Kolejną rodziną, której będę się przyglądał są Barańscy. Ich grudniowe wydatki wraz z komentarzami internautów znajdziecie tutaj. Wydatki Barańskich analizuje także pan Miłosz Rojek z Komisji Nadzoru Finansowego.
Na wsi i w mieście
Barańscy są trochę nietypową rodziną wiejską. Choć mieszkają w popegeerowskim bloku w małej miejscowości, to utrzymują się z pensji niepełnosprawnego męża zatrudnionego w urzędzie. Poza tym dostają zasiłek rodzinny (mają trzy małe córki, którymi opiekuje się niepracująca żona) i rentę, a w grudniu otrzymali jeszcze talony świąteczne o wartości 380 zł.
W grudniu mieli łącznie do dyspozycji prawie 2900 zł, czyli nieco więcej niż w przeciętnym miesiącu, ale i wydatki odnotowali wyższe niż w innych okresach. Udało im się jednak utrzymać wydatki poniżej przychodów, bo przecież potrzebują każdego grosza na wykończenie domu, który budują od jakiegoś czasu z pomocą rodziny, przyjaciół i wielu życzliwych osób.
W grudniu Barańscy najwięcej (658 zł) wydali na żywność, czyli prawie 1/3 całości wydatków. Zakupy robią dosyć często, niemal codziennie, ale przy małych dzieciach to zwyczajna sytuacja, bo ciągle potrzebne są świeże produkty. Prawie tyle samo (606 zł), czyli 29 proc. wydatków, przeznaczyli na transport i łączność. Z samochodem Barańscy mieli pecha, bo holowanie i naprawa na początku miesiąca pochłonęły nieoczekiwanie 200 zł. Poza tym, dużo pieniędzy wydają na paliwo (po kilkadziesiąt złotych za tankowanie), bo dojazdy męża do pracy i doglądanie budowy wymagają codziennego podróżowania. Doładowania telefonu komórkowego kosztowały 60 zł w miesiącu – i na nich chyba nie uda się wiele zaoszczędzić.
Barańscy mieszkają z rodzicami męża, ale płacą czynsz (w grudniu 343 zł, a bywa że to nawet 390 zł), bo trudno wszystko przerzucać na rodziców, którzy pomagają im i w inny sposób (choćby przez opłaty za prąd i za inne media). Na obecne mieszkanie Barańscy przeznaczają 1/6 swoich miesięcznych wydatków.
W grudniowym budżecie poważną pozycję stanowiła kultura i rekreacja: 295 zł, czyli ponad 14 proc. wydatków. Było to spowodowane zakupami świątecznych prezentów, zaliczanych do tej kategorii. Dość dużo (139 zł, czyli poniżej 7 proc.) przeznaczyli Barańscy na higienę osobistą, co jest zrozumiałe przy trójce małych dzieci. Prawie nic nie kosztowały Barańskich odzież i obuwie (tylko 29 zł), a zatem można przypuszczać, że otrzymują wsparcie od rodziców i przyjaciół.
Dobry wynik
Całkowite wydatki Barańskich w grudniu wyniosły 2070 zł, z czego niemal 1/10 poszła na nieplanowane holowanie i naprawę samochodu. W tym samym czasie Barańscy zarobili 2897 zł. Wynik finansowy za grudzień był dla nich dodatni i wyniósł 827 zł, a stopa zysku Barańskich (czyli relacja wyniku finansowego do przychodów) osiągnęła niemal 29 proc. W wartościach bezwzględnych – i wobec potrzeb związanych z wykończeniem domu – to niezbyt dużo, ale jako gospodarstwo domowe Barańscy odznaczają się zapobiegliwością, oszczędnością i konsekwencją. W skali roku mogą zatem przeznaczyć całkiem pokaźne środki na swoją inwestycję budowlaną.
Pochwalam budowę domu
Barańscy to przykład rodziny, która mimo niskich dochodów bierze los w swoje ręce i inwestuje w dom. Wcześniej wszystkie oszczędności przeznaczyli na zakup działki i budowę. Dzięki pomocy rodziny dom jest już w stanie surowym. Barańscy oszczędzają więc każdą złotówkę, aby jak najszybciej wprowadzić się do własnego mieszkania. Nie mają zdolności kredytowej, dlatego muszą zaciskać pasa. Ich sytuacja jest trudna ze względu na niepełnosprawność głowy rodziny. Mąż nie może dorobić po godzinach, a żona musi opiekować się trójką małych dzieci. Mieszkają przy rodzicach, dzięki czemu koszty utrzymania mają nieco niższe, niż gdyby mieszkali samodzielnie.
