Kilka lat temu, gdy żegnałem się z marmurowym bankiem i przechodziłem do internetowego, rozwiązanie umowy było trudne i kosztowne. Pamiętam, że urzędnicy bankowi robili wszystko, aby mnie zniechęcić do odejścia. Najpierw proponowali jakieś ekstra warunki obsługi i status VIP-a, później bezpłatne usługi, a gdy i to nie pomogło wymusili opłatę za likwidację rachunku. Od tego roku zmiana banku ma być łatwiejsza, a wszelkie formalności ma za nas załatwiać bank, w którym otwieramy nowy rachunek. Czas pokaże, jak to się sprawdzi w praktyce, bo coś przez skórę czuję, że tak łatwo pożegnać się z bankiem nie będzie można, podobnie jak to było w początkowej fazie ze zmianą operatora telefonu komórkowego.
Zero lojalności
Uważam, że banki trzeba zmieniać do momentu, aż się znajdzie najbardziej odpowiedni. Bezruch usypia. Bank jest dla nas, a nie my dla banku. Niech bankowcy nie liczą na naszą bezgraniczną lojalność, zwłaszcza że w ostatnich latach większość kosztów pracy przerzuca się na klienta. Mam tu na myśli głównie internetowe usługi bankowe. Koszta wklepywania numerów rachunków, danych do przelewu itp. przeniesiono na klienta i to on odwala najwięcej roboty. Resztę załatwiają komputery… W banku pieniądz robi pieniądz, a tym pieniądzem są przecież nasze lokaty.
Lubię, gdy coś się dzieje, gdy pieniądz jest w ruchu i zarabia więcej, niż na lokacie. Na marginesie dodam, że trzymanie pieniędzy w banku ma sens wtedy, gdy odsetki od lokat po opodatkowaniu przewyższają inflację. Inaczej ponosimy stratę. Oszczędzanie, spekulowanie, lokowanie pieniędzy w różne dobra powinno dziś być normą, bo wskutek zmian cywilizacyjnych – jak np. płynność zatrudnienia, starzenie się społeczeństwa – trzeba mieć pieniądze na trudne czasy. Osobiście, rodzinne oszczędności dzielę na dwie części. Pierwsza – stanowi kapitał bezpieczeństwa, czyli pieniądze, z których mogę skorzystać w każdej chwili, druga – jest nadwyżką przeznaczoną na bardziej agresywne i ryzykowne inwestowanie.
Kapitał bezpieczeństwa nie powinien być ani za mały, ani za duży. Rzadko kiedy nasze niespodziewane wydatki sięgają trzech pensji. Stąd poziom bezpieczeństwa wyznaczyłem jako równowartość trzech miesięcznych dochodów jednego z członków rodziny. Te pieniądze są na lokacie, ostatnio na jednodniowej, która nie jest obciążona podatkiem Belki. Wszystkie nadwyżki ponad trzymiesięczne dochody inwestuję w przeróżne rzeczy. Taką mamy w rodzinie umowę. Można więc powiedzieć, że nasze rodzinne pieniądze dzielimy na ruchome i statyczne.
Pieniądz statyczny i w ruchu
Nawet laicy zauważą, że niektóre usługi oferowane przez banki, jak lokaty oszczędnościowe czy konto bieżące, odwołują się do naszego poczucia bezpieczeństwa i do chęci oszczędzania. Banki i instytucje finansowe proponują także szereg innych możliwości zarabiania na kapitale z wykorzystaniem instrumentów inwestycyjnych, a nawet spekulacyjnych, jak operacje na rynkach finansowych, obrót papierami wartościowymi, czy skarbowymi, przy których można liczyć na większy zysk, choć przy wyższym ryzyku. Tę podwójną naturę pieniądza widać w reklamach banków i instytucji finansowych: raz pieniądz spoczywa w skarbcu, wtedy paczki banknotów i stosy monet dają poczucie bezpieczeństwa i stabilności, a czasem znajduje się w ruchu, a banknoty albo monety rozsypują się i przemieszczają – i wówczas symbolizuje sukces finansowy i możliwość większego wzbogacenia.
