Poprosiłem 6-osobową rodzinę Żakowskich o monitorowanie swoich grudniowych budżetów i skrzętne notowanie wydatków. Dzisiaj więc przyglądamy się wydatkom rodziny Żakowskich.

Na etatach można wyżyć

Rodzina Żakowskich wydała prawie tyle pieniędzy, ile udało się zarobić. Zanotowali stratę w wysokości kilkunastu złotych, ale zaskakuje precyzyjne planowanie pokaźnego budżetu. Bo Żakowskim, mieszkającym w bliźniaku (spłacają kredyt hipoteczny), pracującym na etatach i wychowującym czwórkę dzieci w mieście wojewódzkim (Białymstoku), powodzi się całkiem dobrze. Grudniowe wydatki – poza zrozumiałym spiętrzeniem drobnych prezentów mikołajkowych i świątecznych – obejmują też duże pozycje do dłuższego użytkowania, jak drewno kominkowe (1050 zł) i rower (650 zł).

Dużo na żywność

Sześcioosobowa rodzina najwięcej wydała na żywność (niemal 2300 zł): to ponad 23 proc. wszystkich kosztów w miesiącu. Drobne zakupy spożywcze Żakowscy robią prawie codziennie, co jest zrozumiałe przy niedużych dzieciach (świeże pieczywo, wędliny, sery, owoce). Zwykle raz w tygodniu jeżdżą do sklepów dyskontowych i supermarketów (Biedronka, Lidl, Tesco), gdzie zostawiają po 200-300 złotych. Ta kategoria wydatków u Żakowskich jest wyjątkowo wysoka, zwracają też na to uwagę internauci na moim blogu. Częściowo jest to zapewne wynik tradycyjnej podlaskiej gościnności i szykowania dużych przyjęć świątecznych dla zapraszanych gości i rodziny, ale i tak doradzałbym przeanalizowanie wydatków na żywność.

…i na mieszkanie

Wydatki mieszkaniowe Żakowskich również są bardzo wysokie: to 1935 zł, czyli 19,4 proc. miesięcznego budżetu. W tej kwocie znalazły opłaty za energię (220 zł), wodę i kanalizację (281 zł), gaz (222 zł), wywóz śmieci (50 zł), a także zakup drewna kominkowego (za 1050 zł). W wydatkach mieszkaniowych nie została ujęta spłata kredytu hipotecznego i ubezpieczenia (1014 zł), choć w zdecydowanej większości powinna trafić właśnie do tej kategorii.

Wydatki Żakowskich na kulturę i rekreację, w tym prezenty mikołajkowe i świąteczne, wyniosły 1705 zł, czyli nieco ponad 17 proc. całości. To znowu dużo, jednak dobór prezentów – jak wskazywali też internauci – jest rozsądny i sprawi radość obdarowanym: są to książki, gry planszowe, ubrania, kosmetyki, zegarek i inne akcesoria. Nawet dość drogi rower (650 zł) lepiej kupować w zimie, gdy można trochę wytargować od sprzedawcy.

Żakowscy są zresztą przezorni i oszczędni, o czym świadczą zakupy odzieży i obuwia, w dużej mierze odbywające się w hurtowniach albo w sklepach z używaną odzieżą. Łącznie Żakowscy przeznaczyli na ten cel 1222,5 zł, czyli ponad 12 proc. grudniowego budżetu.

Spore koszty wiążą się z transportem i łącznością – w grudniu było to 736 zł, czyli prawie 7,5 proc. wydatków. Nie jeżdżą zbyt wiele samochodem – tankowali tylko dwa razy w miesiącu. Za to rachunek za telefony i Internet w wysokości 260 zł (a poza tym 85 zł za telewizję kablową) wymaga uważnej analizy. Dzisiaj można sporo zaoszczędzić przy zmianie operatora telekomunikacyjnego – nawet do połowy poprzednich rachunków. Warto, aby Żakowscy przyjrzeli się, jak długo korzystają z tego samego dostawcy i rozpatrzyli również oferty konkurencji na komórki i na Internet.

Mniejsze pozycje w ich budżecie to ochrona zdrowia, która kosztowała 526 zł, z tego 300 zł na dentystę – wizyta trójki dzieci i leczenie kanałowe, a także środki czystości i higieny osobistej (221 zł) i edukacja (60 zł), choć ta pozycja mogłaby być większa ze względu na książki i gry edukacyjne, znajdujące się wśród prezentów. Żakowscy systematycznie chodzą do kościoła i wrzucają po 10 zł na niedzielną tacę, a w grudniu wpłacili dodatkowo 200 zł na Caritas.

