Jakieś ćwierć wieku temu około 5 proc. polskiego społeczeństwa miało wyższe wykształcenie. W 2006 roku – jak podaje GUS – studia wyższe ukończyło 15 proc. Polaków i ten udział stale rośnie. Dawniej w przeciętnym miasteczku był jeden magister, dzisiaj są ich setki i, co gorsza, wielu z nich nie ma posady. Sam dyplom niczego nie gwarantuje, liczy się wiedza i umiejętności. Jedna szkoła potrafi tego nauczyć – i jej świadectwo jest w cenie, a inna nie potrafi. Choć dyplom nie jest już rzadkością, to ukończenie renomowanej uczelni lub rzadkiego kierunku jest ciągle przepustką do kariery. Najważniejsze jest, żeby stale się uczyć i mieć za co się uczyć.
Pieniądze źle wydane
Sąsiadka kupiła synowi pod choinkę playstation i poinformowała nas z dumą, że jej 12-latek w ten sposób uczy się angielskiego. – Ale sobie dzieciak wykombinował – pomyślałem. Dziwię się rodzicom, którzy uważają, że zakup telewizora albo komputera to inwestycja w edukację dziecka. Warto sprawdzić, do czego dziecko używa tych przedmiotów, a założę się, że dla 90 proc. służą tylko do ogłupiającej rozrywki. Żeby wydatek edukacyjny był inwestycją w wiedzę musi przynosić mierzalne rezultaty – np. po kilku latach nauki języka dziecko zda egzamin państwowy i uzyska certyfikat.
Mamy w Europie jeden z najwyższych wskaźników uczącej się młodzieży. W 2008 r. ponad 70 proc. młodych ludzi po maturze poszło na studia. Państwo przeznacza ponad 11 miliardów zł rocznie na szkolnictwo wyższe, ale na 2 miliony polskich studentów aż 1,2 mln płaci za studia z własnej kieszeni. Widać wyraźnie, że pęd do nauki jest, za to gorzej z efektami. Jak przyznali nawet rektorzy polskich szkół wyższych w „Strategii rozwoju szkolnictwa wyższego 2010-2020”, opublikowanej w grudniu 2009 roku, poziom naszych uczelni i niska ocena wyników badań naukowych sprawiają, że polski system szkolnictwa wyższego nie jest przystosowany do konkurowania na międzynarodowym rynku badań naukowych i do kształcenia na poziomie wyższym. Przekłada się to na kiepskie zaawansowanie technologiczne polskiej gospodarki. Mimo dużych nakładów finansowych ponoszonych na transfer technologii z uczelni do przemysłu, nie doczekaliśmy się produktu na skalę światową. Poziom naszej innowacyjności jest jednym z najniższych na kontynencie.
Zdaniem specjalistów system edukacji nie kształtuje umiejętności na miarę XXI wieku, nie przygotowuje absolwentów do gospodarki opartej na wiedzy i nie nadąża za zmianami w technologii. Są oczywiście przykłady bardzo dobrych uczelni i kierunków, ale za nimi czai się masa miernoty. Dlatego wybór uczelni i kierunku to bardzo ważna decyzja. Chyba, że komuś nie zależy na wiedzy, ale chce się jeszcze kilka lat poobijać na koszt rodziców i dziadków, którzy wydają ostatnie grosze, by wykształcić swojego podopiecznego. Krótko mówiąc, często źle wydajemy pieniądze na edukację.
Nauka przez całe życie
Znajomy profesor wyższej uczelni dał mi niedawno krótki, ale pouczający wykład na temat kształcenia ustawicznego. Wskutek gwałtownego postępu naukowego, technologicznego i cywilizacyjnego wiedza tak szybko się dezaktualizuje, że trzeba się ciągle dokształcać, aby nadążyć za postępem – choćby po to, aby utrzymać się w pracy. Właściwie kończąc studia zawodowe należy kontynuować naukę, bo w tzw. międzyczasie wiedza wyniesiona z uczelni zdążyła się zestarzeć. Kto nie nadąża – ten wypada z rynku pracy. W policji też mamy ciągle szkolenia i muszę przyznać, że są coraz ciekawsze.