Nie tak dawno przeglądałem specjalistyczne opracowanie agencji reklamowej, z którego wynika, że statyczny pieniądz jest bliższy naturze Polaka. Nieruchomy pieniądz kojarzymy z rodzinnymi skarbami ukrytymi w ziemi, z walutą trzymaną w skarpecie za komuny, polską tradycją i kulturą chrześcijańską gloryfikującą wdowi grosz. Nasza tradycja, lektury szkolne dezawuują z kolei ludzi szybko się bogacących i obracających dużymi pieniędzmi. To może jedno ze źródeł niższej niż w innych krajach skłonności Polaków do aktywnych form inwestowania. W krajach rozwiniętych z banków korzysta ponad 90 proc. dorosłej populacji, u nas około 75 proc. To i tak dużo więcej niż kilka lat temu, ale ciągle za mało. Samo konto w banku i wiedza o finansach nie przekładają się na aktywne zarządzanie swoimi pieniędzmi i w Polsce ciągle powszechne jest konserwatywne podejście do finansów – a statyczny pieniądz jest preferowany. W skrajnych przypadkach część z nas woli trzymać małe kwoty w domowej biblioteczce, bieliźniarce wychodząc z założenia, że do banku daleko, a i pieniędzy na tyle mało, że ledwie starcza do pierwszego.
Są osoby, które mają choćby skromne oszczędności i często zupełnie nie potrafią nimi zarządzać. Kolega z pracy żalił mi się, że ma 10 tys. zł oszczędności i trzyma je na ROR w banku. Wie, że traci, dostaje jakieś marne procenty, fiskus zabiera mu od dochodu podatek, bank dolicza opłaty za konto i w sumie ma grosze, daleko niższe od poziomu inflacji. Chciałby te pieniądze bezpiecznie zainwestować, ale nie wie jak. Wymagania ma proste, chce ulokować je w banku na procent wyższy od inflacji i jednocześnie mieć możliwość zerwania lokaty. Widzę, że nie może sobie z tym problemem poradzić i jeśli nie powiem mu, gdzie złożyć pieniądze, gotów jest je wydać na kolejne niepotrzebne rzeczy.
Mieszkanie pod zastaw
W naszym domu kierujemy się zasadą, że nawet małe pieniądze trzymamy w banku. Tak jest bezpieczniej, wygodniej i zawsze coś tam kapie z odsetek. Rodzinne oszczędności opieramy na dwóch filarach: lokacie pieniężnej i bardziej agresywnych formach inwestowania jak np. fundusze, które też mają różne stopnie agresywności rynkowej. W portfelach zamiast pieniędzy wszyscy mamy karty płatnicze. Od jakiegoś czasu w sklepie osiedlowym, płacąc w kasie kartą bankomatową możemy przy okazji wybrać pieniądze ze swego konta. Wielka wygoda. Wycieczki do bankomatu stały się zbędne.
Spodobało mi się podejście sąsiada do pieniędzy. Miał oszczędności, myślał o własnym biznesie. I wiecie co zrobił? Za oszczędności kupił mieszkanie, które potem zastawił w banku pod kredyt na działalność gospodarczą. Początkowo wydawało mi się, że takie pokrętne działania przyniosą mu stratę, ale po latach widać, że odniósł podwójną korzyść. Mieszkanie kupił jeszcze przed gorączką cenową i już z tego tytułu – nawet po korekcie – ma kilkadziesiąt procent potencjalnego dochodu. Kredyt bankowy był świetną dźwignią do uruchomienia interesu. Widzę, że biznes mu się dobrze kręci, a kredyt – o ile wiem – został już spłacony. To było dobre zagranie, bo sąsiad ma nie tylko dodatkowe mieszkanie, ale i nieźle prosperujący interes.
Pieniądz lubi być w ruchu. Wtedy daje największe dochody. Oczywiście pod warunkiem, że jest dobrze zainwestowany. Dowodem na to mogą być moje drobne transakcje internetowe przeprowadzone w ostatnich latach. Kilka lat temu skupowałem starocie na aukcjach internetowych Szczególnie interesowały mnie stare aparaty fotograficzne, mieszkowe, na płyty szklane, produkowane przed stu laty. Fotograf, żeby zrobić zdjęcie, musiał przykrywać się czarną płachtą. Przed pięcioma laty jeszcze można je było kupić po atrakcyjnych cenach. Na rynku była lekka nadpodaż spowodowana modą na aukcje internetowe. Dzisiaj te same aparaty są kilka razy droższe i trudno dostępne. Technologie zmieniają się tak szybko, że za starocie uznawane są dzisiaj lustrzanki analogowe, a aparatów mieszkowych praktycznie już nie ma. Swoją drogą, to mamy dzisiaj takie czasy, że chyba łatwiej zarobić na starociach niż na nowych produktach…
Ruch potrzebuje pieniędzy
Pieniądze wprowadzałem też na wyższe obroty. Inwestowałem na giełdzie z niezłym skutkiem, może dlatego, że liznąłem analizy technicznej. Poznałem kilka zasad i tylko nimi się kierowałem. Jeśli kurs spółki zbliżał się do maksymalnych wartości w przedziale wyznaczonym przez linię wzrostu, sprzedawałem akcje. Kupowałem, gdy kurs był blisko lub poniżej dolnej linii korytarza. Inwestowanie było bezpieczne i skuteczne, dlatego, że w grze była stale określona wartość pieniędzy. Dochody wycofywałem z giełdy na konto bankowe. Na giełdzie nie straciłem, pewnie dlatego, że sprzyjał mi trend rynkowy. Giełda rosła akurat przez dłuższy czas. Tąpnięcie nastąpiło długo po moim wycofaniu się z inwestycji.
