Dzisiaj przyglądamy się wydatkom rodziny Gadomskich. Wśród ankietowanych rodzin, Gadomscy należą do najlepiej uposażonych. Może dlatego, że oboje małżonkowie prowadzą działalność na własną rękę.
Zarabiają i wydają
Gadomscy sporo zarabiają, ale jeszcze więcej wydają. Przynajmniej tak wygląda ich grudniowy budżet. Łączne przychody czteroosobowej rodziny wyniosły 7280 zł, z czego 6000 zł stanowiły pensje obojga małżonków, a 1280 zł to premie i nagrody. Wydatki przekroczyły 9140 zł i – gdyby nie zasoby z poprzednich miesięcy – Gadomscy musieliby się zapożyczyć, aby sfinansować wszystkie swoje potrzeby.
Trzeba przyznać, że część pieniędzy Gadomscy odłożyli (500 zł przeznaczyli na wakacje), a całkiem poważną kwotą (400 zł) wsparli rodzinę, której brakowało środków do życia. Nie zaznaczyli w swoim zestawieniu, że to pożyczka, z czego można wnioskować, że potraktowali tę kwotę jako darowiznę albo prezent, zwłaszcza że przekazali ją tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Te dwie sumy (łącznie 900 zł) spowodowały, że najwięcej pieniędzy Gadomscy zapisali w kolumnie „Pozostałe wydatki”: wraz ze składkami ZUS, usługami księgowymi (za obsługę firmy) i spłatą kredytu osiągnęły one w sumie 2385,16 zł, czyli 26 proc. wszystkich kosztów poniesionych w grudniu.
To dość nietypowa sytuacja w polskich rodzinach, gdzie zwykle żywność ma największy udział w domowych budżetach. Jednak w rodzinach przedsiębiorców, jak u Gadomskich, gdzie mąż szefuje lokalnej spółce, a żona prowadzi działalność gospodarczą, następuje pewne przemieszanie budżetu ściśle domowego z księgowością rodzinnej firmy. Konsekwencją jest uwzględnianie opłat dotyczących wyłącznie działalności gospodarczej w domowym zestawieniu i traktowanie ich jako stałego kosztu, ponoszonego co miesiąc. W przeciwieństwie do wielu prowadzących działalność gospodarczą pani Gadomska korzysta z pomocy biura rachunkowego przy swojej księgowości i płaci za to prawie 220 zł miesięcznie. W teorii mogłaby zaoszczędzić rocznie prawie 3000 zł, bo istnieją nawet bezpłatne programy dla małych firm, rozprowadzane z dziennikami ekonomicznymi albo dostępne w Internecie, ale musiałaby poświęcić na to przynajmniej jeden dzień w miesiącu. Wielu moich znajomych przedsiębiorców tak sobie radzi – i nie wydaje na biuro rachunkowe, ale jednocześnie uskarża się na brak czasu dla rodziny. Być może Gadomska ma rację pod tym względem…
W grudniu zaszaleli
W grudniu Gadomscy przeznaczyli na żywność 2025,83 zł, czyli ponad 22 proc. sumy wydatków. Cała rodzina żyje szybko, dużo pracuje i ma niewiele czasu dla siebie, stąd zdarza się im korzystać z restauracji i barów szybkiej obsługi. To zrozumiałe, bo obaj chłopcy (w wieku 9 i 6 lat) chętnie odwiedzają McDonald’s, a że mama nie ma czasu, aby ugotować obiad, to udaje się namówić rodziców na wyjście do restauracji. Starszy syn, Kuba, je obiady w szkole, a młodszy, Jaś, żywi się w przedszkolu. Zapędzeni rodzice też stołują się na mieście, a rodzinne wyjście na obiad do restauracji tuż po świętach pokazuje, że Gadomscy nie są przesadnie przywiązani do tradycyjnego obchodzenia Bożego Narodzenia.
Zakupy spożywcze robią Gadomscy w miarę systematycznie i odwiedzają zarówno tanie sklepy dyskontowe (Lidl), jak i drogie delikatesy (Piotr i Paweł). Wydatków na żywność nie rejestrują zbyt dokładnie, zaokrąglają kwoty, co wskazuje na dużą swobodę w gospodarowaniu finansami.
