Do napisania tego odcinka skłoniła mnie pewna znajoma, która zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc i interwencję u komornika. Któregoś dnia pani Aniela przyszła na komisariat, wzięła mnie na stronę i wyszeptała: – Pan ma wszędzie dobre kontakty, więc może pogada pan z komornikiem, żeby nie zabierał mi mieszkania, bo gdzie ja, emerytka, się teraz podzieję. Niczego obiecywać oczywiście nie mogłem, bo komornicy to twarde sztuki, ale opowieści o życiowej tragedii wysłuchałem.

Biznes z długami

Dość dobrze znałem męża pani Anieli. Miałem z nim dobre kontakty przed kilkoma laty, gdy angażował się w pracę społeczną w naszym miasteczku. Później kontakty się urwały, a to dlatego, że pan Kazimierz wziął się za interesy, dużo podróżował po kraju i zwyczajnie nie miał już czasu na pogawędki. Robił – jak to się mówi – w biznesie odzieżowym. Miał szwalnię i kilka niewielkich sklepów w różnych miastach regionu. Podobno interes dobrze się kręcił, gdyż oferował odzież modną i niedrogą. Pan Kazimierz zmarł nagle, chyba na zawał. Zostawił firmę i rodzinę z niewyobrażalnymi problemami.

spadek1Wyszło na jaw, że biznes kręcił się gorzej od maszyn do szycia. Szwalnia wpadła w tarapaty, bo odbiorcy przestali płacić terminowo. Rosły długi wobec dostawców, ZUS-u, skarbu państwa i w banku. Rodzina o niczym nie wiedziała. Pan Kazimierz wszystkie domowe rachunki opłacał terminowo, a jak trzeba było kupić coś grubszego, zawsze miał na to pieniądze. Dopiero jakiś czas po jego nagłej śmierci okazało się, że miał ogromne długi. W dodatku zagraniczna firma wygrawszy proces o podróbki zażądała odszkodowania za nielegalne używanie znaku towarowego. Rodzinie zmarłego zwaliła się na głowy cała piramida problemów finansowych.

Żona pana Kazimierza zamiast dobrze prosperującego biznesu dostała w spadku mega problem. Sąd nakazał ściąganie długu z majątku spadkobierców, czyli żony i dzieci. Komornik zabrał samochody, wszedł na emeryturę mojej znajomej i kazał opuścić pani Anieli wartościowe mieszkanie. Na szczęście udało się jej przebudować mieszkanie dzieląc je na dwa lokale. Sobie zostawiła pokój z kuchnią, resztę sprzedała na wolnym rynku przekazując dochody komornikowi. Nie wystarczyło to jednak na zaspokojenie wierzycieli. I co miesiąc spadkobiercy pana Kazimierza część swoich dochodów przeznaczają na spłatę długów.

Wciskanie kitu i kredytu

W moim policyjnym pitavalu mam też zapisaną historię z Łodzi. Po trzech latach od śmierci pewnej starszej pani bank zwrócił się do jej dwóch córek z żądaniem spłaty kredytu. Kobiety nie miały pojęcia o zaległościach matki wobec banku. Dług z 3 tys. urósł już do prawie 6 tys. zł. Bank żąda od kobiet po 250 zł miesięcznie. Córki niczego – poza długiem – po matce nie odziedziczyły. Mieszkanie kwaterunkowe zajmowane przez zmarłą kobietę wróciło do gminy.

Kolejny przykład z policyjnych kronik, ale trochę z innej beczki: wymuszanie spadku. Dwie kobiety opiekowały się starszym, schorowanym panem. Cierpiał na stwardnienie rozsiane boczne. W pewnym momencie choroba posunęła się do tego stopnia, że przestał mówić, stracił kontakt ze światem. Kobiety zgodnie twierdziły, że mężczyzna tuż przed śmiercią przekazał jednej z nich w spadku swój dom jednorodzinny. Sąd dał wiarę świadkom, bo prawo dopuszcza ustne sporządzenie testamentu. Rodzina przegrała proces o spadek. W naszym rejonie też nie brakuje osób i instytucji wymuszających spadki od schorowanych staruszków. W takich przypadkach zalecam czujność rodzinie.

