Zwykle pod koniec każdego roku Krajowy Rejestr Długów publikuje informacje o najbardziej zadłużonych Polakach. Według KRD najwięcej zobowiązań ma pewien mieszkaniec Mazowsza, którego długi przekroczyły 80 milionów złotych. Niewiele wiadomo o tej osobie, ale przypuszczam, że to przedsiębiorca ze sporym zasobem nieruchomości. Zwykłemu śmiertelnikowi banki, instytucje finansowe, firmy czy osoby prywatne nie pożyczyłyby takich pieniędzy. Swoją drogą, to nie chciałbym być w jego skórze, bo jak wynika z rocznych sprawozdań KRD, pętla zadłużenia zaciska się w tym przypadku z prędkością kilku milionów zł rocznie.
Magia zakupów
Przeciętnemu śmiertelnikowi nikt tak ogromnych pieniędzy nie pożyczy, ale nawet niewielkie kwoty trzeba umieć pożyczać. Niektórzy ludzie podczas zakupów mają w sobie coś z hazardzisty. Pewien mój znajomy jest maniakalnym konsumentem, niemal zakupoholikiem. Nie potrafi oprzeć się świecącym pokusom i reklamom zachęcającym do kupna kolejnej niepotrzebnej rzeczy. Lubi otaczać się elektronicznymi nowościami i gadżetami. Sprzęt starszy niż rok jest już dla niego zabytkiem, więc kupuje ciągle coś nowego. Niepotrzebne urządzenia z niemałym trudem sprzedaje na aukcjach internetowych. Maniakalna konsumpcja chyba wzięła się u niego z dobrobytu. W czasach, gdy nieźle zarabiał, był uznawany przez banki za VIP-a, więc bez problemów wyrobił sobie kilka kart kredytowych, a potem kupował i kupował. Ale dobra pasa się skończyła, nagle spadły zarobki, a długi na kartach pozostały, mania kupowania też. Dość powiedzieć, że do zwrotu ma teraz kilkadziesiąt tysięcy złotych i pensję poniżej średniej krajowej.
Pożyczać trzeba umieć. Podczas zakupów nie można kierować się emocjami i zakładać, że jakoś to będzie. Decyzja o kupnie na kredyt powinna być roztropna, a wysokość zadłużenia adekwatna do naszych możliwości finansowych. Kredyty konsumenckie, a więc zaciągane na cele nie związane z działalnością gospodarczą i o wysokości poniżej 80 tys. zł, rządzą się swoimi prawami. Możemy np. zrezygnować z pożyczki w ciągu 10 dni, nie podając przyczyny. Bywa, że decyzję o zakupie ratalnym podejmujemy właśnie pod wpływem impulsu, a po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że była nieprzemyślana. Pożyczkę możemy też spłacić wcześniej, a kredytodawca nie może z tego powodu pobierać opłaty, jak to jest np. przy kredytach hipotecznych. Tak w każdym razie jest obecnie. Od czerwca 2010 r. zmieniają się przepisy w tym zakresie.
Gotówka jest królem
Z moich obserwacji wynika, ze wiele osób nie potrafi kontrolować swojego zadłużenia i łatwo traci płynność finansową. Może dlatego, że nie wyrobili w sobie mechanizmów obronnych przed natrętną reklamą i powszechnie obowiązującą praktyką konsumpcjonizmu. Ludzie w sklepach tracą zdolność oceny rzeczywistości cenowej i kontrolę nad wydatkami. Wyciągają kartę kredytową i kupują dla samego kupowania. Kredyt czy pożyczka to oczywiście nic złego i sam często wolę kupić coś na kredyt niż za gotówkę. Pewien bankowiec powiedział mi kiedyś, że „cash is the king”, czyli „gotówka jest królem”, co w uproszczeniu oznacza, że nawet jeśli masz gotówkę w portfelu, to lepiej zaciągnąć kredyt. Gotówka może procentować na lokacie, a kredyt daje nam dźwignię finansową umożliwiającą ukończenie kursu szkoleniowego, zakup narzędzi, mieszkania itp.