Prezenty świąteczne, okazjonalne zakupy, zabawa sylwestrowa pochłonęły łącznie aż 1720 zł, czyli niemal 19 proc. wszystkich grudniowych kosztów. Sama zabawa sylwestrowa kosztowała Gadomskich 400 zł. Akurat przy takich wydatkach oszczędności trudno poczynić.
Poważną pozycję w budżecie Gadomskich jest transport i łączność – łącznie 1546,54 zł, czyli prawie 17 proc. całości. Zwykle co najmniej raz w tygodniu tankują paliwo za około 150 zł, bo dużą jeżdżą w sprawach służbowych, a poza tym zawożą i odbierają synów ze szkoły i z przedszkola, a zdarza się im też zapłacić mandat. Dużo zapłacili za telefony – ponad 405 zł za dwie komórki i 250 zł za stacjonarny. Wynika to z licznych i długich kontaktów obojga małżonków z klientami i z kontrahentami. Można się domyślać, że rachunki za telefony są wliczane (przynajmniej w części) w koszty działalności gospodarczej pani Gadomskiej i dlatego Gadomscy nie starają się o najtańsze taryfy, bo mogliby tu coś zaoszczędzić. Płacą też oddzielnie za Internet i za telewizję, a być może mniej wydawaliby na tzw. usługę potrójną (triple play), czyli telefon, telewizję i Internet, oferowaną przez operatorów w wielu dużych miastach.
Wydatki na mieszkanie składały się z dwóch pozycji: czynszu (prawie 620 zł) i rachunku za prąd (około 240 zł), co stanowiło 9,5 proc. miesięcznych wydatków.
Mniejsze pozycje w budżecie to higiena osobista (270 zł – głównie fryzjer, niezbędny, aby szałowo zaprezentować się podczas balu), edukacja (opłata za przedszkole i zakup komiksów), a także zakup obuwia (80 zł). Dwie ostatnie pozycje, czyli edukacja oraz odzież i obuwie zapewne pojawiły się także w postaci książek i ubrań wśród wspominanych prezentów świątecznych.
Starcza na wszystko – także na przyszłość
Budżet Gadomskich – choć w grudniu zanotowali „stratę”, czyli przewagę wydatków nad przychodami, w wysokości ponad 1860 zł – wskazuje, że rodzina żyje na dość wysokim poziomie i w zasadzie nie musi sobie niczego odmawiać. Jest nawet w stanie odłożyć pieniądze na wakacje, a także bezinteresownie pomóc potrzebującym krewnym. Jak wielu polskich drobnych przedsiębiorców, Gadomscy intensywnie pracują i poświęcają wiele czasu na kontakty z klientami. Mogłoby to mieć niekorzystny wpływ na wychowanie obu synów, jednak rodzice starają się poświęcić im jak najwięcej uwagi, a weekendy rezerwują na życie rodzinne.
Gadomscy są stosunkowo młodymi ludźmi, więc mają sporo czasu, aby zapewnić sobie godziwą emeryturę. Na razie za wiele nie myślą, z czego będą żyli na starość, ale i tak rozłożyli ryzyko, bo tylko jedno z nich prowadzi własny biznes, a drugie jest zatrudnione na etacie. Wiadomo przecież, że polscy drobni przedsiębiorcy płacą minimalne składki ZUS, a więc i emerytury będą mieli co najwyżej skromne. Za to przyzwoity etat zapewni lepsze zabezpieczenie emerytalne.
Biznes od najmłodszych lat
Działalność gospodarczą powinno się moim zdaniem prowadzić od najmłodszych lat. Dzisiaj, gdy poprzez komputer mamy dostęp do globalnego rynku, prowadzenie działalności jest łatwiejsze niż dawniej chociaż mamy do czynienia z większą konkurencją. Znam nastolatków, którzy z powodzeniem zarabiają zupełnie przyzwoite pieniądze wykorzystując właśnie komputer. Jeden z nich tworzy dość zaawansowane strony internetowe. Dostaje za swoją pracę całkiem niezłe pieniądze. Niedawno chwalił mi się, że jak dalej będzie mu tak dobrze szło, to zarobi więcej niż jego nauczyciel.