To samo dotyczy informacji przydatnych w codziennym życiu, zwłaszcza prawnych i ekonomicznych, także edukacji finansowej. Nie wystarczy znać rachunki i umieć czytać – trzeba jeszcze korzystać z tych umiejętności. Jak czegoś nie wiesz, to może Cię to drogo kosztować. Przecież większość opisywanych przeze mnie przypadków stanowią ofiary własnej głupoty. Klient dostaje w firmie ubezpieczeniowej skomplikowaną, wielostronicową umowę i nawet jej nie czyta, tylko podpisuje. Potem, gdy dochodzi do przykrego zdarzenia, dziwi się, że nie otrzyma odszkodowania. Życie to nie jest kraina szczęśliwości, gdzie każdy chce nam pomóc – najczęściej każdy chce nam sprzedać swój towar, a w skrajnych przypadkach – oszukać. Nie czytasz umowy, pomijasz to, co zostało napisane drobnym drukiem, bo zapomniałeś okularów – najpewniej za to zapłacisz.
W zdobywaniu wiedzy korzystaj też ze sprawdzonych i wiarygodnych nauczycieli. Zbyt wielu dziś jest doradców, którzy skierują cię na fałszywe ścieżki. Większość firm doradztwa finansowego należy do jakiegoś banku i ich rady choćby z tego powodu nie są obiektywne. Sam musisz wiedzieć, że kiedy ktoś oferuje ci niewiarygodne zyski jutro, a dziś wyciąga rękę po twoje pieniądze, to raczej je stracisz. Jeśli ktoś cię zapewnia, że na wzięciu pożyczki tylko zarobisz, to też nie mówi całej prawdy. Banki i instytucje finansowe mają dziś w ofercie tysiące instrumentów finansowych, które czasem są tak skomplikowane, że najtęższe umysły ekonomiczne ich nie rozumieją. Nie wkładaj swoich pieniędzy w inwestycję, przy której nie umiesz ocenić ryzyka.
Inwestuj w siebie
Każdy z ponoszonych wydatków można przypisać jednej z dwóch kategorii: konsumpcji albo inwestycjom. Wydatki na edukację należą do inwestycji i prawie zawsze gwarantują wysoką stopę zwrotu, czyli duży zysk. Inwestycja w 5-letnie studia to zazwyczaj koszt od 60 tys. do 100 tys. złotych (jeśli policzyć książki, różne opłaty, utrzymanie, akademik, przejazdy, a coraz częściej czesne). Ale opłaca się, bo osoby z wyższym wykształceniem zarabiają średnio o 30 proc. więcej, pozostają dłużej aktywne na rynku pracy i znacznie rzadziej są bezrobotne. To tak jakbyśmy przez całe życie otrzymywali odsetki od dobrze ulokowanego kapitału.
Urlop nad ciepłym morzem to czysta konsumpcja i nie próbujmy się oszukiwać, że to „nauka języków”. Zakup na własne potrzeby (nie w celach zarobkowych) samochodu, telewizora, kolejnej pary butów czy nawet żywności to też konsumpcja. Oczywiście nie da się jej ograniczyć poniżej poziomu egzystencji, ale nie można zapominać, że życie trwa coraz dłużej i na lepszą lub bezpieczniejszą przyszłość potrzebne są dzisiaj inwestycje. W tym sensie mistrzem inwestycji jest moja żona, która ostatnio mi tłumaczyła, że zakup drogiej bransoletki to nie konsumpcja, ale inwestycja w kruszec. Wyczytała na moim blogu, że w złoto czasem warto inwestować długoterminowo. Tylko, że w tej bransoletce wartość kruszcu to mniej niż połowa ceny!
Wydatków inwestycyjnych nie należy ponosić bez przetestowania produktu. Wysyłasz dziecko na prywatne lekcje angielskiego – sprawdź, czy nauczyciel zna ten język, zbierz rekomendacje. Wybierasz uczelnię – sprawdź, czy jej dyplom jest ceniony przez pracodawców, co robią i ile zarabiają absolwenci. A na rynkach finansowych nie inwestuj w rzeczy, których nie rozumiesz.