Grałem raczej w celach edukacyjnych niż zarobkowych. Lekcja była pouczająca: dotarło do mnie, że samotne inwestowanie w akcje spółek giełdowych wymaga mnóstwa czasu na analizę, obserwację rynku, dyskusje na forach internetowych itp. A i to nie gwarantuje sukcesu. Giełda pożera czas, stresuje – to wszystko trzeba wliczyć jako koszt w ogólnym bilansie zysków i strat. Wprowadzić pieniądz skutecznie w ruch nie jest łatwo i nie ma znaczenia, czy jest to giełda czy inwestowanie w fundusze, nieruchomości, dzieła sztuki. Żeby wprawić pieniądz w ruch trzeba włożyć dużo wysiłku. I im większe są to pieniądze, tym większej energii musimy użyć i większe ponieść ryzyko…
Wasz aspirant Fortuna
![]()
W ostatnich latach dobrą lokatą kapitału była ziemia rolnicza. Pod koniec 2009 r. średnia cena hektara wynosiła ponad 16 tys. zł i była o 33 proc. wyższa niż rok wcześniej (i to przy spowolnieniu gospodarczym w Polsce i kryzysie ekonomicznym na świecie). Stały wzrost cen gruntów rolnych powoduje, że ich poziom w Polsce zbliża się do cen w krajach Unii Europejskiej, a zwłaszcza Niemiec i Francji. Inwestując w ziemię lepiej dywersyfikować inwestycje poprzez zakup gruntów w różnych regionach kraju. Ziemię wykupują osoby fizyczne, ale także instytucje finansowe, a nawet poszczególne państwa.
Na przykład, w 2008 roku Chiny kupiły ponad 2 mln hektarów głównie na Filipinach, w Laosie i w Indiach. W polskich realiach posiadanie ziemi daje dodatkowe bonusy jak np. dopłaty bezpośrednie do hektara, ubezpieczenie w KRUS. Wartość ziemi możemy podnieść zabiegając o doprowadzenie elektryczności, wodociągu, przekształcając np. w ziemię siedliskową. Przy stosunkowo niewielkich nakładach możemy mieć bardzo wysoką stopę zwrotu z inwestycji. Minusem tej inwestycji jest niewielka płynność, bo ziemi zwykle nie da się szybko spieniężyć.
Lokując pieniądze w banku lub w innych instytucjach finansowych należy pamiętać o progu rentowności, który w uproszczeniu możemy przyrównać do poziomu inflacji. Jeśli nasze dochody z inwestycji finansowej są na poziomie inflacji, oznacza to, że nie osiągamy realnych zysków. O korzystnym ulokowaniu funduszy możemy mówić wtedy, gdy poniesione nakłady znacznie przewyższają stopę inflacji.
Dynamiczne inwestowanie poprzez przenoszenie środków kosztuje. W ogólnym bilansie zysków i strat musimy wziąć pod uwagę np. koszty prowizji maklerskich, podatki od dochodu, wynagrodzenia rzeczoznawców itp. Im częściej angażujemy środki w inne inwestycje, tym więcej ponosimy opłat, które powinniśmy uwzględnić w rachunku ciągnionym.
Mając większe środki finansowe możesz zainwestować we własny biznes lub wejść z kapitałem do już istniejącej firmy. Wielu przedsiębiorców poszukuje kapitału proponując udziały w firmie i obiecując wysoką stopę zwrotu. I
nwestując w biznes trzeba mieć dobre rozeznanie w branży. Warto tez skorzystać z usług wyspecjalizowanej kancelarii prawniczej. Na rynku jest coraz więcej instytucji i osób, które specjalizują się w dokapitalizowaniu przedsiębiorstw. Dokapitalizowana firma jest z czasem sprzedawana z dużym zyskiem.