Inny nastoletni znajomy zarabia na gumce od majtek. Dosłownie. Wyczytał gdzieś w Internecie, że fotografowie, podróżnicy, narciarze potrzebują tzw. ball bungee, bardzo przydatnego ustrojstwa do mocowania różnych przedmiotów. Ball bungee to plastikowa kulka z otworem przez który przechodzi kawałek gumki tworzącej pętle. Konstrukcja prosta jak przysłowiowa budowa cepa, a przy tym bardzo przydatna w życiu codziennym. Ball bungee ułatwia np. fotografom mocowanie lamp błyskowych do różnych przedmiotów, podróżnikom, narciarzom przydaje się w plecaku. Niedawno widziałem matkę prowadzącą wózek do którego miała ową gumką przymocowaną butelkę.
Ball bungee jest już w USA do kupienia w każdym supermarkecie. U nas, nie wiedzieć czemu, kulki z gumką w sklepach nie uświadczysz, co najwyżej w sklepach internetowych po 5 złotych za sztukę. Mój nastoletni znajomy odwiedził hurtownię pasmanteryjną, kupił kilkaset metrów czarnej okrągłej gumki i cały zapas czarnych, dużych guzików zwanych chyba kołkami. Guziki mają dwa otwory, są długie na 5 cm i znakomicie zastępują oryginalną kulkę. Młody przedsiębiorca tworzy własnoręcznie takie zmodyfikowane ball bungee, którego jednostkowy koszt wynosi ok. 80 groszy, a w jego sklepiku internetowym kosztują po 3 zł za sztukę.
Młodzi ludzie mają nad innymi te przewagę, że po opłaceniu podatku ponoszą znacznie niższe koszty. Są na utrzymaniu rodziców, nie płacą ubezpieczenia, praktycznie nie mają kosztów stałych. Są przez to bardzo konkurencyjni i mogą łatwiej realizować strategię tzw. niszy rynkowej polegającej na wchodzeniu w te obszary, których innym nie opłaca się zajmować lub są jeszcze wolne i nie odkryte. Strategię niszy rynkowej wiele małych firm realizuje często nieświadomie. Jeśli jednak zaczniemy się rozglądać na rynku w poszukiwaniu niszy okaże się, że jest jeszcze sporo obszarów do zagospodarowania.
Pomysły z sieci
Kopalnią wiedzy i pomysłów jest Internet. Sam niedawno, oglądając krótki filmik z serii zrób to sam, wykonany przez amatora, wpadłem na pomysł produkcji czegoś nowego, co mogę przez Internet sprzedawać w krajach Unii Europejskiej (nie ma cła). Nie będę Wam zdradzał szczegółów, ale jestem pewien, że jeśli rozejrzycie się w branży, którą dobrze znacie, to też znajdziecie coś dla siebie.
Podsunę Wam za to pomysł na biznes, nie będący może niszą rynkową, ale możliwy do realizacji. Potrzebne są proste narzędzia ręczne, niezawodna wiertarka i wkrętarka. Przydałby się niewielki samochód dostawczy, ale to nie problem, bo zawsze pozostaje transport komercyjny. Otóż z łatwością możecie budować szafy wnękowe, na które jest i będzie popyt w mieszkaniach i biurach. Wydawałoby się, że to biznes dla dużych firm, dobrze wyposażonych stolarni itp. Nic bardziej mylnego. Trzeba tylko dobrze mierzyć, przeliczać, przykręcać.
W każdym większym mieście jest hurtownia płyt meblowych, która dostarcza materiał dokładnie na wymiar. W innym miejscu kupujemy systemy wózków i okuć przesuwnych. U klienta dokonujemy dokładnych pomiarów, wszystko dobrze planujemy. Przycinamy materiał co do milimetra w hurtowni i zwozimy przycięte płyty do klienta. Wszystko montujemy na miejscu z użyciem prostych narzędzi. Tak postępują wszyscy tzw. fachowcy. Osobiście ten proces wypróbowałem i zapewniam Was: nie jest to trudne.