Wasz aspirant Fortuna
![]()
Według Centrum Badania Opinii Społecznej, obecnie 51 proc. Polaków „nie odczuwa satysfakcji z osiągniętego poziomu wykształcenia„, prawie połowa Polaków (48 proc.) jest gotowa podwyższyć swoje kwalifikacje, jednak niemal tyle samo badanych (49 proc.) nie podjęłoby się tego, nawet gdyby mieli takie możliwości. Gotowość do podnoszenia kwalifikacji wyrażały przede wszystkim osoby młode i lepiej wykształcone, dla których ma to większy wpływ na karierę zawodową i na osiągane dochody.
W prestiżowym rankingu najlepszych europejskich szkół biznesu dziennika „Financial Times” z grudnia 2009 roku znalazła się tylko jedna polska uczelnia – Akademia Leona Koźmińskiego z Warszawy. Uczelnia zajęła wysokie 42. miejsce.
Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, w 2060 r. na trzech pracujących Polaków przypadać będzie przynajmniej dwóch emerytów, a odsetek osób po 80 roku życia wzrośnie 4,5-krotnie. Z powodu zbyt niskiego przyrostu naturalnego ubędzie ponad 7 milionów obywateli. Zjawisko starzenia się to jednak przede wszystkim problem braku aktywności zawodowej i niechęć do uczenia się nowych rzeczy. Od 1975 r. działają w Polsce Uniwersytety Trzeciego Wieku, które prowadzą zajęcia dla 25 tys. seniorów w ponad stu uczelniach.
W wielu krajach świata trwa debata na temat obowiązkowych zajęć z edukacji finansowej w szkołach średnich. Od września 2011 r. problematyka finansowa będzie omawiana w szkołach kanadyjskiej prowincji Ontario. Podobnym projektem zajmuje się rząd brytyjski. Rozwijanie kompetencji finansowych młodzieży jest m.in. rezultatem światowego kryzysu finansowego i przejawem troski, aby młodzi ludzie podejmowali racjonalne decyzje finansowe.
Władze Ontario podjęły ten projekt zaniepokojone rosnącym zadłużeniem młodych ludzi: aż 60 proc. Kanadyjczyków w wieku 18-29 lat ma długi wobec rządu, w tym 1/10 na kwotę przekraczającą 10 tysięcy dolarów kanadyjskich. Łączne zadłużenie młodych Kanadyjczyków przekroczyło już 13 miliardów dolarów. Tematyka finansowa będzie włączona do różnych przedmiotów. Uczniowie będą uczyli się, jak czytać umowy finansowe, oceniać oprocentowanie kredytów, o zasadach kupowania nieruchomości, będą także uodparniać się na agresywną reklamę i marketing.
Bezpłatne kursy e-learningowe udostępnia Portal Edukacji Ekonomicznej NBPortal.pl Aby korzystać z kursów i prezentacji trzeba się zarejestrować w serwisie. Wśród ostatnio zamieszczonych prezentacji multimedialnych jest interesujące „Emerytalne ABC”. Kursy e-learningowe NBP zostały przygotowane przez wybitnych ekonomistów, teoretyków i praktyków gospodarki. Dzięki temu łatwo, przejrzyście i nowocześnie omawiają zagadnienia ekonomii, marketingu, przedsiębiorczości i zarządzania finansami. W 2009 roku Narodowy Bank Polski przeznaczył na edukację finansową Polaków 28,7 mln zł, a w 2010 r. planuje wydać na ten cel 33,6 mln zł.

