłownie mówiąc – poprostu się męcza w swoich firmach! Totalnie im się nie udało! Konkurencja wręcz ich „pożarła”. Nie mają w ogóle żadnego zbytu na swoje produkty i usługi. Raz za kiedy trafią na jakiegoś „przypadkowego” klienta.. Jednak ciągle się łudzą, że jakoś to będzie i chcą za wszelką cenę być Szefami, pragną się szczycić, że mają swoje własne firmy..
Całkowicie się zgadzam z Panem Aspirantem „F”
, że są ludzie Nakręceni – którzy doskonale się sprawdzają w swoim biznesie, oraz Etatowcy–nadający się jako dobra siła robocza dla nakręconych
Ja na przykładzie moich znajomych – wszystkich tych, którzy doskonale sobie zdają sprawę z tego, że nie są stworzeni do swojego biznesu – dostrzegam niestety jeszcze jedną grupę ludzi, a mianowicie ETATOWCÓW, którzy za wszelką cenę chcą się stać nakręconymi – a może nazwać ich „ Zakręconymi Etatowcami”
„Jak dorobić na swoim”, a w jaki sposób pomnożyć oszczędności o 22% w jeden dzień?
A dlaczego o 22%? Nie może być o 21 lub 23 procent?
o to pytanie do policjanta aspiranta, dlaczego 22%?
22 proc. kojarzy mi się z VAT-em.
strzał w złym kierunku, aby nie przeciągać tej zgadywanki powiem tak giełda i możliwości wykorzystania wiedzy innych. A wszystkim którzy by chcieli zacząć myśleć w ten sposób polecam na początek książki autorstwa Franka Bettgera.
Ja, choc pracuję jak Aspirant na etacie w „zacnej instytucji” dorabiam jak tylko mogę – szyję spódnice na zamówienie z dobrych tkanin (bo w sklepach są badziewiste i paniom sie gniotą), udzielam lekcji angielskiego dzieciom sąsiadów a przed „kupic taniej, sprzedać drożej” też się nie bronię. Nawet latem wynajmuję domek na działce zaprzyjaźnionym osobom. Niestety nie płacę za te dodatkowe dochody podatków i troche się z tym źle czuję. Nie wiedzę prostego systemu, jakiegoś ryczałtu od tych wszystkich czyności, ktory mozna by prosto zapłacić – i z głowy.
Dodaj komentarz