Przy okazji poznałem tajemnicę budowy mebli kuchennych. W tym przypadku trzeba mieć specjalne wiertło do śrub tzw. konfirmatów (kosztuje kilkadziesiąt zł). Wszystko rozmierzamy, dokładnie planujemy i w hurtowni zamawiamy płyty na wymiar. Sam zbudowałem tak piękne meble kuchenne mając do dyspozycji wspomniane wiertło i wkrętarkę akumulatorową. Hurtownia sprowadziła mi drzwiczki i tanim kosztem wyposażyłem kuchnię.
A może spróbować na swoim…
Dość łatwo przewidzieć nasz standard życia pracując na etacie. Duże dochody z pracy etatowej przewidziane są dla nielicznych. Dla uproszczenia możemy przyjąć dochody na poziomie średniej krajowej. Gdybyśmy wszystkie pieniądze odkładali na konto i żyli samym powietrzem, to w ciągu roku nie zarobimy nawet na samochód. Dlatego zawsze zachęcam do podejmowania dodatkowej działalności gospodarczej, która może być ścieżką ku wolności finansowej. Jeśli nasza dodatkowa działalność będzie kolidować z pracą etatową oznacza to, że czas na samodzielną karierę w biznesie. Taka kolizja jest dobrym prognostykiem na sukces finansowy. Powodzenia!
Wasz aspirant Fortuna
![]()
Komentarz eksperta
Profesor Adam Noga
Akademia Leona Koźmińskiego
W zamieszczonym tekście dostrzegam kluczowy problem współczesnych polskich gospodarstw domowych: budowanie ich przyszłości musi się coraz bardziej wiązać z zakładaniem własnej działalności gospodarczej. Atrakcyjne możliwości wydatkowania pieniędzy i podnoszenia swojego poziomu życia trudno zaspokoić tylko przy pomocy niezbyt wysokiej i niepewnej płacy z pracy najemnej. Nawet inteligentne racjonalizowanie wydatków, jak to czyni rodzina Gadomskich, nie jest wystarczającą drogą do sukcesu.
Dopiero własna działalność gospodarcza może stanowić rozwiązanie, zapewniające w pewnych okolicznościach wyższe dochody – choć przy wyższym ryzyku i na ogół znacznie większym nakładzie pracy. Powstaje pytanie, w jaki sposób należy zabrać się do działalności gospodarczej, aby osiągnąć wyższe dochody. I to nie tylko, jak to zrobić technicznie i ekonomicznie, bo w tych sferach stosunkowo łatwo postępować według znanych procedur, i nietrudno uzyskać sensowną poradę. Rzeczywistym wyzwaniem jest znalezienie takiej działalności, która – najprościej mówiąc – udałaby się, czyli przyniosłaby powodzenie finansowe. Choć jest to obszerna tematyka, wymagająca odrębnego komentarza, to w tym miejscu warto zwrócić uwagę, że sukcesy w działalności gospodarczej są często efektem powtórzenia pomysłów innych osób lub – co nawet zapowiada większą skuteczność – stanowią połączenie istniejących rozwiązań z własnymi ideami.
12 lut
4 maj
2 maj
24 kwi
17 kwi
29 mar
14 mar
28 lut
5 sty
13 kwi
6 komentarzy
W tym nietypowym do analizy (święta, święta…) miesiącu, rodzina Gadomskich zdecydowanie pod kreską. Dobrze, że pensje całkiem przyzwoite, więc pewnie na kontach sporo odłożone – można było skorzystać z owych oszczędności, nie zaciągając żadnych kredytów. Mam jednak nadzieję, że rozrzutność nie jest przywarą tejże rodziny, i w innych miesiącach odbijają to sobie, gospodarując rozsadnie, myśląc przy tym o przyszłości. W rodzinie tej jest dwoje dzieci – gdybym ja miała do dyspozycji dochód jaki ma owa rodzina, z pewnością założyłabym dziatwie jakieś lokaty, pomyślałabym o ubezpieczeniu (nie widziałam tam takich pozycji, ale może „ukryte” były pod innym pojęciem?). Póki co, nam wystarczyć musi skarbonka, do której wrzucamy „złocisze” (1/2/5 gr).