26 sty
5 sty
13 kwi
6 kwi
29 mar
22 mar
14 mar
7 mar
28 lut
21 lut
13 lut
7 lut
14 komentarzy
Panie Aspirancie, najbardziej podoba mi się Pańskie stwierdzenie, że trzeba się „stale uczyć i mieć za co się uczyć”. Na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że pierwszy rok studiów kosztował mnie bagatela ponad 11 tys. zł. Oczywiście nie całą kwotę wyjąłem z własnej kieszeni, gdyż część otrzymałem od rodziców, resztę zarobiłem własną pracą (różnego rodzaju stypendia, nagrody, ale też normalna praca zarobkowa i poprzez oszczędzanie). Największy koszt to niestety dojazd i wyżywienie, znaczny procent stanowią też pomoce naukowe. Co do samochodu, to oprócz tego, że jest on dobrem konsumpcyjnym to dla mnie też stanowi inwestycję (dojeżdżam samochodem na zajęcia). Największy problem studenta oprócz wydatków na naukę to znalezienie pracy, która zapewni jej finansowanie, a z tą wiadomo bywa różnie. Byłem m.in. kelnerem, pracowałem w lokalnej gazecie, i jako pracownik magazynu. Teraz szukam zajęcia bardziej zgodnego z kierunkiem studiów, niestety, ale jest to bardzo trudne, a w głównej mierze zależy od pracodawcy czy da szansę na zatrudnienie czy też nie. Częściej zdarza się to drugie, ale grunt to się nie poddawać i być elastycznym na rynku pracy. Obecnie mam wyrozumiałego szefa, dzięki temu mogę dostosowywać swój czas pracy do czasu, który potrzebuję na studia. Na razie praca stanowi jedynie dodatek, gdyż poza głównym kierunkiem studiów podjąłem też naukę na drugim, pedagogicznym, by być bardziej uniwersalnym na rynku pracy. Mam nadzieję, że moja inwestycja zaprocentuje z czasem. Staram się też korzystać z okazji podwyższając swoje umiejętności na różnego rodzaju kursach. Wszystko to wymaga jednak dużo pracy i dobrego rozplanowania zajęć na każdy dzień, ale też i uczy systematyczności, samodyscypliny a przede wszystkim konsekwencji w działaniu. Dzisiejsze czasy wymagają także od każdego by podnosić stale swoje kwalifikacje. Moim zdaniem to dobrze, bo jesteśmy młodzi dopóki się uczymy, a dzięki ustawicznemu kształceniu sprawność intelektualna mimo wieku nadal jest zachowywana.
Piotr!
Jakbym się nie dokształcał, to byłbym nikim. Interesuję się fotografią. Od lat. Ostatnio kupiłem sobie wypasioną lustrzankę. Muszę się uczyć fotografii na nowo! Nowe słownictwo typu: przestrzeń natywna, bokeh, camera raw, free coś tam. Wiedza w tej branży robi się tak rozległa, że bez ciągłego dokształcania się wypadnie się z obiegu. I tak jest w każdej branży!
Ja uważam iż wyższe wykształcenie dla większości z nas, przy dokonywaniu wyboru pracy jest taką przepustką na dane (zwykle wymarzone) stanowisko. Ta przepustka jest tym cenniejsza im lepsze studia się kończy. Jednak wg. mnie, wgłębiając się w temat podzieliłabym studentów, a potem już inżynierów, magistrów na takie 2 grupy : PIERWSZA grupa – to absolwenci z powołania, chcący i pragnący być tymi rzeczywistymi magistrami, inż – którzy własnymi ambicjami i tylko własną uczciwą pracą wypracowali sobie zasłużony dyplom i pamiętają o tym, że trzeba się ciągle dokształcać, aby nadążyć za postępem i chociażby po to aby być naprawdę „mistrzem” w swoim zawodzie. DRUGA grupa – to coraz częściej przypadkowi studenci – chcący mieć tylko tytuł mgr czy inż dla własnego widzi misie, myśląc – będę się lepiej z tym czuł, będą lepiej mówić o mnie, będę miał lepszą opinie – niestety tylko pozornie. Oczywiście Uczelnie – „świadomie” -takich absolwentów nie wypuszczają na ulice, ale myślę, że większość się za mną zgodzi że spora grupa takich właśnie studentów „jakoś” kończy studia, bo chociażby trafią na egzaminach na pytania, których tylko i wyłącnie się nauczyli.
Rozpatrzmy chociażby jeden z najbardziej odpowiedzialnych zawodów – LEKARZA. Ja siedząc w poczekalni i czekając na swoją babcię czy dziadka, których często wożę na badania kontrolne do różnych placówek medycznych, często się zastanawiam na jakiego lekarza tym razem trafiliśmy czy tak jak dotychczas na tego z tej 2-giej grupy czy może tym razem z grupy 1-ej (zdecydowanie skromniejszej)… Myślę, że nie będę się dalej rozpisywała, bo chyba każdy z nas chciałby w razie konieczności stanąć przed lekarzem z tej grupy 1ej.
My młodzi ludzie – przyszłość społeczeństwa – uczmy się,studiujmy,ale dążmy do tego rozsądnie, uczciwie!Wybierajmy studia takie, które zapewnią nam wymarzony zawód, po których z dumą będziemy mogli powiedzieć (np.) – Jestem lekarzem z powołania ! – czyli „z tej 1-ej grupy” ..