Nawet drobne zakupy lepiej kredytować kartą, bo mamy dość długi, np. 57-dniowy nieoprocentowany kredyt. Rzecz jednak w tym, aby zadłużenie nie krępowało nam wolności finansowej. Nasza płynność finansowa zależy od relacji pomiędzy dochodami a zadłużeniem. Zupełnie jak w budżecie państwa: gdy zadłużenie rośnie powyżej 55 proc. w stosunku do przychodów, odzywa się konstytucyjny dzwonek nakazujący zamrożenie niektórych wydatków. W budżecie rodzinnym jest podobnie. Najpierw musimy określić wysokość kosztów stałych jak np. czynsz, wydatki na jedzenie, edukację, wypoczynek i dopiero do tego co zostanie dopasować wysokość raty kredytu wraz z odsetkami. Jeśli zdrowe relacje zostaną zachwiane, stracimy płynność i wpadniemy w tarapaty finansowe. Zwykle w pierwszej kolejności przestajemy płacić za mieszkanie, telefony, trafiamy na czarną listę dłużników, a z czasem do drzwi może zapukać komornik.
Zwiększ dochody, tnij koszty
Co robić, jeśli zadłużymy się nadmiernie lub z jakichś powodów mamy trudności ze spłatą kredytu? We własnym zakresie możemy uczynić sporo. Przede wszystkim trzeba pomyśleć o wzroście przychodów, a nie braniu kolejnego kredytu na spłatę poprzedniego. Możemy postarać się o jakieś dodatkowe zlecenie realizowane poza godzinami stałej pracy, a jeśli mamy pomysł na biznes, rozwiązaniem może być rozpoczęcie dochodowej działalności gospodarczej. Jeśli zwiększenie dochodów nie jest możliwe, trzeba ciąć domowe wydatki. Wiem, że z tym nie jest łatwo, bo wszystkie wydają się niezbędne, ale z takich przyjemności jak wyjazdy wakacyjne, wymiana umeblowania czy zakup plazmowego telewizora możemy zrezygnować. Jeśli sytuacja jest tak trudna, że i to rozwiązanie nie daje rezultatu, musimy pomyśleć o sprzedaży części naszego majątku jak np. biżuterii, starego zegarka, a może samochodu. Gdy pętla kredytowa dalej się zaciska, trzeba nasze długi zrestrukturyzować w porozumieniu z bankiem.
Znajomy z firmy doradztwa finansowego opowiadał mi o małżeństwie, które zadłużyło się do tego stopnia, że w pewnym momencie nie było w stanie spłacać rozproszonych długów. Zarabiali przeciętnie i kupowali namiętnie sprzęt stanowiący wyposażenie mieszkania ich dzieci. Wchodzili w raty na tzw. zero procent, kredytowali zakupy kartą lub korzystali z kredytu ma dowód, aż w końcu utracili płynność finansową. W takich sytuacjach banki powinny się bić w piersi i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wpuszczają ludzi w kredytowe maliny umożliwiając im np. zakupy ratalne w sytuacji, gdy zaczyna brakować do pierwszego. Tak właśnie było z tym małżeństwem, któremu po spłaceniu miesięcznych zobowiązań nie starczało na życie. Ich dochody netto wynosiły około 4 tys. miesięcznie, przy zobowiązaniach na poziomie 3 tys. zł. Wojna domowa wisiała na włosku, a obdarowane dzieci nie wiedziały, co jest przyczyną kryzysu.
Pogadaj z bankiem
Doradca finansowy znalazł rozwiązanie. Skuteczne, aczkolwiek bolesne. Aby obniżyć miesięczne obciążenia kredytowe zaproponował małżeństwu konsolidację kredytu polegającą na zastawieniu mieszkania wartego ponad 200 tys. zł i zamianie wielu mniejszych zobowiązań na kredyt hipoteczny. Małżonkowie mający wtedy po około 50 lat dostali kredyt hipoteczny z maksymalnym, 20-letnim okresem spłaty. Comiesięczne obciążenia spadły do około 750 zł. Złapali finansowy oddech godząc się jednak na wieloletni „związek” z bankiem. Na emeryturze będą spłacać błędy „młodości”.