Przyznam, że przez ostatnie miesiące żyć musiałam za kwotę, która zepchnęła mnie gdzieś w odmęty ubóstwa. Łączne MIESIĘCZNE wynagrodzenia rodziców G. dawały sumę, która stanowiła mój ROCZNY dochód (plus minus), trudno zatem „wznieść mi się ponad poziomy”, wczuć w codzienność rodziny G. i wysunąć logiczne wnioski. Do pozycji „wydatki na samochód” w ogóle nie mogę się odnieść, bowiem jest to temat absolutnie mi obcy. Jam niemobilna, niezmotoryzowana, niezorientowana…
Na pewno stałe wydatki zawyżone są tutaj przez koszty prowadzonej działalności, aczkolwiek kiedy wziąć pod uwagę możliwość odliczeń z tego tytułu – państwo Gadowscy pewnie nie są na tym stratni. Telefon, mniemam, używany jest zarówno do celów osobistych, jak i spraw służbowych – rachunki więc mają prawo być wysokie. Ja nie mogłabym sobie tak pofolgować – zasiłek wychowawczy na dwójkę dzieci (który pobierałam do niedawna) to 400 zł. Cóż, niektórzy za to żyją (czyt.: wegetują), inni rozmieniają to na słowa (telefonują). Ja bieduję, państwo G. żyją na przyzwoitym poziomie. Ale ja mam czas by kształtować osobowość swoich dzieci – na tamtych rodzicach spoczywa sporo innych (zawodowych) obowiązków, większa presja. Zawsze coś za coś… Sami ustawiamy priorytety w swoim życiu. Nie dane mi było spróbować życia, jakie prowadzi rodzina G., dlatego nie wypowiem się, co – dla mnie – jest korzystniejsze…
Pokaźną sumę wydali także na bożonarodzeniowe prezenty. My miast kupować, poświęcamy swój czas i sami szykujemy, własnoręcznie, świąteczne kartki i upominki. Czas także ma swoją cenę – może gdyby było mnie stać – buszowałabym po sklepowych półeczkach? Póki co – wprawiamy się manualnie, angażujemy, zostawiamy w upominkach cząstkę siebie…
Prąd 240 zł to także spora suma jak na opłatę jednomiesięczną. Ale pomyślałam, że może przedpłacili kilka rachunków? Albo – hmm… mają duuuuuuży dom, a w nim sporo rzeczy „ładowanych” elektrycznością?
„Zakupy spożywcze” to też zbyt ogólne pojęcie, by móc odnieść się do tego, nad czym warto by popracować w sferze gospodarności i oszczędności (a może wszystko odbywa się w „granicach rozsądku” i na poziomie, na jaki dana rodzina faktycznie może sobie pozwolić). Na pewno moja ocena nie byłaby adekwatna do poziomu na jakim gospodaruje rodzina G. – na zbyt wielu rzeczach ja muszę oszczędzać, by zrozumieć warunki wspomnianej rodziny.
Chwali się, że państwo Gadomscy dostrzegają w swoim otoczeniu osoby, którym potrzebne jest wsparcie. 400 zł wydane na pomoc rodzinie, to suma, która grudniowo uszczupliła budżet Gadomskich, ale pomnożyła ich empatię, wzbogaciła człowieczeństwo. Mam nadzieję, że – skoro mowa o potrzebujących, a komentarz ten piszę w okresie rozliczeń podatkowych – pamiętają także o odliczaniu 1 % z należnego podatku (w ogóle to: czy przedsiębiorcy także mają taką możliwość?).
O „przyszłościowym” myśleniu świadczy fakt, że już w grudniu odłożyli sumę na wakacyjne wojaże. Ziarnko do ziarnka… Teraz jeszcze warto pomyśleć o jakiejś lokacie na ten cel. Niechaj pieniądz na siebie pracuje, a nie leży bezczynnie w kredensie. A procenty przeznaczyć można na jakieś letnie frykasy dla dzieci.