Ja uważam iż wyższe wykształcenie dla większości z nas, przy dokonywaniu wyboru pracy jest taką przepustką na dane (zwykle wymarzone) stanowisko. Ta przepustka jest tym cenniejsza im lepsze studia się kończy. I jak najbardziej uważam że Nauka jest trafną inwestycją.Jednak wg. mnie, wgłębiając się w temat tej inwestycj- podzieliłabym studentów, a potem już inżynierów, magistrów na takie 2 grupy : PIERWSZA grupa – to absolwenci z powołania, chcący i pragnący być tymi rzeczywistymi magistrami, inż – którzy własnymi ambicjami i tylko własną uczciwą pracą wypracowali sobie zasłużony dyplom i pamiętają o tym, że trzeba się ciągle dokształcać, aby nadążyć za postępem i chociażby po to aby być naprawdę „mistrzem” w swoim zawodzie. DRUGA grupa – to coraz częściej przypadkowi studenci – chcący mieć tylko tytuł mgr czy inż dla własnego widzi misie, myśląc – będę się lepiej z tym czuł, będą lepiej mówić o mnie, będę miał lepszą opinie – niestety tylko pozornie. Oczywiście Uczelnie – „świadomie” -takich absolwentów nie wypuszczają na ulice, ale myślę, że większość się za mną zgodzi że spora grupa takich właśnie studentów „jakoś” kończy studia, bo chociażby trafią na egzaminach na pytania, których tylko i wyłącnie się nauczyli.
Rozpatrzmy chociażby jeden z najbardziej odpowiedzialnych zawodów – LEKARZA. Ja siedząc w poczekalni i czekając na swoją babcię czy dziadka, których często wożę na badania kontrolne do różnych placówek medycznych, często się zastanawiam na jakiego lekarza tym razem trafiliśmy czy tak jak dotychczas na tego z tej 2-giej grupy czy może tym razem z grupy 1-ej (zdecydowanie skromniejszej)… Myślę, że nie będę się dalej rozpisywała, bo chyba każdy z nas chciałby w razie konieczności stanąć przed lekarzem z tej grupy 1ej.
My młodzi ludzie – przyszłość społeczeństwa – INWESTUJMY W SIEBIE!
uczmy się – bo warto! Bo na pewno będziemy mieli szanse na lepszą, bardziej płatną pracę.Studiujmy- wybierajmy Uczelnie o jak najlepszych opiniach – po których znajdziemy wymarzoną pracę ,ale dążmy do tego rozsądnie, uczciwie!Wybierajmy studia takie, które zapewnią nam wymarzony zawód, po których z dumą będziemy mogli powiedzieć (np.) – Jestem lekarzem z powołania ! – czyli „z tej 1-ej grupy” i nie będziemy zagrożeniem dla społeczeństwa tylko ratunkiem..
Wykształcenie wykształceniem, ale i tak najważniejsze są znajomości
Henryk!
Dobre, he, he, he… Zapomniałem w tekście to uwzględnić. Dzięki za celny komentarz!
