Koledzy z pracy i znajomi często pytają mnie, jak zapewnić sobie godziwą emeryturę. Wiadomo bowiem – i tak jest nie tylko w Polsce – że emerytura jest zawsze niższa od naszych dochodów z pracy. Aby ta emerytura była godna, tak naprawdę trzeba o niej myśleć już u progu kariery zawodowej, zwłaszcza, że przewidywania ekspertów są alarmujące. Jeśli rządy nie zreformują systemów emerytalnych, to za kilkadziesiąt lat zabraknie pieniędzy na wypłaty. Kolegom i znajomym odpowiadam więc krótko: umiesz liczyć, licz na siebie i na emeryturę zacznij odkładać już dzisiaj.

IKE na bocznym torze

Społeczeństwo się starzeje. Coraz więcej osób przechodzi na emeryturę, a relatywnie mniej ludzi pracuje. W Polsce na jednego emeryta przypada czterech pracujących, a za dwadzieścia lat będzie to tylko dwóch. Komisja Europejska szacuje, że za pół wieku liczba ludzi starszych w Europie wzrośnie o 80 proc., a pracujących będzie o 18 proc. mniej. Instytucje międzynarodowe radzą – nie tylko zresztą nam – aby wydłużyć wiek emerytalny, zrównać go dla kobiet i mężczyzn, ograniczyć przywileje emerytalne np. służbom mundurowym, wprowadzić zachęty do indywidualnego odkładania na emeryturę. U nas rząd ma co robić, bo wynaturzeń nie brakuje. Mam wielu kolegów emerytów, byłych policjantów, którzy przestali pracować w wieku np. 50 lat. Wprawdzie mają z czego żyć, ale widzę, jak się męczą bez konkretnego zajęcia. Łapią się różnej roboty, czasem w szarej strefie, żeby robić cokolwiek.

Uczciwie mówiąc, w naszym systemie finansowym brakuje zachęt do indywidualnego odkładania na emeryturę. Specjaliści twierdzą, że zachętą mogłaby być likwidacja tzw. podatku Belki (od dochodów kapitałowych). Wprawdzie Indywidualne Konta Emerytalne zwolnione są z podatku, ale podobno wskutek kilku innych uciążliwości (np. blokada środków przez pierwsze pięć lat) nie spotkały się z większym zainteresowaniem. Moim zdaniem, główną przyczyną jest brak świadomości rodaków, że sami muszą zadbać o swoją przyszłość oraz wysoka skłonność do konsumpcji, być może powodowana nadrabianiem zaległości za lata wyrzeczeń jeszcze za komuny. Z IKE korzysta zaledwie 6 proc. pracujących Polaków, którzy zgromadzili na kontach 1,8 miliarda złotych. Na kontach Pracowniczych Programów Emerytalnych jest około 4 miliardów zł. W sumie bardzo mało.

A tak na marginesie dodam, że po kilku latach poszukiwań, bankowcom udało się ten podatek ominąć wprowadzając lokaty z polisą ubezpieczeniową i lokaty jednodniowe, co jeszcze bardziej odsunęło IKE na boczny tor. Sukces polis lokacyjnych pokazuje, że Polacy nie chcą płacić podatku od dochodów kapitałowych i jednocześnie wolą oszczędzać „na krótką metę”, tj. z perspektywą roku – dwóch lat. Lokaty jednodniowe to z kolei sztuczka bankowa wymyślona wyłącznie po to, aby ominąć podatek. Sam z tej lokaty korzystam i z przyjemnością patrzę na internetowe konto, gdy codziennie cyka mi 1,41 zł. Kwota może i niewielka, ale po miesiącu mam 42 zł, a rocznie 516 zł od zdeponowanych 11 tys. zł. Gdybym te pieniądze umieścił na tradycyjnej lokacie, zapłaciłbym 98 zł podatku Belki. Lokata jednodniowa automatycznie się odnawia, więc można powiedzieć, że jest bezterminowa, w dodatku w każdej chwili mogę ją zatrzymać i wypłacić zdeponowane pieniądze.