Kotłownia w salonie

Im dłużej palę w kominku, tym częściej dochodzę do przekonania, że to jedna z droższych form ogrzewania domu. Żakowscy na drewno wydali ponad tysiąc złotych i to prawdopodobnie starczy im na dwa, trzy miesiące dogrzewania pomieszczeń, bo raczej trudno w pełni ogrzać duży dom tylko drewnem. Jeśli uczciwie policzyć wszystkie koszty, to okaże się, że opalanie drewnem jest równie drogie, co np. gazem. Żeby w domu mógł grzać kominek (przeciętny kosztuje kilka tysięcy złotych) musimy mieć solidny komin, a pod nim porządny fundament. Z kolei, aby ciepło równomiernie rozchodziło się po budynku potrzebny jest kosztowny płaszcz wodny lub dystrybucja poprzez kanały rurowe. Ten sposób ogrzewania wiąże się również z szybszym brudzeniem ścian i częstszym malowaniem pomieszczeń. Suszenie i przechowywanie drewna to także wymierne wydatki. A i drewno stale drożeje. Lasy narzucają coraz wyższe ceny, a innego źródła zaopatrzenia praktycznie nie ma. Krótko mówiąc: opalanie drewnem jest dzisiaj drogie. W dodatku, uczeni brytyjscy donieśli niedawno, że opalanie kominkiem jest rakotwórcze (a swoją drogą, co nie jest?) ze względu na zdradliwe drobiny krążące w powietrzu. Jeśli do tego dodać fakt, że salon zamienia się w kotłownię, to zaczynam doceniać przenośne kominki opalane tzw. paliwem ekologicznym. Wprawdzie dają mniej ciepła, ale wrażenie ogniska pozostaje…

Docieplanie z dotacją

Energia będzie coraz droższa. Trzeba więc szukać różnych możliwości oszczędzania. Dobrym rozwiązaniem jest termomodernizacja budynków i  zainstalowanie solarów, czyli baterii słonecznych, zwłaszcza, że obie formy są dotowane przez państwo. Z moich dość wnikliwych obliczeń wynika, że inwestycja w ogrzewanie wody ciepłem słonecznym zwraca się po około 7 latach, co jest całkiem okresem długim. Jeśli jednak skorzystamy z dotacji rządowych, które niedawno weszły w życie, okres spłaty inwestycji skraca się prawie o połowę. Warto też ocieplić ściany naszego budynku. Znajomi mieszkają w niewielkiej kamienicy. Ich wspólnota podjęła decyzję o dociepleniu budynku 10 cm warstwą styropianu. Już po tej zimie mają wymierne korzyści. Rachunki za ciepło spadły o około 30 proc. przy porównywalnym poborze energii.

Własna elektrownia? Czemu nie…

A swoją drogą to inwestowanie w drogie i zyskowne elektrownie będzie niedługo dostępne dla wszystkich. Na świecie grupowe inwestowanie w elektrownie wiatrowe staje się coraz bardziej popularne, więc myślę, że i u nas będzie wkrótce dostępne. Pomysł jest bardzo prosty. Inicjatorzy energetycznego biznesu zawiązują spółkę celową, w której udziały ma np. stu inwestorów. Spółka buduje siłownię wiatrową złożoną z jednego lub kilku wiatraków. Wiadomo, że indywidualnej osoby nie stać na taką inwestycję, która w zależności od skali wynosi od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych. Siłownia wiatrowa to dość pewny interes. Wiatr przecież ciągle wieje, zbyt na energię jest zapewniony choćby dlatego, że państwo musi dostosować się do wymogów unijnych, które zakładają, że w 2020 r. 15 proc. energii będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych. Cena energii też będzie rosła z roku na rok – to pewne. Ocenia się, że tylko z powodu przekroczenia norm emisji dwutlenku węgla polskie elektrownie będą musiały podnieść cenę prądu o kilkadziesiąt procent. Inwestowanie w produkcję prądu może być całkiem zyskownym interesem.