Coraz więcej starszych osób zaciąga kredyty i ma różne inne zobowiązania biznesowe. Na rynku jest wiele firm, które wciskają starszym ludziom cudowne garnki za kilka tysięcy złotych, lecznicze kołdry, medykamenty na każdą chorobę. Banki chętnie kredytują takie zakupy na raty. – Owinęli mnie wokół małego palca – opowiadała mi pewna starsza pani, uczestniczka prezentacji mikstury na wszystko. Prezenterzy używali fachowej terminologii, powoływali się na autorytety medyczne, głos zabierał jakiś niemiecki ekspert. Każdy kto za 2 tys. zł kupił 100 buteleczek medykamentu dostawał za darmo żelazko. I nawet nie trzeba było płacić. Wystarczyło tylko wypełnić dokumenty kredytowe i wychodziło się z prezentacji z miksturą i żelazkiem. Ta pani przyznała mi się do kilku tego typu zakupów i zadłużenia na łączną kwotę 5 tys. zł. Wątpię, aby rodzina o tym wiedziała…

Żyjemy coraz dłużej, emeryci ze swoimi stałymi dochodami paradoksalnie są najlepiej zarabiającą grupą w kraju i dlatego są dla banków dobrymi klientami. Za życia terminowo spłacają kredyty, a po ich śmierci długi przejmują spadkobiercy. Bank zapuka do drzwi spadkobierców, gdy tylko dostanie sądowe orzeczenie o nabyciu spadku przez rodzinę zmarłego. Bywa, że starsze osoby są zadłużone po uszy. Dlatego warto jak najwięcej wiedzieć o zobowiązaniach naszych rodziców, dziadków, znać skalę ich zadłużenia. Banki powołując się na tajemnicę bankową nie udzielają rodzinie zmarłego informacji o stanie jego zadłużenia. Czekają na zaświadczenie sądowe o nabyciu spadku i dopiero wtedy ujawniają stan salda. Dobrze, jeśli zmarły miał pełne konto. Problemy zaczynają się, gdy zaciągnął pożyczki lub nadmiernie obciążył kartę kredytową. Bank niechybnie chwyci nas za gardło.

Sześć miesięcy na decyzję

Otrzymując schedę powinniśmy wnikliwie sprawdzić, co wchodzi w skład tzw. masy spadkowej, bo są sposoby na uniknięcie spłaty cudzych długów. Po pierwsze, możemy odrzucić schedę, co zwalnia nas z odpowiedzialności za długi spadkowe, w tym również za zobowiązania podatkowe. Na złożenie oświadczenia o odrzuceniu mamy sześć miesięcy od momentu uzyskania informacji o spadku. Trzeba pilnować terminu, bo sądy mają własną interpretację. Najczęściej za moment uzyskania informacji przyjmują datę śmierci spadkodawcy. Spadek muszą odrzucić wszyscy ustawowi spadkobiercy – dzieci, rodzice, a nawet wnuki zmarłego. Słyszałem o takim przypadku w naszej miejscowości, że pewien niezorientowany ojciec zmarłego hazardzisty musiał spłacać długi spadkowe, bo nie wiedział, że synowa i wnuki odrzuciły schedę. Warto w tym miejscu przypomnieć porzekadło, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu…

Ale nie zawsze… Na własnej skórze – i to dwukrotnie – miałem okazję przekonać się, jak działa mechanizm spadkowy. Po wielu latach od śmierci jednego z dalekich członków mojej rodziny okazało się, że jestem współwłaścicielem ułamkowej części działki pod Warszawą. Na prośbę dalekiego kuzyna wszyscy „udziałowcy” gruntu dobrowolnie i notarialnie zrzekli się prawa własności, aby inicjator komasacji mógł na działce postawić dom jednorodzinny. Przed laty dostałem też w spadku pewną kwotę pieniędzy. Aż mnie korciło, aby szybko ją wydać np. na motocykl. Ale nie, postanowiliśmy w rodzinie dziedziczone pieniądze przekazać następnym pokoleniom. Pełną kwotę wpłaciłem na fundusz inwestycyjny. Czasem zaglądam na konto i stwierdzam, że decyzja była słuszna, bo dzisiaj stanowi ona już równowartość dwóch samochodów. Gdy moja młodzież się usamodzielni, życiowa wyprawka będzie jak znalazł…

Jeśli czujemy, że ze spadkiem „jest coś nie tak” możemy przyjąć go z tzw. dobrodziejstwem inwentarza. Wtedy odpowiadamy za długi spadkodawcy tylko do wysokości masy spadkowej. W najgorszym przypadku wyjdziemy „na zero”. Na złożenie przed sądem lub notariuszem oświadczenia o warunkowym przyjęciu spadku też mamy sześć miesięcy. Jeśli nie złożymy w terminie żadnego oświadczenia – przyjmuje się, że objęliśmy spadek bez żadnych ograniczeń, także jeśli chodzi o odpowiedzialność za długi. Ponosimy wtedy odpowiedzialność całym swoim majątkiem, bez ograniczeń i bez względu na to, ile w spadku otrzymaliśmy. Może się więc okazać – jak to było w przypadku pani Anieli – że na spadku, zamiast zyskać, stracimy majątek.