Połowa wypłaty

Pomysłodawca lokaty jednodniowej wyszedł z założenia, że jeżeli wartość odsetek od lokaty przekracza kwotę 2,5 zł, wówczas bank zaokrągla podstawę opodatkowania w dół. Kwota, od jakiej liczony jest podatek Belki, wynosi więc 2 zł (przy kwotach powyżej 2,5 zł bank zaokrągla w górę do 3 zł). Mój bank tak ustawił oprocentowanie lokaty jednodniowej (4,5 proc.) i wartość zgromadzonego kapitału (od 10 do 20 tys. zł), aby podstawa opodatkowania wyniosła poniżej 2,5 zł, a po zaokrągleniu 2 zł. 19 proc. podatek Belki od tej kwoty wyniesie 38 groszy i bank go nie pobiera, gdyż podatek jest zaokrąglany do zera. Jeśli na jednodniowej lokacie zdeponujemy 10 tys. zł, wtedy dzienne odsetki wyniosą 1,23 zł, a 19 groszy podatku jest zaokrąglane w dół i w rezultacie podatku nie płacimy. Przy lokacie 20 tys. zł dzienne odsetki wyniosą 2,47 zł i podatku także nie będzie.

Oszczędzając w ten czy inny sposób na emeryturę nie warto – moim zdaniem – podpisywać umów wieloletnich. W ofertach różnych instytucji finansowych jest wiele możliwości inwestowania na 10, 20 lub 30 lat. Zgromadzony kapitał – na papierze – ładnie przyrasta po 30 latach i łatwo złapać się na haczyk doradcy finansowego. Moim zdaniem inwestowanie długookresowe powinno się ograniczyć do kilkunastu lat, choćby dlatego, że na rynkach finansowych – podobnie jak w gospodarce – stale pojawiają się innowacje, które powodują, że dawne rozwiązania są mniej atrakcyjne od nowych. Przykładem mogą być wspomniane lokaty jednodniowe lub lokaty z ubezpieczeniem na życie wprowadzone na nasz rynek w latach 1990-tych. Wiele osób się z nich wycofało, bo samo „autocasco na życie” z biegiem czasu przestało być atrakcyjną ofertą. Rynki finansowe żyją, stale trwają poszukiwania nowatorskich rozwiązań, nowych sposobów zarabiania pieniędzy, dlatego lepiej obserwować zmiany i lokować kapitał w różnych koszykach, niż wiązać się z danym instrumentem na całe życie zawodowe.

Według danych Ministerstwa Pracy nasze przyszłe emerytury będą skromne. Mężczyźni urodzeni w latach 1953-63 będą dostawać 60-65 proc. ostatniej pensji. Kobiety są w jeszcze gorszej sytuacji. Ich emerytura wyniesie od 45 do 50 proc. ostatniej pensji. Trzeba więc każdą kwotę odkładać na stare lata. Osobiście jestem zwolennikiem inwestowania w nieruchomości. Jeśli mamy odpowiednie warunki lokalowe, warto zainwestować w niewielkie mieszkanie. Najlepiej na kredyt. Bank nam nie odpuści i będziemy musieli spłacać ratę kredytu wraz z odsetkami. To będzie nasza składka emerytalna, tym bardziej korzystna, że w sprzyjających okolicznościach sfinansuje ją nam lokator wynajmujący mieszkanie. Jeden z moich znajomych właśnie kupuje na kredyt już drugie mieszkanie. Inwestuje w małym mieście, bo ceny są tam znacznie niższe niż w stolicy województwa. Kombinuje bardzo dobrze: kiedyś zamieszka w tym miasteczku, a obecne, dwupoziomowe mieszkanie sprzeda.

Hipoteka do góry nogami

W przyszłości mieszkanie może być naszym mikrofunduszem emerytalnym lub swoistym bankomatem. Trwają właśnie prace nad wprowadzeniem tzw. odwróconej hipoteki i zapewne roczniki, które teraz są w trakcie kariery zawodowej, będą na emeryturze korzystać z tej oferty. Odwrócona hipoteka jest popularna zwłaszcza w USA (138 tys. umów w 2009 r.). Właściciel mieszkania mający 60-62 lata podpisuje z bankiem umowę, że po jego śmierci lokal przechodzi na własność banku. W zamian lokator otrzymuje z banku comiesięczną rentę. Jeśli więc na emeryturze będziemy mieli dodatkowe mieszkanie, wolne już od hipoteki, wtedy możemy zawierać układ z bankiem, aby uwolnić gotówkę zamrożoną w nieruchomości. Oczywiście możemy sami dysponować mieszkaniem sprzedając je na wolnym rynku, wynajmując itp. Trudno powiedzieć, czy odwrócona hipoteka zyska akceptację na naszym rynku. USA nie są dla nas dobrym porównaniem, bo w kraju mamy głód mieszkaniowy, inne relacje rodzinne i tradycję dziedziczenia wszystkiego.