Gdy czujemy, że wpadamy w pętlę zadłużenia, nie można problemu odkładać na potem. Najlepiej jest od razu pójść do banku i porozmawiać o restrukturyzacji czy konsolidacji kredytu. Bankom wcale nie zależy, aby jego klienci wpadali w kłopoty. Gdy trudności ze spłatą kredytu ma jeden klient, wtedy jest to jego problem. Ale gdy kłopoty ma już więcej klientów, wtedy jest to problem banku. Instytucje finansowe wiedzą o tym doskonale i będą starały się ugasić pożar. Oczywiście długu nie darują, ale prawdopodobnie pomogą np. rozłożyć go w czasie. Dla banku egzekucja komornicza to ostateczność. Warto się ułożyć z bankiem choćby dlatego, aby uniknąć wpisu w rejestrze dłużników. Trafienie na czarną listę spowoduje utratę możliwości zaciągnięcia innego kredytu. Od pewnego czasu obowiązują u nas przepisy dotyczące tzw. upadłości konsumenckiej, ale to rozwiązanie gorąco odradzam, bo jak dowodzą pierwsze doświadczenia trzeba mieć sporo gotówki, aby przebrnąć przez cały proces upadłościowy.
Wasz aspirant Fortuna
![]()
W latach 2007-2008 średnia wysokość kredytu konsumenckiego zaciąganego przez Polaków wyniosła ok. 5 tys. zł.
Ubiegając się o kredyt konsolidacyjny zabezpieczony hipoteką warto wziąć pod uwagę jego koszty dodatkowe sprawdzając w różnych bankach tzw. RRSO (Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania), czyli wyrażony w procentach całkowity koszt kredytu. Banki są ustawowo zobowiązane do podawania wartości wskaźnika, który uwzględnia prowizje, odsetki lub inne opłaty. RRSO jest przez wszystkie banki wyliczany na podstawie tego samego wzoru matematycznego zapisanego w ustawie.
Dla każdego kredytu wskaźnik jest wyliczany osobno, w zależności od wysokości pożyczki, czasu kredytowania, dodatkowych kosztów ponoszonych przez klienta.
Obecnie, jeśli np. znajdziemy inne źródło finansowania wydatków (tańszy kredyt), możemy odstąpić od umowy w ciągu 10 dni, a w przypadku umów zawieranych na odległość (np. poprzez Internet) nawet w ciągu 14 dni. Oświadczenie o odstąpieniu od umowy musi być złożone na piśmie. Wzór takiego oświadczenia kredytodawca powinien dołączyć do zawartej umowy kredytowej.
W styczniu 2010 r. Rada Ministrów przyjęła nowe założenia do ustawy o kredycie konsumenckim, przewidujące m.in. zwiększenie kwoty takiego kredytu do 75 tys. euro, czyli do ponad 300 tys. zł, z obecnie obowiązujących 80 tys. zł. Przepisy, które zaczną obowiązywać w czerwcu 2010 r., ułatwią zaciąganie kredytów konsumenckich w innych krajach Unii Europejskiej oraz ujednolicą ochronę konsumentów. Przepisy będą musiały stosować wszystkie instytucje finansowe, w tym m.in. także SKOK-i, parabanki oraz osoby fizyczne, które w ramach swojej działalności udzielają pożyczek. Wydłużony będzie także termin odstąpienia od umowy kredytowej (z 10 do 14 dni).
Istotną zmianą będzie wprowadzenie Europejskiego Ujednoliconego Formularza Kredytowego, który ma zawierać wszystkie podstawowe informacje o kredycie, takie jak koszty pożyczki, całkowita kwota do spłaty, wysokość oprocentowania, wymagane zabezpieczenia, obowiązkowe ubezpieczenia itp. Na ich podstawie konsumenci będą mogli podjąć świadomą decyzję odnośnie zaciąganego kredytu, a także porównywać oferty różnych przedsiębiorców, ponieważ standardowy formularz zostanie wprowadzony we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej.
Od czerwca 2010 r. instytucje udzielające kredytów będą mogły pobierać rekompensatę w przypadku, gdy konsument wcześniej spłaci zaciągniętą pożyczkę. Zgodnie z obowiązującą ustawą o kredycie konsumenckim, wcześniejsza spłata nie pociąga za sobą żadnych opłat. Wprowadzana zmiana nie będzie jednak dotyczyła wszystkich kredytów, a jedynie pożyczek o stałej stopie oprocentowania. Dodatkowo rekompensata będzie przysługiwać kredytodawcy tylko w sytuacji, gdy spłacona przed terminem kwota przekracza w ciągu 12 miesięcy określoną wartość (w Polsce – trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia wg danych GUS).