![]()
26 sty
5 sty
13 kwi
6 kwi
29 mar
22 mar
14 mar
7 mar
28 lut
21 lut
13 lut
7 lut
25 komentarzy
Panie aspirancie, pisze Pan o oszczędzaniu i sposobach lokowania nadwyżek kapitału z naszych budżetów domowych. Jak dla mnie przedstawił Pan ciekawy i bezpieczny sposób dywersyfikacji ryzyka inwestowania. Na pewnym portalu ekonomicznym przeczytałem, że wydatki konsumpcyjne w następnym roku w Polsce wzrosną, a przeciętny Kowalski będzie w stanie odłożyć (zaoszczędzić) około 5000 zł w ciągu roku (z jednej strony sporo, z drugiej zaś nie). Czyżby rozpoczynające się ożywienie w gospodarce osiągnie apogeum w przyszłym roku? a rosnące wydatki (nie tylko konsumpcyjne) przyczynią się do wzrostu gospodarczego w naszym kraju? Całkiem możliwe. Na razie może o tym świadczyć spadający poziom inflacji (za luty 2,9%, wg GUS), coraz lepsza ocena koniunktury w większości działów gospodarki (m.in. poza transportem i gospodarką magazynową, usługami gastronomicznymi, czy edukacją gdzie panuje pesymizm, mimo lepszych ocen niż przed rokiem w analogicznym okresie). Wzrost gospodarczy może nieco zwolnić a to za sprawą ważnego czynnika małej ilości zamówień w budownictwie, co za tym idzie kiepskiej sytuacji finansowej przedsiębiorstw budowlanych i małych inwestycji w tym sektorze. Będę jednak ostrożny z oceną tego co będzie za jakiś czas, w sumie jeszcze odczuwalne są skutki kryzysu, bo np. wciąż ludzie tracą pracę (zwolnienia grupowe) a zakłady upadają, bezrobocie sięgnęło 12,7% (w styczniu). Miejmy nadzieję, że ta sytuacja zmieni się na lepsze i wrócą nastroje optymistyczne zarówno u społeczeństwa jak i na warszawskim parkiecie, który teraz prawdopodobnie odczuje wpływ przyjęcia planu reformy społecznej w USA.
Drogi aspirancie
Zgadzam się z Tobą w 100%, że pieniądz musi być w ruchu, bo tylko wówczas przynosi nam korzyści. Ale jak zapewne zauważyłeś Polacy pod względem inwestowania są bardzo ostrożni. Oczywiście mam tutaj na myśli tych, którzy mają co inwestować. Niestety większość naszych rodaków nie posiada żadnych oszczędności, a ci co odłożyli kilka złotych na „czarną godzinę” wolą nie ryzykować.
Aktualnie większość osób uważa, że najlepszą inwestycją jest lokata bankowa. Wprawdzie z procentów, po odliczeniu „belki” zostaje tyle „co kot napłakał”, ale jakieś grosze zawsze są dodawana do sumy lokaty. Zresztą, z tego co słyszałam banki znów mają rozpocząć walkę o klienta i jest szansa, że oprocentowanie lokat pójdzie w górę. Może nie będą to wysokości 8-10 procent w skali roku, ale zawsze wyższe niż te obecne.
Podobał mi się Pański artykuł jednak jestem zdziwiony, że nie dotknął pan w ogóle tematu ryzyka które na pewno jest bardzo istotne w inwestycjach jakichkolwiek. Tak samo podając przykład pańskiego sąsiada widać że nie sprzyjająca koniunktura mogłaby podwoić jego straty (chyba, że branża firmy tego pana byłaby nie czuła na kryzys). Ocena inwestycji bez brania pod uwagę ryzyka jest dość nie pełna.
@Piotr: Na jakiej podstawie spadek inflacji świadczy o przyszłej poprawie koniunktury ?
Do Pana Silhouette: Przepraszam za nieścisłości i dziękuję za słuszne zwrócenie uwagi.
Nie chodziło mi tutaj o połączenie inflacji i koniunktury, ale o następującą zależność, że zazwyczaj (choć nie zawsze) spowolnienie przyrostu inflacji łączy się ze spowolnieniem wzrostu gospodarczego. Występujące czynniki takie jak np. kryzys gospodarczy, wysokie ceny produktów spożywczych (zboża), czy także wysokie ceny surowców energetycznych (ropa naftowa, gaz ziemny itd) mogą doprowadzić do wzrostu inflacji, bez idącego wraz z nią przyspieszenia ekonomicznego.