Tak Panie Aspirancie, zgadzam się, że wykształcenie jest przepustką i ciągle trzeba się dokształcać, ostatnio kupiłem sobie tablet, bo już ołówek mi nie wystarcza do rysowania, a nie lubię stać w miejscu, tylko rozwijać się i swoje umiejętności, a tablet mi to umożliwia (jeżeli chodzi o rysunek, a teraz i grafikę, tak więc wiele nowości też się uczę
a rysuję o dziecka). Ale nie zgadzam się, że sama wiedza tylko świadczy o człowieku, wiedza jest jedynie uzupełnieniem naszej inteligencji i to właśnie od tej drugiej zależy czy będziemy potrafili suchą teorię przekuć w praktykę (w tym i w pracy, bo co z tego, że np. ktoś ma wiedzę encyklopedyczną, a potrafi jedynie ją wyklepać, a żeby przykładowo przeprowadzić prognozę sprzedaży dla przedsiębiorstwa X, bo mu pracodawca zlecił, to już takie proste nie jest, bo to inne zadanie a sama wiedza książkowa („wykute na blaszkę wzory”, ba i nawet definicje) nie wystarczą, liczy się umiejętność jej zastosowania, czyli krótko mówiąc wspomniana inteligencja. Moja Uczelnia zarówno wpaja w przystępny sposób wiedzę, jak i też uczy jej praktycznego wykorzystania, a to mnie cieszy bardzo. Poza tym dokształcam się też na różnego rodzaju kursach (asertywność, perswazja, komunikacja, ogólnie dotyczące rozwoju osobistego) i korzystam ze wspomnianego przez Aspiranta NBPortalu, bo to naprawdę skarbnica wiedzy, zarówno dla Kowalskiego jak i studenta Ekonomii. Wiedza w różnych branżach zmienia się i trzeba ją stale uaktualniać a i owszem, prawdopodobnie w najszybszym tempie zmiany zachodzą w dziedzinie informatyki i powiązanych z nią gałęzi produkcji. Dlatego by nie wypaść z „obiegu” ja również inwestuję w swoją wiedzę (mimo znacznych kosztów – wiem że są nieuniknione), ale dzięki temu zyskuję przyszłe narzędzie pracy, a to jest bezcenne. Jak to powiedział ktoś inteligentny, że „czego się nauczysz tego nikt ci nie odbierze” i to jest prawda, chyba, że ktoś dostanie amnezji he he
PS. do komentarza Henryka dodałbym jeszcze szerokie plecy
Piotr!
Też kupiłem sobie duży tablet (firmy Wacom?). Miałem ambitne plany wykorzystania go do przetwarzania fotografii. I co? Leży od kilku miesięcy nieużywany. Po prostu nie mam kiedy go rozgryźć. Nowe narzędzie, nowa wiedza. Powinienem użyć dźwigni edukacyjnej, czyli intensywnego szkolenia. W mojej okolicy nikt, niestety, nie organizuje kursów graficznych. Tablet kupiłem przez internet. Na trzeci dzień miałem na biurku. Dzisiaj, jak się ma pieniądze, można kupić wszystko. Ale wiedzy nie. Nie mówiąc już o talentach…
Panie Aspirancie,
a brak czasu, sam zresztą na to cierpię, ale trzeba znaleźć jakiś środek na to (też nadal go poszukuję) by jednak jakoś się udało go wypracować, czasem się udaje, a czasem nie. Pieniądze są ważne, ale jedynie stanowią środek do osiągnięcia pewnego celu, a w pełni szczęścia na pewno nie dadzą, grunt to rodzina i jej wsparcie
ps. w Internecie można znaleźć wiele ciekawych filmików instruktażowych dotyczących różnych programów graficznych (najczęściej są one w języku angielskim, polecam też portale czasopism komputerowych i vortale z legalnym oprogramowaniem (bo można tam znaleźć dobre freeware’owe programy i przydatne rady) sam korzystam, ale też i z porad kolegi- profesjonalnego grafika, tak więc potwierdza się, że wiedza potrzebna jest na każdym kroku i ta podstawowa i ta bardziej zaawansowana i trzeba w nią inwestować, również w znajomość języków obcych, bo dzięki temu nasza oferta pracy jest atrakcyjniejsza na rynku. Dziękuję za przydatne wskazówki i te z artykułu i komentarzy.
popieram, a tablet tej samej firmy, tyle że mniejszy, ale w zupełności wystarcza mi do tworzenia komiksów i ciekawych grafik. tak, ale systematyczne przykładanie się do czegoś przynosi efekty, tak jak przy OSZCZĘDZANIU
niestety kwalifikaje sie nielicza popatrzcie na urzędnikow przyjmuje sie lub przyjmowało takiego byle miał mature i co i nic robi taki pozniej wieczorowo zaocznie czy prawie korespondencyjnie jakies studium w byle jakim kierunku byle ukonczył i juz jest wybitnym fachowcem w urzedzie[na nauke z urzedu jeszcze kiedys dokładano kase] a teraz ta druga wersja dla niemających znajomosci znajduje to kierunek wg mnie najlepszy bedzie taki gdzie polska jest potęgą np loty w kosmos[zostanie astronautą to dziedzina tez na tyle bezpieczna ze choroba zawodowa ani wypadek w czasie pracy mu niegrozi teraz ani w najblizszych 100latach] wydrenuje kase od całej rodziny pozostałemu rodzenstwu tez dziecinstwo utrudni i ukonczy pozniej prosto do bezrobocia we łbie to ma 20 razy tyle co ten w urzedzie ale niestety pracy zadnej poza wykładaniem chemii w…. supermarkecie niema i niebedzie ale cała armia dzieki niemu bedzie zyc a to między innymi fachowcy od szkolen,wizerunku,kursow,takze ci od dotacji unijnych wiec reasumując to wszystko do jednej konkluzji jezeli twoje dziecko idzie na studia ma wybrac kierunek gdzie jest ok 60-150 osób na jedno miejsce tylko taki kierunek zapewnia godziwy zarobek po skonczeniu a jezeli to miernota edukacyjna[ustalic po kim to takie beztalencie napewno po matce] i nieprzyjmą go ma wybrac wersje z studium wieczorowym i pracą w urzedzie przynajmniej dziecko głodne niebedzie…..