W kategoriach ekonomicznych Barańskich można byłoby uznać za wykluczonych finansowo. Mają niskie dochody i żadnych oszczędności. Życie jednak pokazuje, że nawet przy minimalnych dochodach można przy pomocy rodziny gromadzić kapitał na budowę własnego domu. Barańscy to swoisty polski fenomen, który wymyka się spod lupy statystyków. Polskie miasteczka i wsie są pełne podobnych przykładów. Ludzie niezamożni, żeby nie powiedzieć biedni, budują całkiem okazałe domy. Można przypuszczać, że ich dochody pochodzą z przydomowych upraw płodów rolnych, niezarejestrowanej działalności gospodarczej, wzajemnej pomocy sąsiedzkiej przy relatywnie niższych kosztach utrzymania. Nie bez znaczenia są niższe niż w mieście koszty ubezpieczeń społecznych. Nie jest przecież tajemnicą, że wiele osób podlegających pod ubezpieczenie w KRUS prowadzi pozarolniczą działalność gospodarczą. Mając trzy razy niższe koszty ubezpieczenia są bardziej konkurencyjni na miejskich rynkach.
Moim zdaniem, takie wznoszenie domów systemem gospodarczym zepsuło polski krajobraz. Ludzie budują koszmarki architektoniczne i szpecą okolice na kilka pokoleń. Ostatnio trochę pod tym względem się zmieniło, mamy lepsze materiały i technologie, ale w porównaniu z innymi krajami ciągle budujemy brzydko, bez architektonicznego ładu i składu. Jeśli nie ma się gotówki lub zdolności kredytowej, to budowę siłą rzeczy rozkłada się na lata, samemu majstrując przy różnego rodzaju przybudówkach, gankach, nadbudówkach, oficynach itp. Przywiązanie do ziemi sprawia, że ciągle wielu ludzi woli długo ciułać i budować się na ojcowiźnie niż szukać sukcesu poza domem.
Przyszłość z bezpiecznikiem
W finansach rodzinnych trzeba dążyć przynajmniej do bezpieczeństwa finansowego. Różne są opinie na ten temat, ale moim zdaniem o względnym bezpieczeństwie możemy mówić, gdy na koncie mamy odłożonych 12 naszych pensji. Czasy są takie, że każdy może stracić pracę, a o nową jest bardzo trudno. Można więc przyjąć, że 12-miesięczne oszczędności pozwolą nam przetrwać trudny okres, w trakcie którego znajdziemy nową pracę lub rozkręcimy działalność gospodarczą. Bieżące konsumowanie wszystkich dochodów jest strategią nierozważną, o czym przekonał się pewien mój znajomy zatrudniony w firmie współpracującej z zagranicznym kontrahentem. Firma produkowała podzespoły z aluminium i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kryzys finansowy, jaki dotknął rynki w 2008 r. Nagle skończyły się zamówienia zagraniczne i znajomy konstruktor równie szybko stracił pracę. Zanim znalazł nową minęło kilka miesięcy i w tym czasie prządł naprawdę cieniutko…
Wydawanie wszystkich pieniędzy na bieżącą konsumpcję (pomijam budowę domu, jak w przypadku Barańskich) to prosta droga do biedy i ubóstwa. Co z tego, że dzisiaj mamy zaspokojone podstawowe potrzeby i otaczamy się dobrami materialnymi, skoro jutro – wskutek np. tfu, tfu… choroby, wypadku – możemy stracić źródło utrzymania i pozostać bez środków do życia. Bez w względu na wszystko trzeba odłożyć na czarną godzinę kwotę wartości przynajmniej kilku pensji i to w gotówce trzymanej na lokacie bankowej, a nie w monetach lub znaczkach pocztowych, których łatwo w trudnych chwilach nie sprzedamy.