Ehh, z lubością, ale i lekką zazdrością czytam komentarze o pomysłach na zarabianie (choćby w internecie). Dziękuję, Drogi Fortuno, za szlifierko-polerkę. Można ją fantastycznie wykorzystać w celach zarobkowych, aczkolwiek akurat mnie Stwórca poskąpił manualnych talentów. Techniczna sierota ze mnie, i tyle… Ciągle też szukam „pomysłu na siebie”. Od ponad czterech lat sprawuję opiekę nad dziećmi, zdana praktycznie sama na siebie, dlatego z listy moich zalet wykreślić całkowicie musiałam „dyspozycyjność”. Łapię się, czego się da… Sprzątanie (gdy mogę zabrać tam ze sobą dzieci), jakieś korepetycje, w okresie wiosenno-letnim – sprzątanie grobów (smyki baraszkują na świeżym powietrzu, ja zarabiam), pomoc w zeznaniach podatkowych, krzyżówki, konkursy, wszystko co się da (i nie koliduje to z macierzyństwem pełnoetatowym, dwudziestoczterogodzinnym). Dopiero w lutym tego roku założyłam sobie internet (nie stać mnie było na kolejną stałą pozycję po stronie moich miesięcznych wydatków) – a już mi się zwraca ta kwota (choćby dzięki nagrodom konkursowym). Marzę, że uda mi się dzięki temu znaleźć też jakąś „elastyczną metodę zarobkowania” – z zapałem więc i wielką ciekawością czytam Twoje, Fortuno, propozycje, pomysły, sugestie… Może natchniesz mnie i będziesz inspiracją czegoś, co pozwoli mi odbić się od dna? Bo – przyznam szczerze – giętki umysł i silne, sprawne, chętne do pracy ręce, to nie wszystko… Potrzebny jest jeszcze niezły POMYSŁ (a smykałki i głowy do interesów nie odziedziczyłam genetycznie, niestety)…
Witam Panie Aspirancie,
a meritum sprawy jest takie, że wracamy do dawnych pomysłów naszych rodaków, ale dlaczego dopiero po tym, jak ta moda przyszła do nas z Zachodu, chociaż my sami byliśmy jej prekursorami dużo wcześniej? Trzeba zacząć skuteczniej wspierać polską innowacyjność, przedsiębiorczość i tutaj naprzeciw wychodzą fundusze i programy unijne, z których warto skorzystać i taka wiedza przydałaby się każdemu Kowalskiemu, mi także, jak skutecznie wnioskować a następnie skorzystać z tych środków by móc zrealizować swoje pomysły 

znam też jednego przedsiębiorcę, który dosłownie zaczynał od zera, na Cyprze zdobył nieco doświadczenia, a następnie sam zaczął profesjonalnie tworzyć strony internetowe, choć teraz nieco jego standing finansowy „podupadł”, szuka nadal swojej niszy rynkowej i mam nadzieję, że to mu się uda
pozdrawiam
a propos restauracji typu fastfood, miałem okazję niedawno rozmawiać z osobą specjalizującą się w zakresie ekonomii oraz ekonomiki sektora żywnościowego (ogólnie rzecz biorąc) i dowiedziałem się dlaczego podawana jest cola do posiłków w tego typu restauracjach. Otóż żywność ta jest ciężko strawna dla naszego żołądka i bez popijania jej colą mamy uczycie ciężkości i krótko mówiąc składniki tego napoju pomagają w lepszym trawieniu fastfoodów. Natomiast jeśli chodzi o to, co jest dodawane np. do frytek by miały one lepszy smak (czy aromat), to jest to ekstrakt pochodzenia zwierzęcego (po szczegóły odsyłam na liczne portale internetowe – jednak trzeba nieco patrzeć na niektóre informacje z przymrużeniem oka). Jak wszyscy wiedzą, żywność tego typu jest niezdrowa, przykładem jest skutek jej jedzenia: otyłość, choroby układu krążenia powodowane złym stylem żywienia i brakiem prowadzenia aktywnego trybu życia, szczególnie widoczne jest to u społeczeństwa amerykańskiego, w naszym społeczeństwie niestety ta tendencja staje się również bardzo popularna.