Drogi Aspirancie Fortuna
Zgadzam się – wiedza jest najlepszą inwestycją, ale pod warunkiem, iż najpierw zastanowimy się jaką wiedzę chcemy zdobyć i gdzie będziemy ją wykorzystywać. Oczywiście znajomość przynajmniej jednego języka obcego, umiejętność obsługi komputera, czy posiadanie prawa jazdy to już podstawa, aby liczyć się na rynku pracy. Ale coraz bardziej przydatne jest ukończenie kursów z zakresu BHP, prawa pracy, psychologii komunikowania, czy e-handlu.
Kilka lat temu opłaty za kursy można było odliczyć w zeznaniu rocznym, co niewątpliwie zachęcało wielu pracowników do dokształcania się. Teraz każdy pracownik liczy przede wszystkim na hojność pracodawcy i wnioskuje lub przekonuje szefa, że doszkalanie pracowników leży w jego interesie i w przyszłości przyniesie firmie duże korzyści. Niestety zauważyłam, że prywatni pracodawcy niechętnie inwestują w pracowników, nawet nie zawsze są zadowoleni, jak pracownik we własnym zakresie chce się dokształcić. Inaczej wygląda sytuacja w instytucjach samorządowych (urzędach gminy, miasta itp.) gdzie pracownicy bardzo często wyjeżdżają na szkolenia.
Drugą sprawą, którą chciałam poruszyć jest wyższe wykształcenie. Od kilku lat mówi się o tym, iż poziom wykształcenia w Polsce jest dość niski (pomijając kilka uczelni). Ale nie jest to wina tylko studentów, którzy niejednokrotnie studiują tylko po to aby mieć mgr przed nazwiskiem, ale również wykładowców, którzy niejednokrotnie przekazują studentom nieaktualne dane. Ja sama byłam świadkiem, gdy na wykładzie na temat podmiotów gospodarczych profesor mówiąc o spółce z ograniczoną odpowiedzialnością powiedział, że kapitał zakładowy takiej spółki musi wynosić 10 tysięcy złotych, kiedy od ponad 6 miesięcy kapitał ten musiał być w wysokości 50 tysięcy złotych.
Druga sprawa to praktyki studenckie – studenci na praktykach często są traktowani jak ktoś do wszystkiego i niczego. Taki student podczas praktyki nie jest w stanie wiele się nauczyć, choć powinien być traktowany jak potencjalny pracownik.
Na zakończenie stwierdzenie, znane każdemu Polakowi, który jest w trakcie szukania pracy – wykształcenie wykształceniem, ale znajomości mieć trzeba.
Szanowny Pan Aspirancie Fortuna
Wiedza najlepszą inwestycją to racja, lecz są dwie rodzaje wiedzy teoretyczna i praktyczna.
Wiedza teoretyczna daje postawy/ogólność, w mym wypadku to około 20% sukcesu. A wiedza praktyczna to pozostała część wsparta pasją i logicznym myśleniem.
Długo zastanawiałem się nad ukierunkowaniem swych działań i obraniem właściwego kierunku, aby stał się nie tylko przydatny dla mnie ale rozwiązywał społeczny problem i był nieodzowny/konieczny do prawidłowego funkcjonowania przyrody.