Trzeci filar na wsi
Polska wieś – zwłaszcza ta popegeerowska – żyje z dnia na dzień. Przy braku regularnych dochodów i zakupach na zeszyt jest to zrozumiałe, ale w wielu przypadkach przyczyną takich postaw jest niska skłonność do oszczędzania, brak elementarnej wiedzy finansowej i przyzwyczajenie wydawania do spodu, pochodzące z czasów komuny i hiperinflacji.
- Tak właśnie postępowali moi rodzice – opowiada mi młody rolnik, obecnie właściciel gospodarstwa nastawionego na uprawę zbóż. – Po żniwach wydawali właściwie wszystkie pieniądze. Na wiosnę nie było środków na zakup nawozów, więc zaciągali kredyt w banku spółdzielczym. Może w tamtych czasach taka strategia miała jakiś sens, bo inflacja zmuszała do wydawania, ale wielu rolników dalej tak postępuje. W 2008 r. mieliśmy naprawdę dobre dochody ze sprzedaży zbóż, można powiedzieć rekordowe. I co się działo na wsi? Wszyscy kupowali maszyny, ciągniki, brali kredyty zapominając, że w rolnictwie raz się jest pod wozem, a raz na wozie. Później przyszły chude lata i narzekania na brak kasy.
Wieś zapomina, że też musi odkładać na emerytury. Dobrodziejstwo KRUS jest iluzoryczne. Dzisiaj przy mocnym wsparciu budżetu państwa daje ubezpieczenie społeczne, ale po latach przyniesie minimalne emerytury rolnicze. Trzeba już teraz szukać emerytalnego pomysłu biznesowego, który w wiejskim wydaniu ma większe możliwości. Obok tradycyjnych metod odkładania w fundusze, lokaty i korzystania z dobrodziejstw procentu składanego, rolnik może inwestować w ziemię, co dla mieszczucha z powodów formalnych jest trudne, a nawet niemożliwe. Ziemi z oczywistych powodów przybywać nie będzie i choćby z tego względu jest ona dobrą lokatą kapitału oraz trzecim filarem emerytalnym. Warto jej dzisiaj gromadzić jak najwięcej, bo teraz można skorzystać z renty w postaci dopłat bezpośrednich, a w przyszłości – np. po spieniężeniu lub wydzierżawieniu – mieć własny fundusz emerytalny.
Wasz aspirant Fortuna
![]()
Miłosz Rojek
Komisja Nadzoru Finansowego
Według miary relatywnej Państwo Barańscy są rodziną ubogą – aż 80% rodzin w Polsce osiąga wyższe przychody. Mimo niewysokich dochodów Barańskim udaje się jednak wygospodarować znaczną nadwyżkę, przeznaczaną na wykończenie domu i stanowiącą formę lokaty oszczędności. W grudniu stopa oszczędności naszej rodziny (29%) była istotnie wyższa od średniej wartości tego wskaźnika dla gospodarstw domowych w Polsce (5%). Oszczędności Barańskich mają postać niepłynną (nieruchomość), co oznacza, że rodzina jest narażona na ryzyka związane z nieprzewidzianymi wydatkami. Analizując sytuację naszej rodziny można rozważyć trzy kwestie: Czy Państwo Barańscy mogliby jeszcze poprawić swoją sytuację finansową przy tak niewysokich dochodach? Jakiego typu wydatków mogą spodziewać się w przyszłości i jak mogą je uwzględnić planując swoją finansową przyszłość? Czy z przykładu budżetu Państwa Barańskich wynikają jakieś wnioski, które mogłyby być wykorzystane przez inne rodziny?
Spróbujmy przeanalizować strukturę wydatków poniesionych przez Państwo Barańskich w grudniu, porównując je z wydatkami statystycznej polskiej rodziny. (Warto wspomnieć, że Urząd KNF na stronie internetowej manymany.info zamieścił „asystenta budżetu” – dostępny dla każdego program, który można zainstalować na swoim domowym komputerze, zapisywać w nim swoje wydatki i porównywać ich strukturę ze statystycznym gospodarstwem domowym lub pomiędzy poszczególnymi miesiącami.) Charakterystyczne są niskie wydatki Barańskich na odzież i obuwie, które stanowiły zaledwie 1% ich grudniowych dochodów – sześciokrotnie mniej niż statystycznego polskiego małżeństwa z przynajmniej trójką dzieci. Przypuszczalnie Państwo Barańscy otrzymują ubranie dla córek od rodziny lub znajomych mających starsze dzieci. Takie wsparcie jest formą dochodu niepieniężnego, który przyczynia się do poprawy sytuacji materialnej.