Jeżeli chodzi o wspomnianą przeze mnie kwestię koniunktury i jej oceny w budownictwie, to nadal podtrzymuję to co napisałem (z uwzględnieniem powyższych modyfikacji), dodam jeszcze precyzyjniej dlaczego tak jest. Uzależnione jest to od tego, iż przedsiębiorstwa z tej branży mają mało zamówień na prace budowlano-montażowe (piszę o okresie luty-marzec 2010), nie dlatego, bo brak jest wykwalifikowanej siły roboczej, ale dlatego, że w dużym stopniu sytuacja ta zależna jest od niekorzystnych warunków pogodowych. Zarządzający tymi przedsiębiorstwami jednak spodziewają się wzrostu zamówień, na tego typu prace, z tym, że zagranicą, więc prawdopodobne jest poprawienie ich sytuacji (w głównej mierze dużych firm, bo średnie, małe i mikro przedsiębiorstwa mają mniejszą siłę przebicia). Jeżeli chodzi o sytuację finansową firm w tej branży to nie jest ona zbyt pozytywnie oceniana, ale jest i tak lepsza od prognoz z lutego tego roku. Spadek cen na realizację prac budowlanych i montażowych, zmniejszanie zatrudnienia, ograniczanie wykorzystywania własnych mocy produkcyjnych oraz trudności ze ściąganiem należności (wydłużanie się tego okresu, nieterminowość spłaty) to krótka charakterystyka tego co ma miejsce obecnie w tej branży. W razie wątpliwości proszę pisać. Pozdrawiam
Tak rozumiem o co Panu chodzi (czynniki zewnętrzne) mają duże znaczenie, jednak aktualnie ceny surowców nie są zbyt wysokie, bardziej odbijało się to na inflacji w poprzednim roku .
Co do branży budowlanej ulega sukcesywnej poprawie, ale oczywiście to wszystko prawda co Pan napisał, zresztą tego akurat nie kwestionowałem.
Pozdrawiam
Opisywał Pan, że najlepiej swoje fundusze inwestować ulokować w banku na lokacie 1dno dniowej, gdyż fiskus wówczas nie zabiera zysku z procentów. Interesuje mnie w jakim banku najlepiej to zrealizować, jak Pan dodał, że też posiada taką lokatę? W którym banku?
Do Mirosław Parchański
Proszę wstąpić na stronę: http://www.bankier.pl/finanse/oszczedzanie/lokaty/
i wszystko powinno być jasne
Zachętę do nawiązania kontaktu wyczytałem w lokalnej, miejscowej gazecie.Nie mam wielkich pieniędzy ale myślę, że to co mam może być podstawą do rozpoczęcia ich mnożenia. Powodem tego przekonania jest to, że „kolega” działając w moim imieniu, na podstawie mojego upoważnienia ten mój kapitalik mnoży, pobierając za to 25% osiągniętych korzyści. Aby wyeliminować te koszty, usiłuję od niego się uniezależnić ale nie wiem jak to zrobić, gdyż towarzystwo w którym się obracam jest hermetyczne. Gdzie szukać takich informacji jak np. podręczniki do obsługi komputerów, co może umożliwić kontakt z maklerem i zawarcie określonych transakcji.Aktualnie poza układem z „kolega” mam kilka tyś. złotych ulokowanych w funduszu inwestycyjnym i w ten sposób bronię się przed inflacją i czekam na Pana odpowiedź.Z poważaniem Tadzio.
Najlepiej moim zdaniem inwestować we wszystko odkładać pieniądze kupować ziemię.
Najlepiej też założyć własną firmę lub podłączyć się do kogoś kto ma własną firmę.
Pieniądz musi być cały czas w obrocie.
Pieniądz jest narzędziem, które pomaga nam osiągać zamierzone cele, nasze marzenia. Pieniądz powinien być w obrocie tak samo jak produkt: musi być w ciągłym ruchu. Podobnie jest z inwestorami: czy znacie kogoś, kto jest Inwestorem, który nie dąży do rozwoju ? Ja nie. PRAWDZIWY INWESTOR ZDOBYWA PIENIĄDZE ZA POMOCĄ PIENIĘDZY, stosuje je jako jedne z jego kilku narzędzi pracy do pozyskania funduszy. Na tym prawdziwy Inwestor nie kończy, dalej inwestuje zgromadzone środki, cały czas je powiększając.
Dlatego każdy powinien wiedzieć, jak i w co powinien inwestować, aby każda złotówka pracowała na siebie czyniąc nas bogatszymi !!!
KAŻDY MUSI SIĘ NAUCZYĆ TEGO, ABY TO PIENIĄDZE PRACOWAŁY NA CIEBIE SAMEGO – NIGDY ODWROTNIE !!!
W tym celu powinniśmy opracować swój indywidualny plan działania, który nam pomoże zrealizować nasze marzenia. Ja swój juz mam: a Ty ?