Realizację swego planu rozpocząłem od 1985 do 1988r, na terenie USA [stan NY i NJ]. Następnie na terenie Azji i Europy Południowej.
Przeprowadziłem kilkuletnie doświadczenia na terenie swego gospodarstwa rolnego oraz na składowiskach komunalnych.
Wynik moich prac zaowocowało otrzymaniem patentów technologicznych umieszczonych w Biuletynie UP RP.
Zmniejszenie ilości składowanych odpadów na wysypiskach to wymóg czasu, rozwiązuje istotny społeczny problem,daje ponad 300 tysięcy nowych miejsc pracy.
Samorządy terenowe budują selektornie odpadów komunalnych na technologii zachodniej o sprawności do 15% za 35 milionów pln,a moja technologia w 100% powoduje ograniczenie składowania i kosztuje do 2 milionów zł pln.
Decydentami wyboru technologi selekcji są teoretycy a nie praktycy. Jaki skutek teorii iż Polska będzie płaciła dobowo 250 tysięcy euro kary.
Ja szukam składowiska gdzie mogę wdrożyć moja technologię.
Oto przykład jak teoria góruje nad praktyką.
Dywagacje na temat inwestowania w siebie są bardzo rozległe, w praktyce mogły by byc tematem niejednej pracy doktorskiej. Ze stwierdzeniem „wiedza najlepszą inwestycją” można się zgodzic lub też mieć zdanie zupełnie odrębne. Od małego dziecka pamiętam słynne słowa „ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz”. Ale czy na pewno? Wyobraźmy sobie, że stoimy na rozstaju naszej drogi życiowej, co wybieramy? Edukację i inwestowanie w siebie, czy też kończymy naszą przygodę z wiedzą i poddajemy się konsumpcji. Trudny wybór, nieprawdaż? Mam kilku znajomych i krewnych, którzy swoją edukację skończyli na poziomie szkoły zawodowej i wiedzie im się całkiem nieźle. Jeden z niech jest właścicielem firmy malarskiej i miesięcznie zarabia więcej niż dyrektor szkoły do której chodził, notabene po studiach magisterskich. Chciało by się rzec, gdzie tu sprawiedliwość . Ja natomiast wybrałem wariant drugi i inwestuję w siebie. Moją pasją, którą zaraziłem się w szkole średniej jest po dziś dzień ekonomia. Doszedłem do wniosku, jeśli w życiu będę robił coś z pasją i zaangażowaniem, to w życiu do czegoś dojdę. Tak zacząłem swoją przygodę z inwestowaniem w siebie, przede mną jeszcze długa droga, kończę studia licencjackie, dodatkowo pracuję ( z jakiegoś źródła musze mieć pieniądze, niestety magnatem naftowym nie jestem), a przede mną jeszcze studia magisterskie, no i może doktorat (no tu może przesadziłem, ale kto wie…). Ważną rzeczą, bodaj nie najważniejszą jest charyzma, dzięki niej wyrabiamy sobie w otoczeniu wizerunek, szacunek i uznanie w oczach innych. Więc decyzja jest niełatwa do podjęcia, ale jeśli robisz coś z pasją, zapałem i zaangażowaniem, nieważne czy skończyłeś szkołę zawodową w Płońsku czy też obroniłeś doktorat na Harwardzie to robiąc to jeśli będziesz dążył do swego celu, to go osiągniesz.
Zgadzam się z KLOPSEM_87.
jestem już szczęśliwą studentką stomatologii:) Na laurach jednak nie osiadłam, biorę udział w konferencjach, należę do Stowarzyszenia Studentów Stomatologii, chodzę na angielski medyczny, wszystko po to żeby się rozwijać. Wiem, że włożone w to pieniądze kiedyś zaprocentują:)
Trzeba wiedzieć co chce się z życiu robić. Ja np. przez dwa lata studiowałam na Akademii Medycznej, ale wiedziałam, że dla mnie stworzona jest stomatologia. Niestety ciężko dostać się na ten kierunek ( liczba chętnych na jedno miejsce jest najwyższa właśnie na stomatologię), w Polsce jest tylko na kilku Uczelniach Medycznych, mało jest miejsc. Ale zmobilizowałam się, postanowiłam poprawić maturę, dodatkowo zdać fizykę, żeby zwiększyć swoje szanse, i udało się
Dodaj komentarz