Również udział wydatków na żywność w dochodach Barańskich jest o 5 pkt. proc. mniejszy niż dla statystycznej rodziny tego typu. Może to świadczyć o tym, że nasza rodzina pozyskuje część produktów z przydomowego ogródka. Na pewno Barańscy spożywają tylko posiłki przygotowane w domu – nie zanotowali wydatków na usługi gastronomiczne. Córki Państwa Barańskich są małe, zatem nie ponoszą oni jeszcze wydatków związanych z edukacją szkolną, a ponieważ Pani Barańska pracuje w domu – nie wydają również na opiekę nad dziećmi. Praca Pani Barańskiej w domu stanowi kolejny składnik dochodu niepieniężnego rodziny. Przygotowywanie bieżących posiłków i przetworów, opieka nad dziećmi, sprzątanie domu – te wszystkie prace domowe mają swoją wartość i poprawiają status rodziny. Miarą wartości prac wykonywanych przez Panią Barańską jest kwota, jaką trzeba byłoby wydać na wynagrodzenie innej osoby, zatrudnionej do ich wykonania.
Wydatki Państwa Barańskich na prezenty świąteczne oraz na artykuły higieniczne są porównywalne z przeciętnymi wydatkami podobnej polskiej rodziny. Mimo że prezenty świąteczne są wydatkiem sezonowym, Barańscy przeznaczyli na ich zakup nieznacznie większą część swojego dochodu (10%) niż rodzina z co najmniej trójką dzieci wydaje w kategorii „rekreacja i kultura” przeciętnie na przestrzeni całego roku (9%). Z pewnością prezenty w domu Barańskich nie były zbyt kosztowne, ale raczej dopasowane do ich sytuacji finansowej.
Państwo Barańscy wydali na użytkowanie mieszkania mniejszą część swoich dochodów (12%) niż statystyczna rodzina (16%). Z pewnością wynika to z tego, że koszty te dzielone są z rodzicami Pana Barańskiego. Gdy Państwo Barańscy wprowadzą się sami do swojego nowego domu, wówczas koszty użytkowania domu, energii i mediów będą ponosili samodzielnie. Choć dom jest inwestycją na długie lata i jego wielkość powinna umożliwiać rozwój rodziny Barańskich (np. poprzez zapewnienie osobnych pokojów dla córek, gdy rozpoczną naukę w szkole), na etapie planowania i budowy należy pamiętać również o tym, że utrzymanie większego domu wiąże się z wyższymi kosztami. Podczas budowy warto również zadbać o odpowiednią izolację termiczną, od której będą zależały w przyszłości wydatki na ogrzewanie.
W grudniu Państwa Barańskich ominęły kłopoty zdrowotne. Nie ponieśli oni żadnych wydatków na zakup leków czy wizytę u lekarza. Nikt nie posiada jednak „gwarancji” zdrowia i w kolejnych miesiącach może pojawić się konieczność zakupu artykułów medycznych lub zapłaty za usługi ambulatoryjne (czego, oczywiście, nie życzymy Państwu Barańskim). Państwo Barańscy nie posiadają rezerw finansowych (oszczędności), które mogliby przeznaczyć na nieprzewidziane wydatki o charakterze losowym. W takim przypadku swoisty bufor bezpieczeństwa może stanowić nadwyżka finansowa – jeżeli wystąpią nieprzewidziane wydatki, można je sfinansować z tej nadwyżki, ograniczając bieżące wydatki na wykończenie domu. Jednak aby nadwyżka osiągana przez rodzinę Barańskich pełniła funkcję takiego buforu konieczne jest, żeby wydatki na dom miały charakter bieżący, a nie – przyszłych zobowiązań. Jeżeli np. Pan Barański zobowiąże się do zapłacenia pokaźnej (w relacji do realizowanej nadwyżki finansowej) kwoty elektrykowi po zakończeniu prac instalacyjnych, to będzie to oznaczało ryzyko dla zachowania płynności finansowej i zapewnienia potrzeb rodziny. Wystąpienie w tym samym okresie zapłaty za wykonane prace elektryczne i nieprzewidzianych wydatków zdrowotnych może okazać się trudne do sfinansowania.