PAMIĘTAJ, ŻE PIENIĄDZ MUSI BYĆ W OBROCIE, ALE TO JEST TYLKO NARZĘDZIE.
Prawdziwą wartość mają aktywa, które wkładają nam pieniądze do kieszeni: dlatego porzuć stare myślenie i patrz ! Nie, nie oczami ! Masz lepsze narzędzie do tego, pomyśl, jak łatwo możesz stać się bogatym…
Reasumując: inwestowanie, obracanie pieniędzmi, aby były w ruchu nie jest ryzykowne !!!
Ryzykowny jest brak wiedzy, co możesz zrobić, aby mieć pieniądze ! Nie bój się tego, bądź konsekwentny, zdeterminowany i działaj !
Wszyscy piszący tutaj zgadzają się, że pieniądz musi być w ruchu, że warto inwestować, że „pieniądz robi pieniądż”, ale największym chyba problemem jest „wielki-mały” szczegół. Żeby inwestować i pomnażać swoje oszczędności trzeba mieć choć niewielką kwotę, a niestety coraz więcej osób zarabia tylko tyle aby pokryć bieżące wydatki i przeżyć. O oszczędzaniu i pomnażaniu pieniędzy mogą tylko pomarzyć. Daleko nam jeszcze do Belgów, Holendrów czy Brytyjczyków, krórych stać na oszczędzanie i inwestowanie.
Pani Asiu, otóż może i daleko, ale obszar Europy Środkowo-Wschodniej, w którym znajduje się też i Polska, ma swoje specyficzne uwarunkowania, zarówno społeczne, ekonomiczne jak i inne. Proszę spojrzeć, że z roku na rok stopa życia statystycznego Polaka stale rośnie, jako jedyni w Europie utrzymaliśmy się na plusie jeżeli chodzi o wzrost gospodarczy podczas kryzysu, wreszcie jako jedni z nielicznych potrafimy w trudnym czasie łączyć się jako Naród. Więcej optymizmu i więcej akcji edukacyjnych, jakie oferuje Pan Fortuna a wiedza każdego Kowalskiego (przy jego dużej chęci do nauki) poprawi się na tyle by skutecznie inwestować i zarabiać. Oszczędzanie jest możliwe Pani Asiu, nawet przy niskim wynagrodzeniu, wystarczy wypracować w sobie systematyczność i większe wydatki rozkładać w czasie w sposób przemyślany, a na pewno się uda. Może nie będą to jakieś „kokosy” ale zawsze coś na dobry początek.
rentier1988 wziął pan to z podręcznika dla akwizytorów ? Obracanie pieniędzmi jest ryzykowne tyle, że ryzyko jest zróżnicowane od tego w co inwestujesz. Jest pan może doradcą finansowym czy zwolennikiem Kioysakiego ?
Panie Piotrze jest pan wielkim optymistą. Jesteśmy jedynym krajem będącym na zielono, fakt tyle, że to raczej dlatego, że nie jesteśmy na takim etapie rozwoju jak kraje zachodu nie wiem czy jest się z czego cieszyć, stopa życia fakt. A jak wg pana przedstawia się stopa zadłużenia ?
Panie Silhouette, byłem na obozie naukowo-badawczym w Zakopanem, dziś dopiero wróciłem i już Panu odpisuję. Tak zgadza się jestem optymistą, w ekonomii też, ale bardziej umiarkowanym.
Otóż stopa zadłużenia w Polsce ma tendencję rosnącą, jednak nie rośnie ona tak szybko jak np. w przypadku Niemiec, Portugalii czy Grecji (ta ostatnia znalazła się w katastrofalnej sytuacji, jednak państwa UE wspierają ją by ta mogła poprawić swój standing, w Portugalii dzieje się też nie za ciekawie). Ogólnie Polska na tle krajów UE jest w dobrej sytuacji związanej z zadłużeniem (mimo tego, że jest ono wysokie), ale jest jednak relatywnie niższe niż w przypadku przytoczonych Niemiec czy innych krajów UE. Zadłużenie Polski według ustawy budżetowej ustalone jest na poziomie 52 214 216 000 PLN, jednak w praktyce może okazać się niższe, przy założeniu, że wzrost gospodarczy będzie zbliżony do 2,5% może nawet 3%, ale są to jedynie prognozy.
Jeżeli chodzi o to co Pan napisał o kolorze zielonym (bo nie jesteśmy na takim poziomie rozwoju gospodarczego jak kraje zachodnie) owszem to racja, Polska nadal należy do krajów rozwijających się, a kraje zachodu to państwa rozwinięte. Oprócz tego co Pan napisał to dodałbym jeszcze, że dużą rolę odgrywa tutaj też EURO 2012, które napędza bądź co bądź w jakiejś części naszą gospodarkę poprzez liczne inwestycje związane m.in. z rozbudową infrastruktury.