26 sty
5 sty
13 kwi
6 kwi
29 mar
22 mar
14 mar
7 mar
28 lut
21 lut
13 lut
7 lut
23 komentarze
przeszukałam Pana stronę i nie mogłam znaleźć adresu na który mogłabym wysłać pytanie na które liczę, że Pan odpowie.
Pozdrawiam i czekam na kontakt.
MagdaB!
Mój mail to fortunaradzi@gmail.com Pisz, ale od razu powiem, że nie udzielam porad, bo nie czuję się w tym mocny i mogę narobić więcej szkody niż pożytku!
Z perspektywy studenta Ekonomii zgadzam się ze stwierdzeniem Pana Aspiranta Fortuny, że kredyt jest dźwignią finansową. Ponad to stanowi również motor napędowy gospodarki, a im tańszy kredyt tym konsumenci chętniej go biorą. jednak można wpaść we wspomnianą już wcześniej pętlę brania „kredytu na kredyt”. Niestety, ale w taką patową sytuację trafił mój znajomy, który z kredytów finansuje rozwój swojego gospodarstwa. Z jednej strony słusznie, bo dzięki kredytom może przeprowadzić znaczne inwestycje i zmodernizować gospodarstwo, jednak jego możliwości finansowe coraz bardziej są ograniczone. Ostatnio szukał żyrantów i o dziwo znalazł. Na szczęście ma głowę na karku, bo potrafi zachować płynność finansową, co mnie cieszy, bo to dobry człowiek i widać, że ma żyłkę do interesu.
Jeżeli zaś chodzi o mnie jako konsumenta… . Kiedyś kupiłem samochód na kredyt i w ogólnym podsumowaniu, kwota jaką musiałem za niego zapłacić wyniosła bagatela dwu-krotność wartości początkowej auta. Z jednej strony można polemizować, że mogłem cieszyć się samochodem od zaraz i użytkować go na własne potrzeby, z drugiej zaś strony, moja kieszeń została znacznie uszczuplona, ale jak to się mówi coś za coś.
Nie wiem na jak długo, ale teraz nie korzystam z kredytów. Zdecydowanie wolę włożyć pieniądze na lokatę (zysk niezbyt duży, ale jednak). Oszczędzam przez dłuższy czas i wtedy dopiero kupuję to co zaplanowałem. Sytuacja taka ma zarówno plusy jak i minusy. Po stronie tych drugich na pewno zalicza się to, że nie mogę mieć danej rzeczy od zaraz (tzn. kiedy wytworzy się we mnie potrzeba nabycia tego przedmiotu), większe inwestycje też nie są raczej możliwe bez kredytu, ale na szczęście nie mam na razie dużych wydatków, więc daję radę (oszczędzając:)) a po trzecie metoda ta nie nadaje się dla ludzi niecierpliwych. Do plusów zaliczyłbym: po pierwsze, brak widma spłacania rat i odsetek od kredytu, po drugie, dana rzecz, którą kupiłem kosztuje tyle co cena jaką za nią zapłaciłem w sklepie, poza tym człowiek uczy się oszczędności i szacunku do ciężko zarobionych pieniędzy, dzięki czemu zakupy są zdecydowanie bardziej przemyślane.
Wracając jednak do tematu kredytów, trzeba z nimi ostrożnie postępować, a na pewno przeczytać przed podpisaniem umowy kredytowej jej treść i to co jest napisane drobnym druczkiem. Owszem kredyt jest przydatnym narzędziem, ale należy z niego umiejętnie korzystać, by nasze długi nie wzrastały lawinowo tylko mogły topnieć jak śnieg na wiosnę.