Kategoria wydatków, w której koszty Państwa Barańskich w relacji do dochodów (21%) były wyższe niż statystycznej rodziny (13%) to „transport i łączność”. Gdyby w grudniu nie zdarzył się nieprzewidziany wydatek na holowanie i naprawę, udział wydatków na tę kategorię byłby znacznie niższy (14%) – zbliżony do przeciętnej. Zabezpieczenia przed niemożliwością sfinansowania wydatków na naprawy samochodu są podobne jak w przypadku innych wydatków nieprzewidzianych: tworzenie rezerw finansowych w postaci łatwych do spieniężenia oszczędności, ograniczanie wydatków bieżących poniżej kwoty osiąganych dochodów (nadwyżka finansowa) i niezaciąganie wysokich zobowiązań na przyszłość. Przed następstwami niektórych zdarzeń losowych można się również zabezpieczyć wykupując ubezpieczenie (np. assistance, w ramach którego ubezpieczyciel zapewnia pomoc serwisową – holowanie pojazdu, naprawę w miejscu wystąpienia awarii).
Ciekawa obserwacja dotyczy zachowania rolników w okresie wysokiej inflacji i ujemnych realnych stóp procentowych. Zachowanie polegające na wydatkowaniu, zaraz po zbiorach, przychodów uzyskanych ze sprzedaży produktów rolnych na towary konsumpcyjne (które lepiej zachowywały wartość niż lokaty bankowe) i zaciąganiu preferencyjnie oprocentowanych kredytów na zakup środków do produkcji rolnej, nie było pozbawione racji, przyczyniło się jednak do ukształtowania postaw, które nie przystają do współczesnych warunków. Postaw zupełnie odmiennych od tradycyjnej, ukształtowanej przez wieki zapobiegliwości, w której w cyklu rocznym przygotowywano zapasy na zimę, a w perspektywie całego życia, egzystencję w podeszłym wieku miało zapewniać potomstwo. Wymogiem współczesnych czasów jest zarządzanie i planowanie finansów rodzinnych w perspektywie krótkoterminowej (zabezpieczenie potrzeb w cyklu miesięcznym i wypracowywanie nadwyżki finansowej), średnioterminowej (wychowanie dzieci, zakup dóbr trwałego użytku i zabezpieczenie przed nieprzewidzianymi wydatkami) oraz długoterminowej – całego życia (sfinansowanie zakupu domu i zabezpieczenie emerytalne). Państwo Barańscy radzą sobie z finansami swojej rodziny w horyzoncie krótkoterminowym i długoterminowym (wykańczany dom może stanowić ich zabezpieczenie emerytalne), jednak w perspektywie średniookresowej można wiele poprawić. Wymaga to zgromadzenia i ulokowania oszczędności w inwestycje łatwe do spieniężenia. Pomocne mogą być również odpowiednie produkty ubezpieczeniowe – oprócz wspomnianego już ubezpieczenia assistance, także polisy posagowe lub ubezpieczenia na życie.
12 lut
26 sty
5 sty
13 kwi
6 kwi
29 mar
22 mar
14 mar
7 mar
28 lut
21 lut
13 lut
3 komentarze
Witam Panie Aspirancie,
takie domki, nie zawsze zgodne z kanonami piękna, są jednak piękne dla ich właścicieli, bo są własne. Tak samo jak dla mamy jej dziecko jest najgrzeczniejsze i najzdolniejsze na świecie, choć nie zawsze jest to zgodne z prawdą tak jest i z domem wybudowanym własnymi siłami.