Pamiętajcie o dywersyfikacji

Grupowe inwestowanie, nie tylko zresztą w siłownie wiatrowe, prawdopodobnie będzie coraz popularniejsze. Już teraz zawiązują się spółki celowe, które inwestują w atrakcyjne obszary ziemi w okolicach polskich metropolii. Zakupy większych obszarów są zawsze bardziej atrakcyjne cenowo. Wskutek przekształcenia ziemi w budowlaną lub inwestycyjną jej cena z czasem znacznie wzrasta dając godziwy zysk udziałowcom takiej spółki. W trakcie trwania spółki można się ewentualnie wycofać z interesu odsprzedając udziały innym inwestorom. Grupowe inwestowanie to innowacja biznesowa spopularyzowana ostatnio przez spółki internetowe, które w ten sposób zachęcają do zakupów różnych produktów po znacznie niższych cenach. Warto dodać, że oferta grupowego inwestowania w większe obszary ziemi lub siłownie wiatrowe skierowana jest raczej do ciułaczy, a nie do rekinów biznesu. Jeśli lubimy agresywne i długoterminowe inwestowanie, to zakup udziałów w spółce energetycznej za kilkadziesiąt tysięcy zł jest wart rozważenia.

Przy okazji uwaga, którą zawsze w takich sytuacjach zgłaszam: na ryzykowny biznes nie wykładaj wszystkich swoich zasobów. Trzeba zdywersyfikować formy inwestowania i oszczędzania. Grupowy sposób inwestowania jest u nas jeszcze mało popularny, a powodzenie przedsięwzięcia w dużej mierze zależy od jakości zarządzania zgromadzonym funduszem. Nie mamy w tej materii zbyt wielu doświadczeń, a i natura Polaka wykazuje niską skłonność do zintegrowanych działań. O ile produkcja prądu wydaje się bardzo dochodowym interesem, to największym zagrożeniem inwestycji może być nie problem ze zbytem, a brak porozumienia udziałowców. Bo tam gdzie dwóch Polaków, tam przecież trzy opinie.

Żakowski powinien uderzyć pięścią w stół

Żakowscy mają całkiem niezłe dochody. Z zapisów budżetowych wynika, że większość pieniędzy wydają na konsumpcję i nie inwestują w przyszłość, skupiając się – jak to określił wcześniej na tych łamach jeden z komentatorów – na zjawisku zwanym w psychologii preferowaniem czasu teraźniejszego. W sześcioosobowej rodzinie wydatki są duże – to zrozumiałe, ale niezrozumiałe jest wydawanie wszystkich pieniędzy do spodu. Twierdzę, że im liczniejsza rodzina, tym skłonność do oszczędzania powinna być większa, choćby dlatego, że prawdopodobieństwo wystąpienia trudności finansowych jest wyższe niż w mniejszych rodzinach. Ktoś w rodzinie Żakowskich powinien uderzyć pięścią w stół i narzucić twardą dyscyplinę finansową, bo wyraźnie widać, że portfel ma dziury, przez które uciekają pieniądze. Głowa rodziny powinna od jutra postanowić, że przynajmniej 20 proc. przychodów jest lokowane na koncie lub w inny sposób inwestowane. Rodzina specjalnie tego nie odczuje, a w razie trudności będzie wdzięczna, że ktoś wykazał się zapobiegliwością i zawczasu uszył finansowy spadochron choćby w postaci udziałów w elektrowni wiatrowej.

Wasz aspirant Fortuna


Prof. Tadeusz Tyszka

Akademia Leona Koźmińskiego

Kiedy oszczędzać

Istnieje prosta i wydaje się, że rozsądna teoria na temat tego, kiedy należy oszczędzać. Jest to teoria tzw. cyklu życiowego. Dobrze ilustruje ją zamieszczony poniżej rysunek. Kiedy młody człowiek rozpoczyna samodzielne życie (punkt A na rysunku) zwykle jego potrzeby przewyższają zarobki. W tej sytuacji ma on skłonność raczej do poszukiwania kredytów niż do oszczędzania. Branie kredytów w tym okresie ma jednak sens tylko wtedy, kiedy spodziewa się w przyszłości większych dochodów, a więc gdy myśli, że będzie w stanie spłacić wcześniejsze kredyty.

Jeżeli rzeczywiście w następnym okresie nastąpi wzrost dochodów, to powinien także pomyśleć o czekającym go w przyszłości okresie, kiedy dochody gwałtownie się obniżą (linia B – C na rysunku). Jest to naturalnie najczęściej czas przejścia na emeryturę. Jeżeli w tym późniejszym okresie chciałby wydawać mniej więcej tyle samo pieniędzy, co wcześniej, to nie ma wyjścia – musi oszczędzać w trakcie osiągania wyższych dochodów. Ludzie rozsądni i przewidujący ograniczają w pewnych okresach swoją konsumpcję po to, by mieć z czego żyć w przyszłości. Wydaje się, że państwo Żakowscy są właśnie w takim momencie. Więc raczej rzeczywiście powinni oszczędzać. Chyba, że liczą na dzieci, ale to nigdy nie jest pewne!