Podsumowując, jak to powiedział słusznie jeden z moich wykładowców: „Ważne decyzje najlepiej podejmować gdy ma się zły humor, a nie wtedy gdy jest on dobry”, a dlaczego? To proste. Bardziej wtedy zwracamy uwagę na szczegóły i jesteśmy nieco ostrożniejsi.
witam, mam kredyt na 25 tys. mam rowniez zyranta stracilam prace i teraz cale zadluzenie spada na zyranta, oczywiscie tego nie chce mam zadluzenie 4 miesieczne dostalam pismo z banku, ze musze wplacic polowe a nastepnie rozloza mi reszte na raty , ale skad wziac ta polowe>? Zyranta nie chce obciazyc prosze o pomoc co jeszcze moge zrobic
dzień dobry czy mogłabym prosic o kontakt z Panem ponieważ mam bardzo ważny sprawę i ptyania które moga Pana zainteresować a z Pana komentarzy wynika że nie obce sa Panu przepisy z KRUS-em
Krystyna!
To nie jest tak, że jestem omnibusem i znam się na wszystkim. O KRUS-ie coś tam wiem, ale nie na tyle dużo, by się uznawać za fachowca. Swoją drogą, to inwestowanie w ziemię rolną ma dzisiaj sens. W ostatnim roku średnia cena wzrosła o około 30 proc. (wcześniej też ceny rosły). Jak uzbieram trochę kasy, to zainwestuję w ziemię, bo można mieć dodatkowe bonusy, np. ubezpieczenie w KRUS-ie
Patrząc na sytuację na polskim rynku kredytowym coraz bardziej ogarnia mnie przerażenie. Wśród osób, które znam pojawia się coraz więcej takich, że ich raty przekraczają dochody. Ponieważ jeszcze rok-dwa lata temu nie bylo problemu z kredytami system działał mniej więcej tak. Człowiek brał jeden kredyt, za chwilę drugi za następną trzeci, Ponieważ łączna kwota rat wynosiła np. 800 zł, robił konsolidację (przeważnie na gorszych warukach i wydłużając okres kredytowania) ale rata zmniejszała się mu np. na 350 zł. Za kilka miesięcy pojawiała się myśl „płaciłem 800 to mogę sobie wziąść kredyt z ratą 200 zł, 550 spokojnie będę mógł spłacać” potem był następny i za parę miesięcy sytuacja była podobna jak wczesniej znów rat 800 zł tylko zadłużenie dużo wyższe. Na dodatek tego wszystkiego przyszedł czas kryzysu i banki „przykręciły kurek” z kredytami i kartami. I tu zaczęły się tzw „schody”. Tak naprawdę to dziwi mnie w tym wszystkim zachowanie ludzi z banków. Ja wiem, że mają plany, od nich uzależnione premie i swoje miejsca pracy, ale myślę, że działając tak spowodowali niejedną tragedię rodzinną. Myślę też, że gdyby ludzie, którym udzielono kredytu poszli z bankami do sądu i tam umieli się odpowiednio bronić to kto wie jakby się sprawa mogła zakończyć. Bo jak traktować kredyt udzielony czlowiekowi, który ma ok. 1300 emerytury, nie pracującą i nie mającą świadczeń żonę i obciążenia wynikające z rat (w momencie udzielania tego kredytu) w wysokości 800 zł. Z jednej strony jest to bezmyślność kredytobiorcy ale i bank w osobie swojego przedstwiciela nie jest bez winy. Często się słyszy w banku o liczeniu tzw. zdolności kredytowej. Ciekaw jestem jak w sądzie skończyłaby się sprawa gdyby się okazało że kredyt został udzielony z przekroczeniem zasad zdolności kredytowej? Może gdyby, któraś z tych spraw zakończyła się przegraną banku pracownicy tych instytucji bardziej rozsądnie zaczęliby podchodzić do kwestii udzielania kredytu. Ale tak naprawdę teraz to już „po ptakach”. Bomba tyka a jej rozmiary myślę, że zaczną się dopiero objawiać w tym roku. Cieszę się, że trafiłem na tą stronę i że ktoś stara się pomóc ludziom zrozumieć sprawy finansowe. Dobrze byłoby, żeby taki zakres pojawił się już w szkole aby młodzież miała szansę zrozumieć otaczajacy ją „świat finansów”.
Bogdan!