odnosząc się do Pana artykułu w pełni zgadzam się z opinią na temat fenomenu Państwa Barańskich, a głównie chodzi mi o to, że mimo ciężkiej sytuacji (mąż i ojciec znajduje się na rencie, z tytułu swojej niepełnosprawności, mama nie pracuje, poza tym jest to rodzina wielodzietna) radzą sobie dobrze, ale to za sprawą tego, że pomagają im ich rodzice, a więc dziadkowie ich dzieci oraz otoczenie, nie bez znaczenia jest też lokalizacja domu dziadków na wsi – co znacząco obniża koszty utrzymania. Dzięki temu możliwe jest skromne oszczędzanie (w skali kraju, nie chodzi mi tutaj o rodziny o podobnej zasobności portfela tylko jako oszczędzanie przez polskie rodziny w ogóle), ale jak na możliwości finansowe tej rodziny, to jest ono znaczące. Ponadto oszczędności są przeznaczane na inwestowanie w „wyszykowanie” swoich czterech kątów, co jest celem samym w sobie. Podziwiam takich ludzi, bo są swego rodzaju bohaterami, którzy mimo licznych przeciwności dają radę. Tutaj ważnym filarem jest także starsze pokolenie, wspomagające swoje latorośle, bez ich pomocy byłoby naprawdę ciężko Państwu Barańskim – i tutaj gratuluję mądrości dziadkom, że podają pomocną dłoń.
Panie Aspirancie znalazłem także w Pana wypowiedzi stwierdzenie dotyczące „koszmarków” architektonicznych. Co do wyglądu tych budynków nie mam wątpliwości i Pana zdanie podzielam. Jednakże te koszmarki, tak jak wspomina Pan są nie tylko wynikiem nie znajomości sztuki architektonicznej oraz budowlanej, ale przede wszystkim brakiem środków na wynajęcie specjalistów, którzy by poprowadzili budowę domu w fachowy sposób, ambicjami, że mężczyzna musi postawić dom, spłodzić syna i posadzić drzewo oraz chęcią zaimponowania rodzinie (tej bliższej i dalszej), że „jestem złotą rączką i sam potrafię dużo zrobić” – takie męskie podejście do sprawy. Ponadto liczy się tutaj polski stereotyp, sąsiad „postawił” dom sam, ja zrobię też to samemu, ale będzie on większy i ładniejszy
A propos cen ziemi w mojej okolicy cena wynosi mniej więcej 29 tys. – 35 tys. za hektar więc są to ceny nie osiągalne dla zwykłego zjadacza chleba, chyba że ma on zdolność kredytową (bogatego wujka z Ameryki, spadek po cioci z Rosji, itp. Lub po prostu ma zasobny portfel) i plan tego jak z takiej inwestycji skorzystać (wspominane dopłaty, dzierżawa czy odsprzedaż), a wspaniałym wręcz rozwiązaniem byłoby połączenie tej inwestycji z wynajęciem własnego mieszkania lokatorom np. w niewielkim mieście w niedalekiej odległości od miejscowości w której mieszkają Państwo Barańscy – jak to miało miejsce w opisywanej sytuacji wcześniejszej rodziny z Pana zestawienia, jednak jest to w obecnej sytuacji Państwa Barańskich niemożliwe.
Trzymam kciuki za „wyszykowanie” domu
Pan M. Rojek daje również wiele ważnych i cennych rad, które naprawdę warto zrealizować nawet w przypadku rodziny Barańskich. Chciałem się tutaj odnieść do ubezpieczenia typu assistance, dla Państwa Barańskich będzie to trudne do realizacji, ponieważ prawdopodobnie dysponują oni samochodem, który jest starszy niż 10 lat, a w przypadku takich aut bardzo trudno znaleźć jest ubezpieczyciela w ramach polisy autocasco czy uzupełnionego autocasco przez assistance, natomiast polisa na życie jest jak najbardziej uzasadniona, bo w pewnym sensie będzie ona zabezpieczeniem finansowym przyszłości ich dzieci (środki mogą być przeznaczone np. na ich edukację na studiach wyższych). Pozdrawiam, Piotr.