Jakiś czas temu, przez przypadek dowiedziałem się, że Polacy w okresie PRL-u (i wcześniej też) korzystali z opakowań wielokrotnego użytku, toreb papierowych na zakupy spożywcze – byliśmy wtedy bardzo pro-ekologiczni, ze względu na „zasobność portfela” (mimo tego, że miało się dużo gotówki, to nie miała ona dużej siły nabywczej ), brak towarów w sklepach, liczne kolejki itd. (nie miałem okazji sprawdzić tego w praktyce, przytaczam tylko przykłady zasłyszane od starszego pokolenia) w odróżnieniu od Zachodu. Później polska gospodarka (po 1989) z gospodarki centralnie sterowanej stała się rynkową, dotarły do nas z Zachodu torebki foliowe – zmora dzisiejszego świata. Teraz jak się okazuje wracamy do czasów ekologii i dobrze
Troszkę odbiegłem od tematu.
Rodzina Gadomskich jest przykładem rodziny, która jak jest wspomniane w artykule: „szybko żyje”, nie ma czasu na domowe obiady czasem nawet na poświęcenie wystarczającej ilości czasu dla swoich pociech – to niestety jest bolączka nie tylko tej rodziny, ale setek, tysięcy rodzin żyjących zarówno w Polsce i na świecie, i warto tutaj pomyśleć jak skutecznie zarządzać swoim czasem, a nawet warto zatrzymać się na chwilę i zastanowić się co tak naprawdę jest dla nas ważne i czy pogoń za pieniądzem (pieniądze są ważne, ale podobno szczęścia nie dają, na pewno jednak są środkiem do realizacji celów) spełnia wszystkie nasze potrzeby czy są one nieco inne, bardziej złożone. Dlatego cieszę się, że Państwo Gadomscy zabieganie w dni robocze nadrabiają w weekendy, co na pewno zaprocentuje w lepszych relacjach rodzinnych
Ciekawe, Pan Aspirant daje rady, a propos wykorzystania wkrętarki i wiertarki, to bardzo dobry pomysł na wymianę mebli w kuchni, chyba też spróbuję, bo poza niższymi kosztami pozostanie zadowolenie z tego, że coś się zrobiło samemu
He he
Zajrzałam tu, żeby dodać jeszcze trzy grosze od siebie o torebkach wielokrotnego użytku (wróciłam właśnie z zakupów i pomyślałam, że czasem – z gapiostwa – niepotrzebnie wydaję parę groszy )… ale Pan Piotr mnie ubiegł…
Zresztą przy temacie rodziny Gadomskich takie małe sumy raczej nie mają znaczenia. Aczkolwiek pozycja „zakupy spożywcze” częstokroć dzięki pamiętaniu o własnej (ekologicznej) torbie mogłaby być nieco niższa. Każdego dnia, każdego miesiąca – i w skali roku możnaby za to kupić coś użyteczniejszego…
Dziękuję, Panie Piotrze, wzajemnie
Jeśli chodzi o rodzinę Gadomskich: pierwsze, co nasuwa mi się na myśl, to to, że taniej byłoby zatrudnić gospodynię domową; zaoszczędzili by na wydatkach związanych ze stołowaniem się w barach, a zyskaliby zdrowe odżywianie się. Posiłki w barach do najtańszych nie należą. Wydatki na gosposię wyniosły by rodzinę 500 zł, wydaje mi się, że to tydzień stołowania się w barze. Przy takim trybie życia dbanie o zdrowie to podstawa! „Miła starsza pani” przy okazji uczyniłaby dom piękniejszym, pomagając w sprzątaniu. Myślę, że prowadząc własną działalność gospodarczą mogliby obniżyć swoje koszty związane z płaceniem rachunków za telefon. Mamy teraz tylu operatorów sieci komórkowych, u których możemy znaleźć dużo atrakcyjniejsze opłaty abonamentowe. Posiadając własną działalność mamy sporo więcej ofert tańszych planów taryfowych, niż będąc osobami indywidualnymi. Powinni też pomyśleć nad tym, by spędzać więcej czasu z rodziną, nie tylko pracą człowiek żyje. Wiem jak ważne jest w życiu mieć pod ręką swoich bliskich i móc na nich liczyć. Zapracowani rodzice zapominają jak istotne jest dla dziecka mieć rodziców nie tylko od święta. Miłości nie da się kupić! Tak naprawdę to rodzice uczą nas życia, tradycji, wiary, miłości…
Dodaj komentarz