Twego posta czytali chyba spece ze Związku Banków Polskich. Niedługo ma wejść w życie tzw. rekomendacja „T”, która nakazuje uczciwie badać zdolność kredytową. Jeśli dobrze pamiętam, to maksymalna miesięczna spłata obciążeń nie może być wyższa od 50 proc. dochodów. Ludzie zamożni mają mieć chyba łagodniejsze kryteria. To nawet zrozumiałe. Jeśli miesięczne dochody wynoszą np. 10 tys. zł to spłata np. 6 tys. zł (60 proc.) nie jest jeszcze tragedią. Za 4 tysie idzie przeżyć…
Ja chciałbym przedstawić sytuację mojej Matki – która niestety pogrążyła się w kredytach i nie może z tej sytuacji wybrnąć.
Od ok. 10 lat jest stałą „klientką kredytów”. To „błędne koło” zaczęło się to od wzięcia 1-ego kredytu i przez kolejne lata aż do dnia dzisiejszego bierze kolejne kredyty (oferowane niby jako opłacalne, niskoprocentowe itp.) po to tylko aby spłacać poprzednie. A Co jest w tym wszystkim najgorze, to fakt iż Mama nie zdaje sobie zupełnie sprawy z powagi sytuacji w jakiej się znajduje. Ta cała „łatwość” wzięcia kolejnego kredytu stała się dla Niej jak sposób na życie. Z dnia na dzień. – Z KREDYTU DO KREDYTU..Pracowała jako nauczycielka w Szkole Podstawowej. od 2 lat jest na emeryturze. Jej emerytura wynosi około 1,5 tyś. zł. Czy w obecnej sytuacji, przy takiej „wypłacie” mając zaciągniętych 5 różnych kredytów można spokojnie i przeciętnie sobie żyć??? Chyba byłoby bardzo trudno.. Naszczęście jest jeszcze mój Tata, dziadkowie, którzy CAŁE SZCZĘŚCIE stronią od tego rodzaju pożyczek i pomagają Mamie spłacać te wszystkie zadłużenia w które popadła – JEDNOCZEŚNIE ODPĘDZAJĄC JĄ OD BRANIA KOLEJNYCH..
Ja już teraz na przykładzie mojej Mamy wiem, że kredyt jest wziąć bardzo łatwo ale żeby go spłacić i nie dać się wrobić w kolejy to już wcale nie jest takie proste.. Dlatego wyciągajmy wnioski na podstawie innych przykładów i lepiej zastanówmy się 2 a nawet więcej razy czy faktycznie nam jest potrzebny teraz ten kredyt – w większości przypadków na rzeczy nie tak bardzo istotne ( Nowe TV, meble, samochody itp.).. A może lepiej poczekać, zaoszczędzić sobie, pomyśleć o wzroście przychodów niż z dnia na dzień dostając kredyt kupić sobie np. najnowszy TV i tak jak Moja mama poprostu „UZALEŻNIĆ SIĘ OD KREDYTÓW”… ???!!!
Szanowny Panie aspirancie.Posiadam trzy kredyty w bankach i spóżniam sie ze spłatami rat, dlatego że obniżyla mi się dochodowosc (jestem rolnikiem i hoduje trzode chlewną).Chciałbym skonsolidować te kredyty zmniejszając sobie rate , ale nie moge tego zrobić bo jestem w bik-u.Nawet gdybym wyrównał wszystkie zaległe raty to i tak pozostaje zła historia w bik-u.Czy mógłby Pan mi polecic bank , który po wyrównaniu przez ze mnie zaległych rat udzielił mi by kredytu konsolidacyjnego.
Serdecznie pozdrawiam i liczę na Pańską odpowiedz.
Nadmieniam że kontaktowałem sie z różnymi instytucjami finansowymi, które najpierw chciały ode mnie wpłate gotówki , więc zrezygnowałem.
Jeszcze raz pozdrawiam i czekam na odpowiedz.
Jar!