Kiedyś, w swojej rodzinnej miejscowości, obserwowałam (jako, że taki typ obserwatora ze mnie
) pewną rodzinę (mojej koleżanki). Ewa miała dwójkę rodzeństwa, jej mama zajmowała się domem, a tato pracował jako konserwator (czyli model jakby zbliżony do rodziny państwa Barańskich). Nie wypadało mi zapytać (myślałam), ale nie mogłam się nadziwić, że przy takich skromnych (myślałam) dochodach oni, sukcesywnie, powolutku, stawiają sobie dom na obrzeżach miasta. Już jako młoda dziewczynka próbowałam takiej „finansowej rozkminy” – jak to możliwe? Znałam wiele zamożniejszych rodzin, kiszących się w blokach. Cóż, po latach ciągle nie doszłam do tego, jakim nakładem udało się to przedsięwzięcie, ale chylę czoła, podziwiam i troszeczkę zazdroszczę (ale bez kszty zawiści). Zarówno rodzinie Ewy, jak i państwu Barańskim. Hmmm, ja bałabym się tak „zaryzykować”, porywać z motyką na słońce – stawiać dom bez solidnego zaplecza oszczędności, przy niewielkich (w sumie) miesięcznych dochodach. Ale wiadomo, że kto nie ryzykuje – ten nie ma (dlategom „goła” i wcale nie wesoła).
Myślę, że nie brak tu rozmaitych „niewidzialnych gołym okiem” dochodów czy oszczędności. Wsparcie rodziny, bliskich, znajomych – być musi, myślę… Gospodyni domowa ma także możliwość „dorobienia sobie w domu” – jeśli tylko czas (dzieci) pozwoli i jest pomysł na to. Do tego jej codzienna „praca” także ma sporą wartość niematerialną. Myślę, że przy stawianiu domu pan Barański korzysta w dużej mierze z własnych (tudzież znajomych) umiejętności (co pozwala na oszczędności). Wieś to także większe możliwości „wsparcia” własnymi uprawami, darami natury, chowem zwierzątek dających jakieś smakowite profity etc.
Przy dzieciach zaoszczędzić można na ubrankach, zabawkach – o ile wypracujemy sobie metodę barterową – czyli: cosik za coś (wymiana pomiędzy rodzinami, „produktami oddziecięcymi”).
Już w komentarzu przy innej rodzinie nadmieniłam, że preferuję duże zakupy – „raz, a dobrze”. Zwykle – co ważne przy dzieciech – mniej jest okazji na: „mamooo, kupisz mi to?” Zalecałabym tę metodę tejże właśnie rodzinie.
Jestem pełen podziwu dla rodziny Barańskich, że przy tak skromnym budżecie mają odwagę stawiać dom. Oczywiście jestem jak najbardziej pozytywnie nastawiony do ich przedsięwzięcia i trzymam kciuki, by niebawem odnieśli wymarzony sukces. To kolejny przykład, że nieważna jest „grubość portfela”, a wiara i chęci, czego – jak widać – rodzinie nie brakuje. Dzięki pomocy najbliższych, na pewno, niebawem cieszyć się będą własnym domem. „Trzeba żyć pełną piersią, z dnia na dzień, i nie martwić, co jutro zdarzy się. Czerpać życie garściami, dzień po dniu, iść do przodu – do utraty tchu”. Rodzina jeden dom już ma, bo „nasze domy są tam, gdzie kochają nas, nasz dom jest w sercach ludzi.” Wracając do budowy domu państwa Barańskich myślę, że głowa rodziny zaoszczędzi, dzięki zaangażowaniu własnych rąk i wsparciu bliskich. W życiu nabieramy wszelkiego rodzaju doświadczeń, dzięki czemu nie zawsze musimy zatrudniać fachowców. Satysfakcja – jaką przy tym można osiągnąć – jest niewyobrażalna. Sam wiem po sobie, jaką przyjemnością jest dla mnie, gdy mogę osobiście wykonać wiele czynności (chociażby przy remoncie mieszkania, bez potrzeby zatrudniania wykwalifikowanych pracowników). Chyba jako mężczyźni mamy wrodzony talent majsterkowicza, jedynie nie każdy z nas (mężczyzn) ma odwagę stawić czoła wyzwaniom. A może zwyczajnie „boimy się” własnych kobiet, które – często – nie doceniają naszych umiejętności? Postanowiłem odszukać w sobie odwagę: zasadzę drzewo (synów już spłodziłem), a w niedalekiej przyszłości wybuduję dom, tak… Państwo Barańscy przekonali mnie, że jest to możliwe: małymi kroczkami dążyć do celu. Być może – w kolejnych edycjach – staniemy się jedną z rodzin, którą Pan Aspirant opisze, a dzięki komentarzom internautów przekonam się, czy i gdzie „popełniamy błędy”. Pozdrawiam.
Dodaj komentarz