Wasz aspirant Fortuna

linia

Dziedziczenie ustawowe występuje wtedy, gdy spadkodawca nie zostawił testamentu, albo gdy testament nie reguluje podziału całości majątku spadkodawcy (wtedy dziedziczenie ustawowe dotyczy tej właśnie części). Osoby uprawnione do majątku z mocy ustawy określa się w zależności od tego, jakie występują w danej sytuacji osoby bliskie.

W przypadku braku testamentu i spadkobierców ustawowych dziedziczy Skarb Państwa, a nie dalsza rodzina. Osoby samotne powinny więc zadbać o pozostawienie testamentu.

Przed podjęciem decyzji o podjęciu lub odrzuceniu spadku należy zbadać stan majątku spadkodawcy i w miarę możliwości pozyskać różne informacje ze wszystkich możliwych źródeł (księgi wieczyste, organy podatkowe, banki, kontrahenci itp.). Gdy spadkodawca prowadził działalnością gospodarczą, warto przejrzeć dokumentację firmy, zapoznać się z księgami i ewidencjami. Informacji możemy zasięgnąć również w rejestrze zastawów.

Na podstawie ordynacji podatkowej możemy wystąpić do poszczególnych organów podatkowych o wydanie stosownych zaświadczeń, dzięki którym będziemy wiedzieli, jaki jest stan zobowiązań spadkodawcy.

Jeśli podejmiemy decyzję o przyjęciu lub odrzuceniu spadku, musimy przed sądem lub notariuszem złożyć stosowne oświadczenie. Może być ono złożone ustnie lub pisemnie.

W przypadku gdy jesteśmy małżonkiem, zstępnym, wstępnym, pasierbem, rodzeństwem, ojczymem, macochą spadkodawcy, będziemy zwolnieni od podatku, jeżeli zgłosimy nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego, w terminie miesiąca od dnia uprawomocnienia się postanowienia stwierdzającego nabycie spadku.

Właściciel rachunku bankowego może w umowie z bankiem wskazać osobę, której po jego śmierci bank wypłaci pieniądze znajdujące się na tym rachunku. Banki przyjmują dyspozycje na wypadek śmierci na specjalnych formularzach. Dyspozycje i oświadczenia są objęte tajemnicą bankową i to także w stosunku do samego beneficjenta, chyba że inna jest wola właściciela rachunku. Wskazana w dyspozycji osoba (wyłącznie: małżonek, rodzice, dziadkowie, dzieci, wnuki, prawnuki lub rodzeństwo) będzie mogła po śmierci spadkodawcy dostać 20-krotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, bez czekania na przeprowadzenie sprawy spadkowej. To może być dobrym rozwiązaniem zwłaszcza wobec wnuków, które za życia rodziców nie dziedziczą po dziadkach. Jeśli na koncie znajduje się więcej niż 20-krotność przeciętnego wynagrodzenia, to reszta pieniędzy będzie musiała poczekać na podział między spadkobierców.

Bywają sytuacje, gdy spadkodawca testamentem zapisuje swój majątek osobie obcej. W takim wypadku niektórzy z członków rodziny mogą ubiegać się o zachowek. Do kręgu uprawnionych zaliczamy zstępnych (potomstwo), małżonka oraz rodziców zmarłego. Zachowek zależnie od okoliczności może mieć wysokość:

- dwie trzecie wartości udziału spadkowego – jeżeli uprawniony jest trwale niezdolny do pracy albo uprawniony zstępny jest małoletni,

- jedna druga wartości udziału spadkowego – w pozostałych sytuacjach. Jeżeli uprawniony nie otrzyma zachowku, przysługuje mu roszczenie o zapłatę sumy pieniężnej potrzebnej do pokrycia zachowku albo jego uzupełnienia.