Witajcie! Tu Wasz aspirant Fortuna. Wiosną tego roku doradzałem w co inwestować, jak odkładać na emeryturę. Teraz kilka moich rozważań o euro – a to przy okazji publikacji w tygodnikach – specjalnej wkładki o wspólnej walucie. Teksty o euro znajdziecie na stronach internetowych Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, które wspólnie z NBP przygotowało publikację. Polecam!
Dzisiaj o pewnym mieszkańcu niemieckiej strefy przygranicznej, który zgłosił się do naszego komisariatu ze skargą na polskich sprzedawców. Obcokrajowiec przyjeżdżając do Polski był przekonany, że może nad Wisłą płacić w euro. Utwierdzili go w tym przekonaniu jego znajomi, którzy wielokrotnie robili zakupy w Polsce i zawsze bez problemów płacili w euro. Nie tylko na przygranicznym bazarze, ale i w restauracji, i w hotelu.
Nasz obcokrajowiec zamierzał na podwarszawskim bazarze kupić sprzęt gospodarstwa domowego, jakiś dywan i inne drobiazgi. Wyjął kilka banknotów euro, a sprzedawca – może przestraszony widokiem nie znanych sobie banknotów – odmówił transakcji. Tylko złotówki – powiedział i skierował kupca do kantoru wymiany walut. Tak na marginesie, to jeszcze kilkanaście lat temu na widok zielonych niejednemu sprzedawcy błyskało oko. Dolary, bo przecież euro wtedy nie było, w prywatnych rozliczeniach stanowiły więcej niż złotówki. Nasz obcokrajowiec rady sprzedawcy nie posłuchał, zamiast do kantoru zgłosił się na policję i lekko się awanturując żądał ukarania sprzedawcy twierdząc, że prawo zostało złamane.
Trochę racji to obcokrajowiec miał. Sprzedawca chyba nie wiedział, że może przyjąć zapłatę w euro przeliczając walutę po aktualnym kursie stosowanym np. w kantorze. Co więcej, mógł wydać resztę w złotówkach i wszystko byłoby zgodne z polskim prawem. Warunek w takich sytuacjach jest jeden: obie strony transakcji muszą na takie rozliczenie wyrazić zgodę. Skarga obcokrajowca oczywiście została przez nas oddalona, bo sprzedawca – choć mógł – nie wyraził zgody na rozliczenie w obcej walucie. A więc – jak to się w naszych kręgach mówi – był na prawie.
W Polsce wschodniej, a w każdym razie na wschód od Poznania, płacenie w euro jest mniej rozpowszechnione. Co innego w strefie przygranicznej, gdzie zakupy przyjezdnych są codziennością. Tam, np. przyjezdni z Niemiec płacą w euro, resztę też otrzymują w twardej walucie. Pewnie nie wszyscy wiedzą, ale 1 maja 2004 r. a więc w dniu naszego przystąpienia do Unii Europejskiej, zaczęło obowiązywać rozporządzenie ministra finansów, które wprowadziło zezwolenie dewizowe na dokonywanie rozliczeń w euro oraz innych walutach wymienialnych (formalnie dla osób zameldowanych w Polsce) pod warunkiem, że obie strony transakcji wyrażają na to zgodę. Resztę można wydawać w złotówkach po przyjętym kursie. Innymi słowy w restauracjach, hotelach, supermarketach i na bazarach możemy płacić wymienialną walutą, a nie tylko złotówką.
W rozliczeniach w walucie wymienialnej – jak wspomniałem – wymagana jest zgoda obu stron. Co innego z transakcją w złotówkach. Ponieważ złoty jest prawnym środkiem płatniczym, żadna ze stron transakcji nie może odmówić przyjęcia polskiej waluty. Przepisy z maja 2004r. szybko wykorzystali handlowcy i na targowiskach w zachodniej części kraju sprzedają swoje towary rozliczając się w euro. Stąd być może przekonanie za Odrą, że w Polsce obowiązuje euro i niespodziewana wizyta w naszym komisariacie gościa z Zachodu…
12 lut
4 maj
2 maj
24 kwi
17 kwi
29 mar
14 mar
28 lut
5 sty
13 kwi
Brak komentarzy
Dodaj komentarz