Silhouette, nie wziąłem tego z żadnej książki, lecz z doświadczenia. Nie jestem żadnym doradcą finansowym, a książki Kiyosakiego znam, bo kiedyś czytałem je. On, D. Trump i W. Buffet są moimi wzorami do naśladowania. Podoba mi się to, że grają, żeby wygrać, co polecam wszystkim robić.
Silhouette: w swoich wcześniejszych słowach podałem swoje przemyślenia po przeczytaniu różnych książek nt. biznesu, ale niczego nie kopiuję. Myślenie mam podobne jak wielu prawdziwych Inwestorów, ale nie kopiuję nikogo, choć co niektórzy zalecają korzystanie ze sprawdzonych sposobów. Ja osobiście wolę, żeby każdy opracował swój własny, indywidualny system działania. Ja już swój mam, teraz (co prawda małymi krokami) wprowadzam go w życie.
Silhouette: piszesz, że „Obracanie pieniędzmi jest ryzykowne tyle, że ryzyko jest zróżnicowane od tego w co inwestujesz”. Fakt, jest to ryzykiem, ale jeśli je podejmujesz, to znaczy, że masz w sobie cechy osoby przedsiębiorczej, nie boisz się, że Ci nie powiedzie się, bo wierzysz, że Ci się uda. Pozytywne myślenie, determinacja, odwaga to tylko niektóre „składniki” przepisu na sukces, ale tworząc swój indywidualny system działania korzystaj z wielu możliwości, jakie przynosi Ci każdy nowy dzień.
rentier1988: Przepraszam jeśli uznał Pan to za obraźliwe. Ja może zachowuje się jak ignorant, ale slogany z książek Kiyosakiego po prostu do mnie nie trafiają.
Piotr: biorąc pod uwagę, że byliśmy tą „zieloną wyspą” chyba oczywiste jest, że nie rośnie tak szybko jak u PIIGS. Zastanawia mnie tylko co zrobimy będąc już na etapie rozwoju na jakim znajduje się zachód, my nie dostaniemy tak dużej pomocy od innych krajów bo ich waluta przecież nie zależy od naszej. Chodzi o samą tendencję ciągłego wzrostu długu i raczej nic nie będzie w najbliższym czasie się poprawiać (no może wiek emerytalny może troche pomóc). Poza tym może mamy do czynienia z wykupieniem się z recesji ? (spend out of recession)
Tak zgadzam się z Panem, co do rozmiarów pomocy (gdy będziemy z czasem na podobnym etapie rozwoju co zachód), jednak nasza waluta jest w miarę stabilna, mimo ostatniego spadku, który nie był spowodowany tyle tematem pożyczki dla Grecji z UE, ale bardziej sytuacją na parkietach nie w euroregionie, tylko na giełdach światowych, a więc duży wpływ miał na to czynnik zewnętrzny.
Analitycy twierdzą, że jeśli pożyczka dla Grecji zostanie przyznana, a nie odwlekana, jak to ma miejsce, euro i złoty powinny się umocnić. Spotkałem się też z opiniami (nie tylko na portalach, ale głównie w realu), że przechodząc za jakiś czas z PLN na EUR, wzrośnie u nas koszt obsługi długu, mi.in. dlatego, że polski rynek mimo swojej stabilności traktowany jest nadal jako wschodzący, a oprócz tego inwestorzy (po wprowadzeniu EURO w Polsce) traktowaliby go jako mniej interesujący mając do wyboru inne kraje UE, które również dysponują tą walutą. Wiek emerytalny owszem może poprawić nieco tą sytuację, ale pogorszy też nastroje społeczne.
Wykupowanie się z długów stosuje wiele krajów, przoduje tutaj USA z gigantycznymi kwotami. By nieco podreperować budżet Skarb Państwa (m.in w Polsce) sprzedaje państwowe spółki w ręce prywatnych inwestorów. Wiele przedsiębiorstw stosuje emisje obligacji, akcji, podkupuje długi innych firm dzięki czemu w praktyce je przejmuje. Także państwa wykupują długi np. znaczących dla gospodarki narodowej banków jak to miało miejsce np. w USA i trwa nadal.
Pieniądz robi pieniądz, a najwięcej zarabiają, nawet na kryzysie, najwięksi gracze i ludzie z największym kapitałem.