Na emeryturę można zbierać na sto sposobów. Można inwestować w nieruchomości, odkładać na konto i korzystać z dobrodziejstwa procentu składanego, inwestować w fundusze lub samemu na giełdzie. Najważniejsze jest, aby nasz trzeci lub czwarty filar emerytalny był stale zasilany gotówką. Tylko systematyczne odkładanie na nasz mikro fundusz emerytalny da nam gwarancję w miarę godnego życia na emeryturze. ZUS i OFE nam tego nie zapewnią.

Wasz aspirant Fortuna

Prywatne gromadzenie oszczędności jest obciążone istotną wadą. Konieczna jest świadomość oszczędzającego, iż prawdopodobieństwo dożycia przez niego wieku starczego jest wysokie. Świadomość taka jest w istocie niewielka – większość ludzi żyje w złudnym przekonaniu, iż „jakoś to będzie”. Jednocześnie konieczna jest rezygnacja z części bieżącej konsumpcji, co nie zawsze wydaje się możliwe, szczególnie w przypadku osób niewiele zarabiających. Bieżące potrzeby bywają na tyle silne, że uniemożliwiają gromadzenie oszczędności. Dlatego oparcie systemu emerytalnego o prywatne, dobrowolnie gromadzone oszczędności jest właściwie niewykonalne. We współczesnych państwach możliwość powrotu do tego mechanizmu jest jednocześnie utrudniona przez naleciałości historyczne – zaangażowanie państwa w świadczenie usług emerytalnych na tyle zakorzeniło się w świadomości społecznej, iż jest traktowane jako jego obowiązek.

Od 1 stycznia 1999 roku polski system emerytalny oparty jest na trzech elementach zwanych filarami. Pierwszy filar tworzy ZUS, który ma zabezpieczyć podstawowe świadczenia emerytalne. Jest on powszechny, obowiązkowy i gwarantowany przez państwo. Drugi filar systemu emerytalnego tworzą Otwarte Fundusze Emerytalne (OFE). Trzeci filar jest dodatkowym, dobrowolnym uzupełnieniem przyszłej emerytury poprzez gromadzenie pieniędzy np. na Indywidualnym Koncie Emerytalnym (IKE).

W obowiązujących zasadach emerytalnych wysokość świadczeń zależy od kwoty pieniędzy zgromadzonych przez lata w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych i w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Ile odłożymy w trakcie pracy zawodowej, tyle w przyszłości otrzymamy w postaci emerytury. W momencie przejścia na emeryturę suma zgromadzonych składek dzielona jest przez statystyczną długość życia podawaną przez GUS. W ten sposób wyliczana jest miesięczna wysokość emerytury. Każdy dodatkowy rok pracy oznacza emeryturę wyższą o 7-10 proc.

W krajach OECD bardzo duża, często dominująca część wydatków społecznych, to wydatki emerytalne. Powszechnym problemem w tej grupie krajów jest niewydolność finansowa systemów emerytalnych. Skala wydatków na ten cel (średnia w krajach OECD w 2000 r. wynosiła 7,4 proc. PKB) oraz jej spodziewany przyrost (według przewidywań na 2050 r. – 10,6 proc. PKB) powodują, że funkcjonowanie systemów emerytalnych znacząco wpływa na sytuację gospodarczą. Dotyczy to zwłaszcza poziomu bezrobocia oraz tempa wzrostu gospodarczego.

Odwrócona hipoteka (ang. reverse mortgage) przeżywa rozkwit w USA. W 2002 r. 8,6 tys. osób podpisało umowę z bankiem na wypłatę świadczeń w zamian za przejęcie nieruchomości. W 2009 r. podpisano już 138 tys. takich umów.