Ciężko tak doradzać na odległość nie znając szczegółów. Może skonsolidować te kredyty i przekształcić w pożyczkę hipoteczną zastawiając nieruchomość. One są zwykle niżej oprocentowane i można je wydłużyć w czasie. W ten sposób spadają bieżące obciążenia. Trzeba rozmawiać z bankami. Zacznij od tych w których masz kredyty. Piszesz o BIK-u. Warto tam mieć historię kredytową (myślę o dobrej historii), bo banki dzisiaj udzielając kredytu zaglądają właśnie do BIK-u. Jak nie masz historii, to trudniej o kredyt. Dlatego jeśli się planuje wziąć w najbliższej przyszłości jakiś większy kredyt, warto już teraz sprawić sobie kartę kredytową, zaciągnąć niewielką pożyczkę (i ja terminowo spłacić). W przyszłości będzie łatwiej o kredyt. Jak w Ameryce…
Z życia wzięte. Zamożny znajomy w ramach edukowania dzieci kupił córce ipoda, ale zapłacił połowę ceny, a drugą połowę wziął na kredyt konsumencki w sklepie – żeby córka sama sobie spłacała z kieszonkowego. Zanim dojechał do domu odebrał 5 telefonów z różnych banków z pytaniem, czy mu dowodu ktoś nie ukradł. Bankowcy niepokoili się, że człowiek, który obraca na prawdę dużymi sumami kupuje na kredyt przedmiot niewielkij wartości. Tak sobie pomyślałam, że tylko o biednych banki się nie troszczą. Jak emeryci kupują na dowód telewizory to nikt ich nie ostrzeże, że to „dziwne zachowanie”.
Drogi Aspirancie
Im więcej się zarabia, tym więcej się wydaje – wiedzą o tym wszyscy, którzy mieli okazję otrzymania dodatkowych pieniędzy. Przykładem jest mój znajomy, który w ciągu kilku miesięcy dwukrotnie awansował i jego dochody znacznie się zwiększyły. Człowiek ów, przy dyrektorskiej pensji, nie był w stanie bez zaciągnięcia kredytu wyjechać z rodziną na wakacje. Jak się później dowiedziałam wraz z wyższą pensją zmienił całkowicie styl życia, a to niestety kosztuje sporo. Zaczął nosić markowe ciuchy, zmienił samochód, obiady z rodziną jadał na mieście, dzieci zapisał na zajęcia pozaszkolne, a on sam z żoną zaczęli korzystać w fitness klubu i gabinetu odnowy biologicznej.
I tak facet, który wraz z żoną zarabiał około 10 tysięcy miesięcznie musiał zaciągnąć kredyt na wakacje.
Innym powodem (poza stylem życia) zaciągania kredytów jest chęć pokazania rodzinie czy sąsiadom, iż nas również stać na lepszy samochód czy kino domowe. Oczywiście banki, czy sklepy bez mrugnięcia okiem udzielają nam niewielkich kredytów konsumenckich, nie sprawdzając dokładnie naszej zdolności kredytowej. A później okazuje się, że zarabiający 1500,00 zł i mający na utrzymaniu żonę i dwójkę dzieci mężczyzna nie jest w stanie spłacać raty kredytu w wysokości 100,00 złotych.
Następnym powodem zaciągania kredytów jest życie z kartą kredytową. Dla wielu osób, które kochają zakupy, karta kredytowa jest najlepszym przyjacielem, który może się stać najgorszym wrogiem. Gdy nieraz wpadam w weekend do jakiegoś centrum handlowego – zwłaszcza w okresie obniżek cen – widzę, że większość ludzi płaci za zakupy właśnie kartą. Ale czy te osoby tak naprawdę kupują rzeczy, które im są potrzebne, czy też kupują bo… no właśnie bo na metce cena jest obniżona o kilka procent?
I tak trwają zakupy, pieniądze znikają z karty z tempie odrzutowca i po kilku tygodniach okazuje się, że naszą miesięczną pensją nie jesteśmy w stanie spłacić zadłużenia na karcie, a przecież wszyscy wiedzą o tym, iż karty kredytowe są wysokooprocentowane. Co w takiej sytuacji robimy? – zaciągamy kredyt konsumencki i tak popadamy w zadłużenie. Zresztą uważam, że osoby, które nie mają silnej woli i nie potrafią się powstrzymać od kupowania, dla własnego dobra nie powinny używać kart kredytowych.