Przypomniało mi się pewne opowiadanie, które przesłała mi koleżanka, a mówiło one o tym jak pewien turysta trafił na wyspę, na której mieszkańcy byli strasznie zadłużeni, każdy u każdego miał zaciągniętą pożyczkę. Turysta ten wszedł do hotelu, położył studolarówkę na ladzie i poszedł oglądać pokój. Właściciel hotelu wziął zostawione przez mężczyznę pieniądze i poszedł uregulować zobowiązanie wobec dostawcy mięsa, dostawca uczynił podobnie i uregulował swój dług u dostawcy paszy, ten zaś wziął banknot i zapłacił zaległe pieniądze producentowi paszy. Producent ucieszony ruszył do właściciela hotelu, gdzie uregulował swój dług za pobyt. Ale wrócił turysta, pokój nie przypadł mu do gustu i zabrał banknot i schował do kieszeni. Jaki z tego morał: nikt z mieszkańców wyspy nie zarobił (w sensie fizycznego posiadania pieniędzy), ale każdy został oddłużony. Tak więc czyszcząca siła rynku z czasem powinna doprowadzić do wyrównania zachwianej równowagi na rynkach światowych, a wspomniany w opowiadaniu „turysta” spełnił właśnie taką rolę.
oczywiście znaczącą rolę w oddłużaniu spełnia zarówno państwo jak i inwestorzy prywatni.
z wykupywaniem się z recesji chodziło o zwiększanie wydatków rządowych kosztem rosnącego długu publicznego. Nie wiem o co chodzi z tymi długami szczerze mówiąc bo to jasne chyba, że próbują podreperować w jakiś sposób budżet ;p Co do przejścia na euro to jest bardzo trudna do określenia kwestia mimo wszystko uważam, że więcej jest przeciw niż za (niektórzy uważają, że grecja ma problemy m.in. właśnie przez przejście do eur, nie wspominając o słowacji )
Również uważam, że przechodzenie na euro w obecnej sytuacji nie jest najlepszym krokiem.
Nie wiem, czy w 2012 będziemy posługiwać się europejską walutą, ale przy obecnym zadłużeniu Polski, dużym bezrobociu i niepewności co do sytuacji finansowej na światowych rynkach (niektórzy uważają, że największe załamanie rynków finansowych na świecie jest jeszcze przed nami) może lepiej byłoby poczekać kilka lat – może około 2020 roku Polska będzie przygotowana na wprowadzenie euro.
Wielka Brytania – członek UE nadal posługuje się „ukochanym” funtem i wcale źle na tym nie wychodzi.
Panie Silhouette bądźmy poważni
:p (z tymi długami). Akurat takiego terminu, którym Pan się posłużył nie znałem ;p To co napisała Pani Asia co do „ukochanego funta Brytyjczyków” również jestem za maksymalnym odciągnięciem w czasie wprowadzenia Euro w Polsce.
Panie Piotrze… i ja znam skądś to opowiadanie…
Ponadto zacytuję „Pieniądz robi pieniądz, a najwięcej zarabiają, nawet na kryzysie, najwięksi gracze i ludzie z największym kapitałem”
W tym miejscu widzę ten kapitał dwuznacznie: to oczywiście środki pieniężne, ale to także nasza wiedza finansowa, bo to właśnie od niej wiele zależy, czy będziemy Zwycięzcami, czy też nie.
Panie Silhouette: nie trzeba się zgadzać z każdym człowiekiem i jego myślą. Nie zachowuje się Pan jak ignorant, po prostu jest Pan sobą, wyraża swoje zdanie w danej kwestii i OK. Nie wszyscy muszą lubieć książki Kiyosakiego, tak samo jak ja nie muszę lubieć niektórych rzeczy, które mogą przynosić mi zyski. Swego czasu lubiałem akcje i inne papiery wartościowe, teraz „przerzucam się” na inne aktywa, działające w podobny sposób. Codziennie, jeśli jest taka mozliwość, przeglądam różne oferty, bo wiem, że każdy dzień jest inny i jutro nie będzie tak samo jak dziś, ponieważ będzie tylko lepiej. Każdy dzień coś za sobą niesie, okazje do inwestowania, nabywania za naprawdę małe pieniądze aktywów dających nam nowe możliwości, większy kapitał na realizację dalszych inwestycji czy po prostu marzeń. Wystarczy być cierpliwym i zdtereminowanym
dziękuje Panie rentier1988
pani Asiu nie chodzi o problemy w tej chwili, podobne mogą się powtórzyć w tym czy w innym czasie, a wchodzenie w układy z niektórymi krajami może nie wyjść (wspólnej w przyszłości) walucie na dobre
Dodaj komentarz