Ostatnim moim spostrzeżeniem, o którym chciałam napisać są kredyty hipoteczne. W latach 2006-2008 nastąpił bum udzielania kredytów hipotecznych na zakup mieszkań. Polacy wówczas byli pełni optymizmu, nieźle zarabiali, bezrobocie spadało – czyli pełna euforia i optymizm Niestety, ani kredytobiorcy, ani kredytodawcy nie brali pod uwagę możliwości zmiany koniunktury, czy kryzysu finansowego. Wiele osób właśnie przez ten optymizm jest teraz w trudnej sytuacji finansowej, bo spłacanie kredytu hipotecznego w przypadku niższej pensji czy braku pracy jest praktycznie niemożliwe.
witam,ciekawe jest tez to ,że banki udzielają kredytów każdemu,mój mąż przy zarobku 2.100zł bez mojej zgody zaciągnął 50.000złw sumie,ale w 4 różnych bankach,w przeciągu 4 miesięcy,przy umowie na czas określony 3 lata,2 dzieci,
banki za mało sprawdzają swoich kredytobiorców!!!!!!!!!!!!!!!!!
dajmy przykład,że taki hazardzista idzie wziąść kredyt,ale tylko po to,żeby wszystko wrzucić w maszyny hazardowe,przegrywa on taki kredyt,a spłacić go trzeba,tylko,,,,że on już niema z czego spłacić,bo ma kredyty w paru innych bankach,i kwota rat przewyższa jego własne wynagrodzenie???????????!!!!!!!!!!!!!
dlaczego banki mogą udzielać tylu kredytów naraz??????????????panie aspirancie,
Do joanny
25 tysięcy to rzeczywiście sporo do spłaty zwłaszcza w sytuacji gdy się nie ma pracy. Myślę, że najpierw powinnaś przeglądnąć swoje rzeczy – może masz do sprzedania jakieś stare meble/sprzęty itp. Wiem, że meble dość łatwo można sprzedać na Allegro, gdyż ludzie ich potrzebują do mieszkań, które wynajmują np. studentom.
Po drugie postaraj się znaleźć jakieś zajęcie – choćby sprzątanie czy opieka nad dzieckiem – tu odsyłam do strony http://www.oferia.pl
I po trzecie, może uda Ci się zamienić ten kredyt, na kredyt hipoteczny, ale w Twoim przypadku może to być ryzykowne (jeśli go nie będziesz spłacać to stracisz mieszkanie/dom)
Mimo wszystko życzę powodzenia i mam nadzieję, że jakoś wybrniesz z tej trudnej sytuacji
Pozdrawiam
A mnie interesuje,czy można wystosować do banków informację o tym, że aby mój mąż mógł wziąć choćby najmniejszy kredyt lub kartę kredytową musi mieć moją zgodę. Skoro mamy wspólnotę małżeńską to liczę, że można z tym coś zrobić, bo jak do tej pory przez 5 lat małżeństwa, bez mojej wiedzy, mąż stracił wszystkie oszczędności (ok. 20 tys.) i zadłużył się na 35 tys. (3 kredyty i karta kredytowa). Obecnie w sytuacji, gdy z wypłaty zostaje 600zł na rachunki i domowe wydatki przy dwójce małych dzieci i moim wychowawczym, z którego opłacam mężowi studia zaoczne, jest nam bardzo ciężko. Czy ktoś z Państwa pozywał banki do sądu za to, że udzielają kredytów osobom bez zdolności? Czy ktoś może poradzić, jak wybrnąć z tej sytacji?
Pani Asiu, to prawda że wraz z wzrostem dochodów zwiększają się wydatki, jednak tak czy inaczej więcej zostaje na inwestycje czy jak pani woli oszczędności. Poza tym jeśli nawet wziął kredyt to będzie prościej mu spłacić. No i jeśli mówimy o ogóle społeczeństwa to niestety nie możemy rozpatrywać poj. przypadków tak jak pani to właśnie robi. Proszę zapoznać się z krańcowa skłonnościa do konsumpcji
Pozdrawiam
Polacy to jednak dobrzy klienci dla banków. Raczej spłacają długi, zwłaszcza kredyty mieszkaniowe. Niby mamy kryzys, ale banki nie przejmują lokali na które mają hipotekę. Trochę żałuje, bo myslałam, że na fali kryzysu, jak w Ameryce, pojawia sie tanie mieszkania sprzedawane przez banki. A tu nic. czekam i czekam, a takich lokali nie ma. Znaczy się nie jest tak źle, jak niektórzy sądzą.
Szukam dobrego taniego kredytu samochodowego. Możecie mi coś ciekawego polecić?
Excellent website. Plenty of useful information here. I’m sending it to a few friends ans also sharing in delicious. And naturally, thanks for your sweat!
Dodaj komentarz